Zgrzyty wśród pasjonatów

Miała być miejscem skupiającym konstruktorów i pasjonatów, którzy będą kultywować świdnickie tradycje lotnicze i motocyklowe. Nieporozumienia między częścią założycieli Strefy AK1 doprowadziły jednak do kryzysu. W minionym tygodniu na drzwiach Strefy zawisła kłódka. Po sobotnich rozmowach jest jednak szansa na porozumienie.
Strefa AK1 powstała w 2014 roku. Swoją siedzibę ma przy al. Armii Krajowe. Podlega Miejskiemu Ośrodkowi Kultury. Miała być miejscem „pielęgnującym chlubne tradycje lotnicze i motoryzacyjne Świdnika”. Inicjatorami jej powstania byli członkowie Świdnickiego Klubu Miłośników Techniki. Należą do niego konstruktorzy, kierowcy, restauratorzy zabytkowego sprzętu, pasjonaci sportów motorowych i lotniczych. Dodatkowo w Strefie odbywały się również zajęcia dla uczniów. Regularnie odwiedzała ją m.in. młodzież z Powiatowego Centrum Edukacji Zawodowej.
W minionym tygodniu na drzwiach wejściowych do Strefy AK1 zawisła kłódka. Założyciele klubu otrzymali esemesowe wiadomości od szefa ŚKMT, że do końca stycznia mają zabrać z siedziby Strefy swoje rzeczy. Ta informacja przelała czarę goryczy i o całej sytuacji pasjonaci świdnickich osiągnięć postanowili zawiadomić media.
Okazuje się, że od dawna już brakowało porozumienia między założycielami Strefy a szefem klubu i jednocześnie przedstawicielem ratusza.

– Spokojnie pracowaliśmy i stosowaliśmy się do statutu i regulaminu Strefy, prowadziliśmy zajęcia edukacyjne – mówi Krzysztof Komenda, jeden z założycieli Świdnickiego Klubu Miłośników Techniki. – Ale napotykaliśmy ciągle na problemy.
Powodem ich miał być Michał Piotrowicz, szef klubu i zastępca burmistrza Świdnika. – Zaczęło się od oskarżeń, że nie sprzątamy. Później dostaliśmy nakaz zabrania eksponatów lotniczych. Zamiast nich zaczęły się pojawiać motocykle – mówi Marek Pałyska, sympatyk Strefy AK1. – Michał Piotrowicz cały czas twierdził, że zrobi w Strefie porządek. Nie mogło być benzyny w pomieszczeniu, uruchamiania silników czy malowania. Przy czym to tylko nam tego nie było wolno.
Nieporozumienia i spory nie ustawały. Swoje apogeum osiągnęły w minionym tygodniu. Michał Piotrowicz przyznaje, że konflikt w Strefie narastał od 2015 roku. – Ci panowie muszą zrozumieć, że te pomieszczenia to nie jest hangar lotniczy. Nie można zbierać w nim sprzętów o dużych gabarytach, nie należących do członków Strefy i zajmować cudzych stanowisk pracy – mówi Michał Piotrowicz. – Wszyscy powinni również przestrzegać zapisów regulaminu. Nie można też samowolnie zabierać wyposażenia Strefy, bo figuruje ono na jej stanie.

Chodzi o metalowe szafy, które, jak tłumaczy Marek Pałyska, zabrał do domu, żeby je wyczyścić, pomalować i odwieźć z powrotem do Strefy. – Wszystko skończyło się na tym, że teraz nie możemy wejść do pomieszczeń i dostać się do naszych rzeczy – mówi.
– Do wyjaśnienia całej sprawy, Strefa będzie zamknięta – dodaje z kolei Michał Piotrowicz.
Zwaśnione strony do porozumienia nie doszły. Natomiast po poinformowaniu o sprawie mediów rozwiązaniem konfliktu zajął się Adam Żurek, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury. – Członkowie Strefy AK1 mają duże zasługi w propagowaniu tradycji lotniczych i motocyklowych naszego miasta. Natomiast powodem konfliktu są problemy natury ludzkiej. Na sobotę zaplanowaliśmy spotkanie członków Strefy i mamy nadzieję, że uda się na nim ten konflikt zażegnać – mówi Adam Żurek.
Strony sporu deklarują, że chcą ze sobą rozmawiać i są gotowe do porozumienia. W sobotę strony sporu zadeklarowały, że chcą ze sobą rozmawiać i są gotowe do porozumienia. W tym tygodniu Strefa ma wznowić działalność. – Zagrożenia dla strefy nie ma. Będziemy wdrażali plan naprawczy, porządkujący sprawy klubowe. Jeśli wszyscy będziemy się trzymali podjętych ustaleń to będzie dobrze – mówił w sobotę Michał Piotrowicz.(kal)