Zimno, ale pomocy nie trzeba

W dwa lata przybyło nam ośmiu kloszardów. Tak przynajmniej wynika z danych zebranych po ogólnopolskiej akcji liczenia bezdomnych. Choć brzmi to paradoksalnie, w większości bezdomni mają jednak dach nad głową, a ci z ulicy go nie chcą. Wystarczy im, jak pracownicy socjalni przywiozą raz w tygodniu jedzenie i jakieś świeże ubranie.

(13/14 lutego) W Chełmie, podobnie jak w całym kraju, przeprowadzona została akcja liczenia bezdomnych. Wzięli w niej udział strażnicy miejscy wraz z pracownikami socjalnymi zatrudnionymi w MOPR Osoby, które przeprowadzały liczenie, pytały m.in. o powód bezdomności, długość życia na ulicy i formę pomocy, jakiej dany człowiek oczekuje, czy korzysta z jadłodajni i noclegowni, etc. I tak, według badania w Chełmie żyje obecnie 148 bezdomnych.

62 osoby przebywają w schronisku im. Świętego Brata Alberta, 60 w MONAR-ze, 13 w Zakładzie Karnym w Chełmie, 2 znaleziono w Ośrodku Pomocy Osobom Uzależnionym, czyli miejskiej „wytrzeźwiałce”, 3 na przyszpitalnym Oddziale Terapii Uzależnień od Alkoholu oraz 8 na ulicy (na terenie starej wagonowni, w pustostanach, na klatkach schodowych).

Ogólnopolską akcję liczenia bezdomnych przeprowadza się zimą, co dwa lata, z inicjatywy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Ostatnie takie badanie miało miejsce w nocy z 8/9 lutego 2017 r. Naliczono wówczas w Chełmie 140 osób bezdomnych (odnotowano więcej osób na ulicy i w więzieniu, a mniej w schroniskach, niż teraz).

Chełmscy bezdomni żyjący na ulicy to znana w MOPR-ze grupa. Co tydzień, w środy rano, pracownicy socjalni wraz ze strażą miejską udają się w rejony, w których koczują kloszardzi. Przywożą im jedzenie, jakieś ubrania, pytają o to, czego im trzeba. Kilkoro osób udało im się nawet namówić na skorzystanie z pomocy schroniska, ale przeważnie bezdomni odmawiają. Nie chcą i nie potrafią zostawić alkoholu. Statystycznie zaś średnia długość życia na ulicy wynosi do 8 lat. (pc)