Zlecili zabójstwo ojca

Dzieci – oczko w głowie całej rodziny. Rodzice chuchają na nie, dmuchają, dbają, by włos im z głowy nie spadł. A oni odwdzięczają im się w taki sposób.

W trakcie jednego z przesłuchań synowie zeznali, że 14 stycznia ich ojciec, Wojciech O., wrócił do domu pijany i zaczął się awanturować. Ich zdaniem, to właśnie przez agresywne zachowanie ojca stan ich matki Teodozji, która już od dłuższego czasu chorowała, diametralnie się pogorszył. Następnego dnia kobieta trafiła do szpitala, gdzie 16 stycznia zmarła. Oficjalnie z przyczyn naturalnych, ale synowie nie chcieli dać wiary słowom lekarzy i całkowitą winą za śmierć matki obarczyli ojca. W ich głowach zaczął się rodzić plan zemsty. Chcieli, by ich ojciec poniósł najbardziej dotkliwą karę…

Bracia szybko nawiązali kontakt z Arturem W. (kierowcą, służącym niegdyś w oddziałach ONZ, miał wówczas 22 lata). Miał on pośredniczyć w zleceniu zabójstwa Wojciecha O. W tym celu W. spotkał się z Jarosławem P., 19-letnim uczniem zawodówki, który zgodził się podjąć zadania, nie pytając nawet go, o kogo chodzi. W „robocie” pomóc mu miał kolega ze szkoły, rok młodszy Marcin N. Przyszli mordercy dostali od braci O. zdjęcie ich ojca i zabrali się za planowanie tej okrutnej zbrodni. Najpierw chcieli zrobić rozeznanie w planie dnia swojej ofiary. Przez blisko dwa miesiące śledzili człowieka, by dowiedzieć się, co robi i gdzie przebywa.

27 marca 1995 roku, gdy Wojciech O. wracał wieczorem do domu przy ul. Kolejowej, dzierżąc w ręku czapkę dla młodszego syna, P. i N. zaczaili się na niego na klatce schodowej. Dorwali go na schodach, dotkliwie pobili i okradli, pozorując typowy napad rabunkowy. Sąsiedzi znaleźli potem mężczyznę w kałuży krwi ze zmasakrowaną głową.

Wojciech O. trafił do szpitala, ale synowie, którzy zlecili atak, uznali, że nie zapłacą sprawcom, bo „stary żyje”. Dopiero po kilku kolejnych dniach, gdy okazało się, że skatowany mężczyzna nie ma najmniejszych szans na wyzdrowienie, starszy syn wybrał pieniądze z książeczki PKO ojca i zapłacił za dobrze wykonaną robotę. Wojciech O. zmarł w wyniku silnych obrażeń, a Artur W., Jarosław P. i Marcin N. zarobili na jego śmierci po 500 zł.

W toku śledztwa prawda o zleceniu zabójstwa wyszła na jaw. Jeszcze w czerwcu 1995 roku Sąd Wojewódzki w Lublinie skazał zabójców i starszego syna ofiary, 22-letniego Dariusza O. (młodszy z braci był niepełnoletni), na 25 lat pozbawienia wolności. Pośredniczący w zleceniu Artur W. miał spędzić w więzieniu 10 lat. Nie pomogło odwołanie, Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy wyroki.

W trakcie procesu wszyscy zachodzili w głowę, jak synowie mogli zgotować taki los własnemu ojcu. Mówiło się, że historia polskiego sądownictwa nie znała wcześniej podobnej zbrodni. Dziś przypadki rodzicobójstwa wcale nie należą do rzadkości. O wiele częściej jednak dzieci dopuszczają się codziennych aktów przemocy i terroru.

Rocznie do Sądu Rejonowego w Chełmie wpływa średnio około 8-9 spraw o znęcanie się nad rodzicami. Aktualnie przed Temidą toczy się 12 postępowań, a tylko do czerwca tego roku w II Wydziale Karnym SR zapadło 8 wyroków skazujących, zaś w VII wydziale – 7 orzeczeń (w 2 sprawach orzeczono kary pozbawienia wolności, w 2 – kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem, w 2- kary ograniczenia wolności, a w jednej sprawie umorzono postępowanie i zastosowano środek zabezpieczający). Łącznie w ciągu pięciu ostatnich lat sąd wydał 38 orzeczeń, zgodnie z którymi większość oskarżonych została skazana na karę pozbawienia wolności. (pc)