Złodziej pluł sobie w brodę

Przez miesiąc skradziony sejf z pieniędzmi leżał w krzakach, przysypany śniegiem. Zrabował go 29-letni opryszek, który porzucił łup, ponieważ… był zbyt ciężki.
Rabuś włamał się do jednej z firm w dzielnicy Dziesiąta w Lublinie. W środku znalazł mnóstwo wartościowych rzeczy, które go zainteresowały. Zabrał laptop, telefon, alkohole, a nawet kawę i pojemniki na żywność. Zrabował też sejf stojący w kącie. Mężczyzna nie mógł poradzić sobie z jego otwarciem, wytaszczył go więc z firmy i postanowił wynieść w miejsce, gdzie mógłby spokojnie go rozpruć. Łup okazał się jednak zbyt ciężki. Oprych uznał, że w środku pewnie nie ma pieniędzy i na darmo jego trud, więc wyrzucił stalową skrzynkę w krzaki.

Sprawca po miesiącu został ustalony przez policjantów. Zostawił tyle śladów, że mundurowi bez problemu namierzyli znanego im recydywistę. Mężczyzna przyznał się do włamania i pokazał też miejsce, w którym porzucił sejf. Na szczęście firmowy skarbiec nie znalazł nowego właściciela i cały czas był w tym samym miejscu. Kiedy rabuś dowiedział się, że był pełen pieniędzy, zaczął pluć sobie w brodę i żałował, że tak łatwo zrezygnował z fortuny. Na nic mu by się jednak ona przydała, gdyż zgodził się na to, aby najbliższe 2 lata spędzić w więzieniu.

Razem z nim zatrzymana została jego 25-letni kochanka. Kobieta sprzedała skradziony telefon. Dodatkowo była poszukiwana za oszustwo. – Ona również poddała się karze, proponując dla siebie 4 miesiące ograniczenia wolności poprzez wykonanie nieodpłatnych prac społecznych – informuje podkom. Andrzej Fijołek z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. LL