Znieczulica taksówkarzy

Starszy pan upadł na ziemię. Przechodnie zareagowali natychmiast, ale stojący obok taksówkarze nawet nie chcieli patrzeć w jego stronę. Mężczyzna po godzinie zmarł w szpitalu.

Sytuacja z ubiegłej środy (17 sierpnia) pokazuje, jak bezduszni i obojętni potrafią być ludzie. Chodnikiem przy ul. 11 Listopada szedł starszy pan. Wyglądał normalnie, przeciętny mężczyzna w starszym wieku. W pewnym momencie, niedaleko przystanku autobusowego i postoju taksówek, upadł. Doszło do zatrzymania krążenia. Po chwili do leżącego z twarzą przy ziemi zaczęli podchodzić przechodnie. Ktoś podjął próbę reanimacji nieprzytomnego mężczyzny, ktoś inny zadzwonił po pogotowie ratunkowe. Na miejsce przyjechała najpierw jedna karetka. Ratownicy wykonali czynności podstawowe, ale to nie przynosiło efektu. 72-latek konał na ulicy. Wezwano drugą załogę z lekarzem. Medyk podał starszemu panu leki, udało się podtrzymać go przy życiu. O godz. 14:50 został przyjęty na SOR. Niestety, mimo wielu prób przywrócenia akcji serca, o godzinie 15:25 lekarz stwierdził zgon pacjenta.
Świadkowie zdarzenia byli zbulwersowani i zażenowani zachowaniem taksówkarzy. Żaden z nich nie ruszył z ratunkiem, nikt nie podszedł nawet, by sprawdzić, dlaczego 72-latek osunął się na ziemię. Gdy przechodnie wzywali pomocy, większość taksówkarzy odwracała wzrok. Rzekomo nie chcieli nawet zjechać i ustąpić miejsca karetkom pogotowia. (pc)