Zostawił umierającego kolegę

Do 12 lat więzienia grozi Pawłowi T., którego prokuratura oskarżyła o spowodowanie śmiertelnego wypadku i ucieczkę z miejsca zdarzenia. 34-latek zostawił umierającego kolegę i przez całą noc ukrywał się przed policją na polach.

Decyzją chełmskiego sądu Paweł T. spędzi najbliższe trzy miesiące w tymczasowym areszcie. Jak ustalili policjanci, to 34-latek z gminy Żmudź kierował Volkswagenem Passatem, który w niedzielę (14 sierpnia), w Wołkowianach, uderzył w stojące na poboczu drogi wojewódzkiej BMW.

W wyniku uderzenia VW odbił się i dachował, zjeżdżając na pole. Przez szybę rozbitego auta wyleciał 35-letni pasażer. Ranny trafił do szpitala, gdzie mimo wysiłków lekarzy zmarł. Kierowca, zamiast udzielić poszkodowanemu natychmiastowej pomocy, zbiegł z miejsca wypadku i całą noc ukrywał się na polach.

Policjanci znaleźli Pawła T. w poniedziałek rano. W momencie zatrzymania miał prawie 2 promile alkoholu we krwi. Funkcjonariuszom nie przyznał się do prowadzenia auta i spowodowania wypadku.

Został osadzony w policyjnym areszcie, a po wytrzeźwieniu były wykonywane z jego udziałem czynności procesowe.

– Trafił przed oblicze prokuratora i usłyszał zarzut kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości oraz spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. 34-latkowi grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności – mówi starszy sierżant Angelika Głąb-Kunysz z Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. (pc)