Zwolnieni pracownicy pozywają spółdzielnię

– Uważam, że postąpiono wobec mnie niesprawiedliwie – mówi Patrycja Romanowska-Hanc, była kierownicza Działu Windykacji Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku, która w ubiegłym roku została zwolniona z pracy. Swoich praw dochodzi przed sądem. Domaga się przywrócenia na stanowisko, ale nie wyklucza, że będzie walczyć też o odszkodowanie.

Patrycja Romanowska-Hanc przepracowała w Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku trzynaście lat. Początkowo księgowała rachunki bankowe, później pracowała też w innych działach m.in. w Dziale Księgowości Czynszowej, na stanowisku ds. kosztów, w księgowości inwestycyjnej, aż w końcu trafiła do windykacji na stanowisko p.o. kierownika działu, który – jak mówi – budowała od podstaw. Z czasem awansowano ją na kierownika działu. Została zwolniona we wrześniu ubiegłego roku. Oficjalnie z powodu likwidacji jej stanowiska pracy.

– W sierpniu zeszłego roku dowiedziałam się, że pani prezes od dawna szukała powodów, aby móc mnie zwolnić dyscyplinarnie. Nie znalazła niczego, więc jako powód zwolnienia podała, że likwidowane jest stanowisko kierownika działu windykacji. Zrozumiałabym tę decyzję, gdyby np. spółdzielnia zleciła windykację zewnętrznej firmie. Ale tak się nie stało. Dział Windykacji istnieje nadal tyle, że połączono go z Działem Księgowości Czynszowej.

Uważam, że nie było lepszej osoby ode mnie, aby te połączone działy poprowadzić, tym bardziej, że w tym momencie stanowisko kierownika Działu Księgowości Czynszowej było nieobsadzone. Tymczasem na stanowisko kierownika połączonych działów pani prezes awansowała moją pracownicę o mniejszym doświadczeniu i kwalifikacjach. Pani prezes po prostu chciała się mnie pozbyć i to zrobiła – uważa Romanowska-Hanc.

Przed sądem była kierowniczka domaga się przywrócenia na poprzednie stanowisko. Nie wyklucza jednak, że będzie dochodzić też odszkodowania.

– Pani Prezes nie zrobiła czegoś, co się nazywa doborem pracownika do zwolnienia. Powinna wybrać tych, którzy mają np. umowy na czas określony i niższe kwalifikacje, i dopiero wtedy, przy wręczaniu mi wypowiedzenia, uzasadnić swój wybór – uważa zwolniona kobieta.

Romanowska-Hanc pisała w tej sprawie do Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej. Do dziś nie doczekała się odpowiedzi.

Pierwsza sprawa byłej kierowniczki działu windykacji przeciw Spółdzielni odbyła się w grudniu ubiegłego roku; kolejna wyznaczona na luty 2020 nie odbyła się z powodu nieobecności sędzi, a kwietniowa została odwołana z powodu epidemii Covid-19. Ostatnie posiedzenie sądu miało miejsce październiku br., ale nie przyniosło rozstrzygnięć. Termin kolejnej rozprawy wyznaczono na marzec 2021 r.

Oprócz P. Romanowskiej- Hanc z pracą w spółdzielni po objęciu władzy przez nowy zarząd pożegnała się również jedna z księgowych obsługujących rachunki bankowe i pracownica do spraw samorządowych, obsługująca Radę Nadzorczą. Obie kobiety również uznały, że zwolniono je bezpodstawnie i zdecydowały, że będą dochodzić swoich praw. Jedna z rozpraw już się zakończyła.

– Nie wiem, czy członkowie SM w ogóle zdają sobie sprawę z tego, że spółdzielnia ma z byłymi pracownikami aż trzy sprawy, za które to oni będą musieli zapłacić. Każdej z nas wypłacono odprawy w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia. W moim przypadku to 12 tys. zł. Osobiście zrezygnowałam z trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia i skróciłam go do miesiąca, ale koleżanki już nie, a pani prezes zwolniła je z obowiązku świadczenia pracy i zapłaciła im za te miesiące.

Niewykluczone, że do tych kosztów trzeba będzie doliczyć jeszcze odszkodowania i ewentualne koszty postępowania sądowego. Na początku października odbyła się sprawa przeciwko Spółdzielni o odszkodowanie założona przez jedną ze zwolnionych koleżanek. Sąd zasądził 12 tys. zł odszkodowania. Spółdzielnia uznała powództwo w całości. Ta pracownica była szczególnie chroniona, bo działała w zarządzie związków zawodowych i dodatkowo wróciła z urlopu macierzyńskiego. Te wszystkie wypłacone pieniądze to efekt decyzji kadrowych zarządu – mówi Patrycja Romanowska-Hanc.

Druga z kobiet podjęła ze spółdzielnią mediację i zgodziła się na wypłatę dwumiesięcznego odszkodowania, w zamian za rezygnację z powrotu do pracy.

O odniesienie się do sprawy poprosiliśmy zarząd SM w Świdniku, ale nie doczekaliśmy się odpowiedzi. (w)