Zwolniona bezprawnie

Sąd Rejonowy w Chełmie przywrócił do pracy zwolnioną z II LO w maju 2016 nauczycielkę historii i wiedzy o społeczeństwie. Przyznał jej też 45 tys. zł odszkodowania, a szkoła ma jej zwrócić wszystkie koszty sądowe. Wyrok nie jest prawomocny, a Marta Klasura, dyrektorka „Dreszera”, zapowiada odwołanie.

W maju 2016 roku Marta Klasura, dyrektor II LO, dała wypowiedzenie nauczycielce historii i wiedzy o społeczeństwie. Kobieta należała do związków zawodowych i była pod ochroną. – Miałam czterech zatrudnionych nauczycieli historii i wiedzy o społeczeństwie, wszystkich przez mianowanie na czas nieokreślony, a wolnych godzin wraz z nauczaniem indywidualnym dla trzech – tłumaczy M. Klasura. – Wszyscy też mieli związkową ochronę.
Zwolniona nauczycielka, jak ustaliliśmy, miała stracić pracę rok wcześniej, ale poszła na roczny urlop dla poratowania zdrowia. Po powrocie z niego do czasu wręczenia jej wypowiedzenia przepracowała kilka tygodni. Kobieta odwołała się do Sądu Pracy, mimo że od 1 września dostała godziny w obecnej Szkole Podstawowej nr 7 i Zespole Szkół Energetycznych i Transportowych. W obu szkołach zatrudniono ją jednak na umowę terminową.
W minionym tygodniu, po rocznym procesie, Sąd Rejonowy Wydział Pracy w Chełmie wydał nieprawomocny wyrok przywracający nauczycielkę do pracy. Jak dowiedzieliśmy się, sąd kierował się głównie tym, że kobieta miała związkową ochronę i nie mogła być zwolniona. Ponadto przyznał jej około 45 tys. zł odszkodowania na okres, w którym pozostawała bez zatrudnienia w II LO. Marta Klasura już wystąpiła o uzasadnienie wyroku. Zapowiada, że będzie od niego składała odwołanie do Sądu Okręgowego w Lublinie.
Nauczycielka obecnie pracuje w dwóch szkołach, w SP nr 7 i Gimnazjum nr 2, w obu na pół etatu. Kobieta chce wrócić do pracy w II LO, ale – jak mówi dyrektor Klasura – nie ma dla niej wolnych godzin.
Jak ustaliliśmy, gdy Marta Klasura zwalniała nauczycielkę z pracy, miejscy urzędnicy sugerowali jej, by godziny historii i wiedzy o społeczeństwie równo podzieliła pomiędzy wszystkich czterech pedagogów. Każdy z nich mógłby uzupełniać etat w innej placówce. Gdyby cała czwórka przyjęła nowe warunki zatrudnienia, nie byłoby żadnej sprawy w sądzie i szkoła nie zostałaby narażona na dodatkowe, niemałe koszty związane z wypłatą nauczycielce odszkodowania. (ps)