Warto się szarpać…

Pana Jana Kułagę do medalu zgłosiła matka jednego z jego podopiecznych, tworzących zespół instrumentalny „Wieniawski Band” złożony z niepełnosprawnych uczniów. Pan Jan już od 1996 r. uczy gry na instrumentach dzieci specjalnej troski. Medal był wyrazem uznania dla jego talentów pedagogicznych i troski o swoich podopiecznych.

Emilia Kalwińska. Skąd u pana taka miłość do muzyki?
Jan Kułaga . To chyba rodzinne, bo wujek grał z Rachoniem na skrzypcach (śmiech). Ja akurat na skrzypcach nie gram, ale za to gram na fortepianie, gitarze i akordeonie. Zacząłem uczyć się muzyki, jak miałem 10 lat i tak to trwa aż do dziś. Pracuję już ponad 50 lat. Mam wielu uczniów na całym świecie, także w Stanach Zjednoczonych.
EK. Ma pan jeszcze kontakt z byłymi uczniami?
JK. Tak, czasem mnie odwiedzają. Niektórzy z nich już niestety nie żyją. Lubię te spotkania, i cieszę się, że dałem im zawód do ręki i że mogą pracować. Mam też obecnie sześciu uczniów niepełnosprawnych.

EK. Jak się z nimi pracuje?
JK. Trudno, ale próbują. Na przykład podczas gry na akordeonie lewa ręka robi co innego, prawa co innego. Matka pomaga mi z jednej strony, ja z drugiej. Chciałby grać, ale nie może. Matka naciska: – Skończmy, bo on nie może. Ja na to: – Nie, on będzie grał, ma dobry słuch. I jak załapał później, to wystarczyło, żeby dwa, trzy razy zagrał i miał to już zakodowane. Uczyłem też innych niepełnosprawnych, a z najzdolniejszych postanowiłem zrobić zespół. Widziałem kiedyś w Łęcznej zespół złożony z niepełnosprawnych, który tylko udawał, że gra. Gitary mieli papierowe, muzyka z playbacku. Patrzyłem na nich i powiedziałem sobie: – Nie! Ja zrobię prawdziwy zespół, żeby grali na żywo. Koledzy mi odradzali: – Nie szarp się, bo to nie wyjdzie, będą grali nierówno. A ja mówię: – Spróbuję. I wyszło. I trwa już z 15 lat. Zrobiliśmy z pomocą rodziców jednakowe stroje – złote kamizelki. Występowaliśmy potem na przykład w Filharmonii Lubelskiej i zawsze dostawaliśmy ogromne brawa. Ale największe wzruszenie to występ w Brukseli, w Parlamencie Europejskim w 2006 r. Koncert miał być w poniedziałek, ale w niedzielę jest msza w kościele św. Michała dla Polaków, którzy tam mieszkają. I okazało się, że mamy w czasie mszy zagrać. A jak powiedziałem na koniec: – Witam Polaków! – to niesamowity szał sie zrobił w całym kościele, ludzie płakali.
EK. Czyli odbiór zespołu jest pozytywny?
JK. Tak, tak ludzie zawsze się dziwią, że tacy niepełnosprawni tak niesamowicie grają.
EK. Ilu jest członków zespołu?
JK. Sześć osób. Grają utwory muzyki rozrywkowej. Kiedyś to prawie co tydzień mieliśmy występy. Pomagał nam śp. Jacek Ossowski, dyrektor Towarzystwa Muzycznego. Członkowie zespołu nie płacą za lekcje, szukamy różnych sponsorów.

EK. Co dla Pana znaczy to dzisiejsze wyróżnienie?
JK. Cieszę się, że moja praca została doceniona. Nie uważam się za zasłużonego, robię to, co do mnie należy. Gdybym tego nie lubił, to nic by nie wyszło, bo z tymi dziećmi nie można nerwowo, trzeba ich wspierać: – Spróbuj jeszcze raz, jeszcze raz, O, widzisz, lepiej wyszło! To zawsze było dla nich święto – żeby przyjść na lekcje do mnie. A i dziś bardzo się cieszyli, bo byli obecni na sali.

Dziękuję za rozmowę
Emilia Kalwińska

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułWalczą z Aero 2
Następny artykułWiedza kontra duszności