Wójt z absolutorium, dyrektor ze stanowiskiem

Po raz kolejny radni z Wyryk stanęli w obronie Hanny Czelej i nie pozwolili, by wszedł w życie projekt wójta wprowadzający kadencyjność na stanowisku dyrektora biblioteki. Był to chyba najbardziej kontrowersyjny i najszerzej omawiany punkt sesji, przy którym dyskusja o udzieleniu absolutorium Andrzejowi Ćwircie była jedynie krótkim i nieznaczącym epizodem.

W piątek (30 czerwca) odbyła się sesja Rady Gminy Wyryki, której najważniejszym punktem miało być udzielenie absolutorium wójtowi, Andrzejowi Ćwirta. Jednak już na początku okazało się, że samo przyjęcie porządku obrad przysporzyło radnym wiele problemów i zajęło im niemal 2 godziny. Wszystko za sprawą radnego, Mirosława Torbicza, który zaproponował zmianę porządku obrad polegającą na usunięciu z porządku projektu uchwały w sprawie statutu Gminnej Biblioteki Publicznej w Wyrykach. Radny chciał, by przygotowany przez wójta projekt zastąpić tym napisanym przez dyrektor biblioteki, Hannę Czelej. Twierdził bowiem, że nic nie wiedział o tym, że wójt przygotował swój własny projekt w tej sprawie i był przekonany, że głosowany będzie statut autorstwa Hanny Czelej. Różnice w dokumentach okazały się bardzo istotne – wójt wprowadził zapis o kadencyjności dyrektora biblioteki (obecna miała wygasnąć po roku od chwili przyjęcia statutu) oraz np. obowiązek uzgadniania z wójtem osoby zastępującej dyrektora biblioteki w razie jego nieobecności. Co więcej, Piotr Horszczaruk – przewodniczący rady stwierdził, że nic nie wiedział o istnieniu innej wersji statutu niż ta dołączona do porządku obrad.
– W mojej ocenie nie do zaakceptowania był zapis §16 statutu proponowanego przez Andrzeja Ćwirtę mówiący, że: „(…) Osoba pełniąca funkcję Dyrektora Gminnej Biblioteki Publicznej w dniu wejścia w życie niniejszego statutu pełnić ją będzie przez pierwszą 12 miesięczną kadencję” – mówi Torbicz. – Moim zdaniem statut powinien dawać przestrzeń do aktywnej działalności biblioteki, a nie skupiać się na zmianach kadrowych i zwiększaniu zakresu kontroli działalności biblioteki przez wójta. Właśnie z tego względu złożyłem wniosek formalny o zastąpienie statutu przygotowanego przez Ćwirtę na statut przygotowany przez bibliotekę. Wielokrotnie podczas sesji powtarzałem, że mojej zgody na takie działania obecnego wójta nie ma i apelowałem do radnych o poparcie mojego wniosku. Przypomnę, że dokładnie przed rokiem większość radnych w proteście przeciwko bezzasadnemu zwalnianiu pani Hanny Czelej opuściła salę obrad. Tym razem, jak się okazało, Andrzej Ćwirta poszedł krok dalej i usiłował zwolnić panią dyrektor rękami radnych. Oczywiście pani Czelej mogłaby zapewne za rok przystąpić do konkursu, ale mając w pamięci sytuację sprzed roku i samowolną, nie tylko bez zgody, ale i wiedzy radnych ingerencję wójta w przygotowany przez bibliotekę statut, chyba nikt nie uwierzyłby w to, że miałaby realne szanse na wygranie konkursu zorganizowanego przez obecnego wójta – tłumaczy radny. Za jego wnioskiem głosowało 6 osób, 4 były przeciw, a 5 wstrzymało się od głosu i ostatecznie w życie wszedł statut przygotowany przez dyrektor biblioteki. – Cieszę się, że mój wniosek został przyjęty, mimo wyjątkowo długiej dyskusji i wielu prób przekonywania radnych do swoich racji przez Andrzeja Ćwirtę aktywnie wspieranego przez prawnika – dodaje Torbicz.
Co ciekawe większej dyskusji nie było przy udzielaniu absolutorium. Nie pojawiły się praktycznie żadne głosy krytyczne dotyczące realizacji przez wójta budżetu gminy w roku 2016. Jedynie Kazimierz Berkasiuk próbował rozliczyć wójta ze środków, które miał on zaoszczędzić na tym, że nie wyodrębniono funduszu sołeckiego, choć fundusz ten był realizowany. Ostatecznie w głosowaniu w sprawie absolutorium głosy rozłożyły się następująco: 11 radnych było „za”, dwóch było przeciw i dwóch wstrzymało się od głosu. – Widocznie dla części radnych brak jakichkolwiek zastrzeżeń do realizacji budżetu, pozytywna, i co ważne bez żadnych uwag opinia Regionalnej Izby Obrachunkowej nie stanowią argumentu przemawiającego za głosowaniem za udzieleniem absolutorium. Tu bierze górę prosta zasada: „nie bo nie” – mówi Ćwirta.
Ostatnią uchwałą była skarga na działalność wójta gminy, którą Komisja Rewizyjna uznała za zasadną, choć zabrakło wyjaśnienia, dlaczego. Po kilku apelach wójta, by do uchwały dołączono merytoryczne uzasadnienie, spróbował je przedstawić Mirosław Torbicz, jednak po krytyce wójta i prawnika nie znalazło ono uznania w oczach radnych. Za uznaniem skargi za zasadną głosowały 3 osoby, 8 było przeciw, zaś 3 wstrzymały się od głosu i ostatecznie skarga została oddalona.
Dotyczyła ona tego, że wójt odmówił wynajęcia lokalu mieszkalnego w budynku po byłym ośrodku zdrowia jednej z mieszkanek Wyryk i jej rodzinie. Co ciekawe, kluczowym zapisem skargi był fakt odmowy wynajęcia lokalu przez wójta z uwagi na to, że ojciec dwójki dzieci, z którym chciała zamieszkać wnioskodawczyni nie jest zameldowany w gminie Wyryki. – Jak w takim razie tłumaczyć to, że dwa lata temu wójt wynajął część lokalu mieszkalnego pracownikowi Urzędu Gminy, który nie pochodził z Wyryk? – pyta jeden z tamtejszych samorządowców. Mało tego, inny zapis statutu mówi, że na jedną osobę, która wynajmuje mieszkanie nie może przypadać więcej, niż 25 metrów kwadratowych lokalu. Tymczasem przez kilka lat w lokalu o powierzchni przekraczającej 70 metrów sam mieszkał… Andrzej Ćwirta (wyprowadził się z niego dopiero na początku b.r.). – W mojej ocenie dyskusja nad zasadami wynajmu mieszkań obnażyła wiele nieprawidłowości – tłumaczy Torbicz. – Mieszkania były wynajmowane przez obecnego wójta w sposób dalece uznaniowy. Np. nie powoływał on, mimo takiego obowiązku do składu Komisji Mieszkaniowej przedstawiciela Rady Gminy, z tego powodu obecna rada nie miała żadnej wiedzy o sposobie wynajmowania mieszkań – dodaje radny.
Ostatnie posiedzenie RG Wyryki ponownie obnażyło problemy przewodniczącego, Piotra Horszczaruka z prowadzeniem obrad. Wyraźnie nie radził on sobie z liczeniem głosów i ogłaszaniem wyników głosowania. Często po zsumowaniu głosów wychodziło mu, że jest ich mniej, niż liczba radnych obecnych na sesji, a wszyscy samorządowcy zgodnie twierdzili, że brali udział w głosowaniu. Potrzebne więc były reasumpcje głosowań, a każde z nich tylko potęgowało i tak już nerwową atmosferę, nad którą Horszczaruk zapanować w żaden sposób nie potrafił. (bm)

Komentarze