100 lat od narodzin krasnostawskiej poetki

12 kwietnia 1920 r. urodziła się Anna Kamieńska, najbardziej znana poetka, pisarka i krytyk literacki pochodząca z Krasnegostawu. Pamięć o niej przywracają tutejsze Muzeum Regionalne i Urząd Miasta.

– Posługując się platońską myślą, że najważniejszy w każdym działaniu jest początek, i korzystając z okazji, że dziś jest Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, chcielibyśmy przypomnieć Państwu, że w naszym mieście 12 kwietnia 1920 roku urodziła się niezwykła poetka, pisarka, krytyk literacki, Anna Kamieńska – informuje Muzeum Regionalne w Krasnymstawie.

Wiek później to właśnie Krasnystaw stał się miejscem inauguracji 100-lecia urodzin A. Kamieńskiej. – Niestety, w związku z dynamiczną sytuacją epidemiologiczną obchody zostały przełożone na bezpieczny czas. Należy podkreślić, że to dzięki staraniom i pomysłom Marzeny Marioli Podkościelnej miasto Krasnystaw otworzyło się na różne działania związane z rokiem jubileuszowym – czytamy.

W związku ze stuleciem urodzin poetki w Muzeum Regionalnym w Krasnymstawie planowana jest również wystawa poświęcona poetce pt. „Urodziło mnie miasteczko o dzikiej nazwie półruskiej” – miasto spięte w klamrę w setną rocznicę urodzin Anny Kamieńskiej”. Wystawa będzie bazowała na materiale fotograficznym z lat 20. XX wieku i porównaniu go ze współczesnością. Dodatkowo na wystawie będzie można usłyszeć archiwalne nagrania czytanych wierszy przez Kamieńską. Poetka odwiedzała Krasnystaw kilkakrotnie.

– W Muzeum posiadamy m.in. wpis Anny Kamieńskiej do księgi pamiątkowej. Wiemy również, że autorka w roku 1974 odbyła spotkanie autorskie w Bibliotece Gminnej w Izbicy – informuje Muzeum (zdjęcie zamieszczone obok pochodzi właśnie ze spotkania w Izbicy).

O setnych urodzinach poetki pamięta też Urząd Miasta Krasnystaw. Z okazji rocznicy miasto przypomina na swojej stronie internetowej wiersz „Krasnystaw me genuit”, napisany przez Kamieńską w 1957 r., dedykowany właśnie miastu Krasnystaw. (k)

KRASNYSTAW
Urodziło mnie miasteczko o dzikiej nazwie półruskiej –
Krasnystaw odbijał zachody jarzębinowym pluskiem.
Szli zakurzeni żołnierze i chcieli się napić i umyć.
Zmienić zawszoną koszulę, a potem choćby umrzeć.
Ciągnęły drogą wozów uciekinierskich pochody
I nie dojone krowy ryczały. A ojciec jeszcze młody
Miał dziką brew jak drzewo osmalone burzami
I gniewał się, i jego gniew jak wojna szedł nad nami.
A matka moja z twarzą ciemną niby Maria Częstochowska
Siedziała na tobołach, podróżna jak Polska.
I szedł nasz wóz z innymi i szkrzypiał, i zgrzytał,
I krzykiem niemowlęcym Niepodległą witał.
Lubelszczyzna – najbardziej polska z ziem ojczystych –
Podawała łagodne piersi wzgórz i mlekiem czystym
Płynęły jej rzeczułki mroczne, dziś odarte
Z trzepotu gęsich skrzydeł. Przez wrota otwarte
Patrzał pies zapomniany w budzie przez człowieka
I boki wpadłe lizał i nie miał siły szczekać.
Urodził mnie ten rok wojenny. Bujne chwasty
Wyrosły wyżej okien, a lęk – w posąg zastygł.