997 bez policjantów

Połączenia kierowane pod numer alarmowy policji 997 ma przejmować wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego. To kolejna zmiana ministerstwa zaplanowana na ten rok, zmierzająca do całkowitej likwidacji alarmowych „dziewiątek”. Wszystkie zgłoszenia, które dotąd odbierały chełmskie służby, będą kierowane pod jeden, obowiązujący na terenie całej Unii Europejskiej, numer alarmowy. Nie będzie już bezpośredniego kontaktu z policjantem, strażakiem czy ratownictwem medycznym. Nie będzie długich rozmów z samobójcami i instruowania przez telefon, co biedny człowiek ma zrobić.


„W 2017 roku na terenie województwa śląskiego przeprowadzono pilotaż dotyczący przejmowania obsługi zgłoszeń alarmowych kierowanych na numer 997, którego dobre wyniki pozwalają na realizację procesu. Na rok 2018 planowana jest kontynuacja działań zmierzających do sukcesywnego przełączenia numerów alarmowych 99x na numer alarmowy 112 w całym kraju, w szczególności numeru 997” – informuje biuro prasowe Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Dokładna data wyłączenia 997 w woj. lubelskim nie jest jeszcze znana, ale resort zapowiada, że z pewnością stanie się to w tym roku, a niebawem zapadnie konkretna decyzja. Numer alarmowy, jako taki, będzie funkcjonował dalej, ale po jego wybraniu zgłaszający połączy się nie z dyżurnym miejscowej policji, a operatorem numeru alarmowego 112 w Lublinie. Operator w ciągu krótkiej rozmowy zbierze podstawowe dane, które następnie prześle w postaci elektronicznej formatki na komputer dyżurnego policji. Zdaniem ministerstwa takie rozwiązanie wyeliminuje fałszywe alarmy, odciąży służby, pozwoli na błyskawiczną reakcję na zgłoszenie i ograniczy prowadzenie długich rozmów (np. z osobami, które zamierzają popełnić samobójstwo).
„System powiadamiania ratunkowego w Polsce składa się z 17 Centrów Powiadamiania Ratunkowego (po jednym na województwo, z wyjątkiem woj. mazowieckiego, gdzie funkcjonują dwa CPR – w Radomiu i w Warszawie). MSWiA opracowało jednolite procedury zgłoszeń alarmowych kierowanych do numeru alarmowego 112, co oznacza, że każde zgłoszenie alarmowe jest obsługiwane w ten sam sposób niezależnie od CPR, który je przyjmuje. Każdy operator numeru alarmowego 112 obsługuje odebrane zgłoszenie w oparciu o jednolite ogólne procedury obsługi oraz rejestruje je w systemie. System teleinformatyczny posiada również funkcjonalność pozwalającą na automatyczną zastępowalność CPR na wypadek awarii, bądź nadmiernego obciążenia danego CPR liczbą zgłoszeń – dzięki czemu osoba dzwoniąca nie musi czekać, ale jest przekierowana do pierwszego wolnego operatora numeru alarmowego 112 w kraju” – podaje biuro prasowe MSWiA.

Nie te Siedliszcze

„Uzyskane podstawowe informacje o zgłoszeniu (rodzaj zgłoszenia, miejsce, liczba osób poszkodowanych, dane zgłaszającego oraz innych istotne dla zgłoszenia informacje w celu podjęcia koniecznych czynności przez służby) są zapisywane przez operatora numeru alarmowego 112 w formularzu elektronicznym. Następnie operator, o ile zgłoszenie jest alarmowe, potwierdza zgłaszającemu przyjęcie zgłoszenia i przekazuje je do odpowiednich służb. Celem szybkiej obsługi zgłoszenia system podpowiada operatorowi dane lokalizacyjne opisanego miejsca zdarzenia” – wyjaśnia proces działania biuro prasowe resortu.
W praktyce wygląda to tak, że system pokazuje listę miejscowości w danym powiecie o nazwie, jaką podał zgłaszający, a operator kieruje się pierwszą z góry. Formatka elektroniczna przesyłana z CPR to z kolei zwięzła notatka, przypominająca telegram, dlatego co rusz dochodzi do pomyłek.
Przykładowo, w 2016 roku służby ratownicze dostały informację o wypadku w Siedliszczu (19-latka zjechała na drugi pas, auto uderzyło w ciężarówkę). Sześć osób poszkodowanych, w tym piątka nastolatków – liczy się czas, ale przez brak precyzji w zgłoszeniu z CPR chełmskie służby wyjechały w stronę nie tego Siedliszcza i musiały zawracać. Okazało się, że chodzi o małą wieś pod Dubienką.
W grudniu 2017 roku z Lublina do chełmskiej straży przyszła notatka, że „pali się przedszkole”. Tylko które? Gdzie? Gdyby nie przytomność dyspozytora straży, który od razu skojarzył, że trzy miesiące wcześniej palił się budynek po byłym przedszkolu miejskim przy ul. Broniewskiego w Chełmie, więc pewnie chodzi o ten sam lokal, nie wiedzieliby, dokąd jechać.
Przykłady takich sytuacji można mnożyć. W połowie lutego do uszkodzonej rury i zalania na placu budowy nowego komisariatu w Rejowcu Fabrycznym pojechało więcej sił, niż faktycznie było trzeba, co niepotrzebnie wygenerowało dodatkowe koszty. Ale kto to wiedział? Operator CPR nie wdaje się w szczegóły, nie wypytuje o dokładne miejsce i powód zgłoszenia, tylko przyjmuje je i jak najszybciej kończy rozmowę, by nie blokować linii.

Przeciągłość zrodzi napięcie i irytację

Docelowo 112 ma wchłonąć wszystkie „dziewiątki”. O ile w przypadku przekazywania straży i policji odbywać się to będzie w formie elektronicznej notatki, to chcąc dodzwonić się do pogotowia, będziemy musieli się uzbroić w cierpliwość i powtarzanie kolejnej osobie, po co dzwonimy. To dlatego, że operator CPR to szeregowy pracownik infolinii, który ma jedynie znać co najmniej jeden język obcy i znać ustawę, ale nie jest ani lekarzem ani ratownikiem czy pielęgniarką i nie może przeprowadzać wywiadu medycznego.
– Operator telefonu alarmowego musi zorientować się co do jakości problemu, wstępnie go zakwalifikować i przekierować rozmowę do dyspozytora medycznego, by uzupełnić formatkę o wywiad chorobowy. To dlatego, że tylko dyspozytor jest uprawniony do zbierania informacji intymnych. Zawodowi ratownicy, pielęgniarki, przez telefon instruują też rodzinę, jak postępować z chorym do czasu przyjazdu karetki. Zdarzało się nawet, że tamowaliśmy krwotoki przez telefon – mówi Anetta Szepel, pielęgniarka koordynująca ze Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie. – Obawiamy się, że takie komplikowanie i wydłużenie czasu przyjęcia zgłoszenia i wysłania pomocy spowoduje zniecierpliwienie ze strony pacjenta. Najpierw taka osoba będzie musiała powiedzieć operatorowi CPR, o co chodzi, a potem szczegółowo dyspozytorowi. W dodatku dyspozytor medyczny jest zobligowany do powtórzenia adresu chorego co najmniej dwa razy. Bo w razie pomyłki zespół nie dojedzie we właściwe miejsce i może nie zrealizować potrzeby zdrowotnej człowieka. Mimo mieszanych uczuć, mamy nadzieję, że naszym pacjentom nic się nie stanie – dodaje Szepel.
Kilka lat temu przy wchłanianiu rejonowych dyspozytorni do jednej, do Chełma, skierowani zostali dyspozytorzy z Krasnegostawu czy Włodawy, którzy mieli doskonałą wiedzę o własnych terenach. Dziś, po wielu latach wspólnej pracy, wszyscy dyspozytorzy z chełmskiej stacji znają topografię poszczególnych miejscowości, ale jak to będzie, gdy 112 wchłonie 999? Czy operatorzy CPR będą szkoleni z topografii? Na to pytanie resort nie odpowiada.

Wojewódzki moloch ratowniczy

Zgodnie z planami Ministerstwa Zdrowia i nowelizacją ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym od 1 stycznia 2021 roku dyspozytorzy medyczni nie będą podlegać pod stację ratownictwa, a wojewodę. Teoretycznie będą mogli wykonywać pracę w miejscu dotychczasowym, ale w każdym momencie wojewoda będzie mógł przenieść ich do głównej siedziby CPR w mieście wojewódzkim.
Docelowo od 2028 roku w każdym województwie ma działać tylko jedna dyspozytornia (z wyjątkiem woj. mazowieckiego i śląskiego, gdzie będą 2 dyspozytornie). Siedzibą CPR dla województwa lubelskiego będzie Lublin. (pc)