Aktywiści chcą do samorządu

Jak przyznają aktywiści, ruch liczy kilkadziesiąt osób i ma około dwustu sympatyków. Na wojewódzkie miasto nie jest to imponująca liczba. Czy „pozapartyjnymi” hasłami pociągną za sobą wyborców, zabierając głosy PiS i PO, pokażą najbliższe miesiące.

Grupa lubelskich społeczników, radnych dzielnic, animatorów kultury, tworzących nieformalną póki co grupę Lubelski Ruch Miejski „Miasto dla Ludzi”, myśli o powołaniu swojego komitetu wyborczego i starcie w jesiennych wyborach samorządowych.


Aktywiści skupieni w LRM ogłosili zamiar startu w wyborach samorządowych na konferencji prasowej przed tygodniem. – Wszystko zmierza w stronę startu w wyborach samorządowych – przyznał Szymon Pietrasiewicz, jeden z liderów LRM „Miasto dla Ludzi”, znany z działalności w Pracowni Sztuki Zaangażowanej Społecznie „Rewiry”. – Tą konferencją chcemy się przywitać. Planujemy kolejne, przed nami wiele spotkań w sprawie mieszkalnictwa, kultury, rozwoju i innych wyzwań dla Lublina.

Nie wspomnieli za to słowem o wyborach prezydencki. – Za wcześnie by o tym mówić – uciął Pietrasiewicz.

Na konferencji mówili o tym, co boli ich w bieżącej polityce ratusza. – Zależy nam, mieszkańcom, by w Lublinie żyło się lepiej. Uważamy, że głos zwykłych mieszkańców powinien być słuchany w większym stopniu. Chcemy miasta przyjaznego, otwartego na ludzi. Doceniamy inwestycje, ale więcej uwagi powinno poświęcać się bezpieczeństwu, jakości życia czy ochronie środowiska – mówiła Paulina Zarębska-Denysiuk, członkini Rady Kultury Przestrzeni. Choć jest to ciało doradczo-eksperckie prezydenta miasta, w wielu kwestiach nie podziela decyzji podejmowanych przez ratusz.

Społecznicy podnieśli też problem uwag zgłaszanych przez mieszkańców do II wyłożenia „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego” (proces trwa do 15 maja, przyp. red.) w znacznej mierze nieuwzględnionych przez planistów ratusza.

– Proponujemy lepszą komunikację między urzędem a mieszkańcami. W tym kontekście niepokoi nas dyskusja wokół dokumentu „Studium”, z jaskrawym przykładem górek czechowskich. Z naszych obserwacji wynika, że obrońcy górek opierają się na bieżących dokumentach. Ratusz odrzucił ich uwagi, a prezydent unika konstruktywnej dyskusji na ten temat. Jeśli władze miasta nie chcą rozmawiać o własnych dokumentach, to rodzi to troskę o naszą przyszłość – dodał Krzysztof Wiśniewski, na co dzień radny dzielnicy Czuby Południowe.

Zarzuty padały też pod adresem lubelskiej kultury. – Nie jesteśmy zadowoleni. Miasto tkwi zawieszone w Europejskie Stolicy Kultury (konkurs o to miano przegrało tylko z Wrocławiem w 2016 roku, angażując się wcześniej w wiele wydarzeń). Dziś powinniśmy skupić się na zaangażowaniu i oddolnych inicjatywach mieszkańców – mówił Szymon Pietrasiewicz. BCH