Alimenty zalały prokuraturę

Włodawską prokuraturę zalewa fala postępowań w sprawie tzw. alimenciarzy. Tylko w lutym na ok. 170 wszystkich spraw aż 110 dotyczyło właśnie panów, którzy nie chcą łożyć na swoje dzieci. – Cel jest szczytny, więc na tych postępowaniach skupiamy się w równym stopniu, jak nad innymi przestępstwami – mówi Jolanta Sołoducha, szefowa włodawskiej prokuratury.

Podobny problem mają wszystkie inne prokuratury. Od kiedy spadł na nie obowiązek rozpatrywania spraw z art. 209 p.1 bądź 1a kodeksu karnego, czyli uchylania się od obowiązku alimentacyjnego, gros wszystkich postępowań stanowią właśnie one. By obrazowo przedstawić sytuację spójrzmy na statystyki – w lutym Prokuratura Rejonowa we Włodawie zarejestrowała 170 wpływów nowych postępowań, z czego aż 110 stanowiły alimenty! To sprawia, że każdy śledczy nie ma nawet chwili wytchnienia, bo ma przydzielonych mnóstwo tego typu spraw. – Jest to postępowanie jak każde inne i nie ma mowy, by traktować je pobieżnie, czy marginalnie – mówi szefowa Prokuratury Rejonowej we Włodawie, Jolanta Sołoducha. – Znaczenia nie ma też kwota zaległości – czy taki pan zalega z wpłatą na rzecz dzieci w wysokości 100 tys. zł, czy 3 zł, jest traktowany jednakowo. Z reguły takie sprawy kończą się skierowaniem aktu oskarżenia do sądu w kierunku art. 209 par. 1 lub 1a. W pierwszym przypadku maksymalne zagrożenie karą wynosi rok więzienia, natomiast gdy udowodnimy, że sprawca takiego czynu naraża naraża osobę uprawnioną na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 – dodaje pani prokurator. Sposób na uniknięcie kary jest tylko jeden – całkowita spłata zaległych alimentów. (bm)