Awantura o imprezę

Gminna komisja ds. rozwiązywania problemów alkoholowych i przeciwdziałania narkomanii w Woli Uhruskiej ma roczny budżet w wysokości 45 tys. zł. Ile z tej kwoty rzeczywiście idzie na pomoc osobom uzależnionym lub członkom ich rodzin? 6 tys. zł (słownie: sześć tysięcy złotych). Na co w takim razie wydaje się pozostałe 39 tys. zł?

Tę właśnie kwestię na ostatnim posiedzeniu Rady Gminy Wola Uhruska poruszył Mariusz Karpowicz ze Starego Stulna przy okazji sprawozdania przewodniczącej tej komisji, Elżbiety Pakuły. Radnemu nie spodobało się to, że gros wynoszącego 45 tys. zł budżetu idzie na cele niezwiązane z pomaganiem alkoholikom i ich rodzinom. Zapytał więc E. Pakułę, czy w tym roku, w ramach walki z alkoholizmem, komisja może zorganizować imprezę promującą trzeźwy tryb życia. – Znam kilku rockmanów, którzy są obecnie byłymi alkoholikami. Gdyby zorganizować u nas taki koncert, po którym taka gwiazda opowiedziałaby o swoim uzależnieniu i problemach z niego wynikających jestem pewien, że przyniosłoby to o wiele lepszy skutek, niż wydawanie pieniędzy np. na wysyłanie ludzi na przymusowe leczenie, które zazwyczaj i tak nic nie daje – mówił radny. Niestety, E. Pakuła nie widziała możliwości zorganizowania takiego koncertu. – Musimy się trzymać regulaminu i wytycznych. Nie możemy dowolnie dysponować tymi pieniędzmi – oponowała przewodnicząca. Z jej zdaniem nie zgodził się wicperzewodniczacy komisji Mariusz Jachimczuk, który przyznał, że taka impreza jest możliwa, choć może nie na taką skalę, jak to chce radny. Na tym dyskusja na sali się zakończyła, choć w kuluarach w przerwie sesji rozgorzała na nowo. Karpowicza popierali sołtysi i większość radnych. Widać nie tylko jego kłuła w oczy rażąca bezczynność tzw. komisji antyalkoholowej. I nie ma co się dziwić, bo gdy spojrzy się na liczby, można przetrzeć oczy ze zdumienia.
Z 45-tysięcznego budżetu 2 tys. zł idzie na kierowanie osób uzależnionych na leczenie, a 4 tys. zł na organizację wyjazdów dla dzieci z rodzin zagrożonych alkoholizmem. Aż 14 tys. zł pochłania utrzymywanie punktu psychologicznego, do którego pies z kulawą nogą nie zagląda. 12 tys. poszło na zakup materiałów i usług, 3 tysiące na przeciwdziałanie narkomanii, a 8 tysięcy zainkasowali członkowie komisji. I tu niektórzy samorządowcy zachodzili w głowę, po co w komisji zasiada aż 8 osób, z których żadna nie robi tego za darmo? I o ile sześciu szeregowych jej członków bierze dietę za każde posiedzenie, to już przewodnicząca i przewodniczący zarabiają niezależnie od tego, czy w danym miesiącu posiedzenie jest, czy też nie. Na ich konta regularnie co miesiąc wpływa odpowiednio 360 i 180 zł. – Plan pracy tej komisji jest stały od wielu lat. Jej członkowie mają tylko jedno zadanie – zainkasować pieniądze oraz nie przekroczyć założonego na początku roku budżetu. Cel pracy tych ludzi, czyli pomoc osobom uzależnionym i ich rodzinom jest czysto teoretyczny i schodzi na ostatni plan – mówi anonimowo jeden z obecnych na obradach radnych. (bm)