Awantura o panią

Nie tak rozpoczęcie nowego roku szkolnego wyobrażali sobie rodzice drugoklasistów ze Szkoły Podstawowej w Wojsławicach-Kolonii. 1 września dowiedzieli się, że ich dzieci będą mieć nową wychowawczynię. – Ta zmiana bardzo nas zaskoczyła. Nikt nie był na to przygotowany, ani my, ani dzieci – mówią. Sprawę chcieli wyjaśnić z dyrekcją, ale – jak twierdzą – zostali potraktowani w arogancki sposób. Dyrektor szkoły tłumaczy, że wymiana nauczycieli była konieczna, a dzieci już przyzwyczaiły się do nowej pani.

O tym, że klasa II b Szkoły Podstawowej w Wojsławicach-Kolonii będzie mieć nowego wychowawcę, rodzice uczęszczających do niej dzieci dowiedzieli się podczas rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Przyznają, że nikt wcześniej nie informował ich o takich planach, a z poprzednią nauczycielką grupa bardzo się zżyła.

– Dzieci są dopiero w drugiej klasie, bardzo polubiły swoją panią, a tu taka zmiana. Nikt z nas nie był na to przygotowany. Reakcja niektórych dzieci była wręcz traumatyczna. My, jako rodzice, poszliśmy na rozmowę do pani dyrektor Emmy Durczak i zostaliśmy w bardzo arogancki sposób potraktowani. Pani dyrektor podniesionym głosem, wręcz krzycząc na nas, mówiła o hierarchii wśród nauczycieli. Dla nas jest to przerażające, że tak można traktować rodziców i ich dzieci. Czy to ma służyć dobremu wychowaniu i kształceniu naszych dzieci? Czujemy się, jakby to była szkoła prywatna, którą kieruje dyrektor – pan i władca – napisali w e-mailu do naszej redakcji rodzice, dodając, że czują się upokorzeni zrozpaczeni i proszą o anonimowość.

Dyrektor SP w Wojsławicach-Kolonii Emma Czarnecka-Durczak przyznaje, że wraz z początkiem nowego roku szkolnego w klasie II b zmieniła się wychowawczyni. Poprzednia nie została zwolniona – nadal pracuje w szkole – ale została skierowana do uzupełnienia kwalifikacji.

– W zamian dałam tej klasie wychowawczynię z wieloletnim stażem i doświadczeniem, która dodatkowo jest instruktorem naszego zespołu „Iskierki”. Sądziłam, że rodzice będą zadowoleni, bo automatycznie ich dzieci mogłyby uczestniczyć w tej grupie. To bardzo dobry nauczyciel. Poprzednia klasa i rodzice byli z tej pani zadowoleni. Ale proszę też zwrócić uwagę, w jakiej sytuacji ją teraz postawiono. Rodzice nawet jej jeszcze nie poznali, a już ocenili. Czy na tym polega pomoc dziecku? – zastanawia się dyrektor.

E. Czarnecka-Durczak dodaje, że wiele do życzenia pozostawia również zachowanie rodziców, bo ci mieli wejść do jej gabinetu, w czasie gdy przebywali tam wójt, wicedyrektor i sekretarz.

– Nie dano mi dojść do słowa, musiałam podnieść głos, by móc cokolwiek powiedzieć. Żaden dyrektor nie konsultuje z rodzicami, kogo ma zatrudnić na danym stanowisku. Rozumiem, że jest pewien żal i emocje, ale jakaś kultura powinna nas wszystkich obowiązywać. Zapewniam, że cały czas monitoruję tę klasę i sprawdzam, czy rzeczywiście dzieci tak płaczą, jak mówili rodzice. Okazuje się, że grzecznie pracują, są uśmiechnięte i przyzwyczaiły się już do nowej pani. Nikomu nie dzieje się krzywda – zapewnia dyrektor Czarnecka-Durczak. (w)