Bezrobotni dla picu

Aż 63 procent osób bezrobotnych zarejestrowanych w chełmskim pośredniaku nie jest zainteresowanych legalnym zatrudnieniem. Zależy im tylko na ubezpieczeniu zdrowotnym. To szara strefa, dłużnicy alimentacyjni i ludzie, wychodzący z założenia, że nie opłaca się pracować, skoro świadczenia socjalne są na wyciągnięcie ręki. Widząc taką postawę coraz więcej pracujących chełmian czuje się rozgoryczonych. Chełmscy radni też to zauważają.

W Powiatowym Urzędzie Pracy w Chełmie zarejestrowanych jest 2595 osób bezrobotnych (na dzień 30 kwietnia br.). Większość z nich wcale jednak nie chce podjąć legalnego zatrudnienia. Dyskusja na ten temat wybuchła podczas wtorkowej komisji rodziny, zdrowia i ochrony środowiska, gdy Regina Półkośnik, kierownik Działu Usług Rynku Pracy PUP w Chełmie, relacjonowała informację o sytuacji na rynku pracy i efektach programu promocji zatrudnienia w mieście. Radny Tomasz Otkała zapytał, ile osób rejestruje się w pośredniaku tylko po to, aby uzyskać ubezpieczenie zdrowotne.

Kierownik Półkośnik odpowiedziała, że aż 63. proc. Tak wynika z tzw. profilowania pomocy dla bezrobotnych, funkcjonującego od 2014 r. Osoby, które się rejestrują, mogą wprost zadeklarować (i zaznaczyć rubrykę w kwestionariuszu), że nie chcą zatrudnienia, a zależy im wyłącznie na uzyskaniu ubezpieczenia. W tej sytuacji urzędnicy nie mogą ich aktywizować, tzn. proponować im staży czy szkoleń. Wystarczy, że raz na 60 dni podpiszą listę i mają święty spokój.

– 63 procent osób rejestrujących się deklaruje, że nie są zainteresowani zatrudnieniem. Dotyczy to przeważnie szarej strefy, dłużników alimentacyjnych, ale obserwujemy też, że świadczenie pięćset plus zmniejszyło aktywność na rynku pracy – stwierdziła kierownik Półkośnik.

Kierownik Półkośnik informuje, że już od 14 czerwca br. tzw. profilowania nie będzie. Procedurę tę zaskarżono do Trybunału Konstytucyjnego i została ona zniesiona. Wkrótce wszystkie osoby rejestrujące się jako bezrobotne znowu muszą być z automatu „aktywizowane”. Bo – na logikę – do pośredniaka powinno się iść po pracę, a nie po to, aby deklarować, że się jej nie chce. W praktyce, po 14 czerwca znowu zaczną się kombinacje, jak utrzymać ubezpieczenie, nie podejmując zatrudnienia. Kierownik Półkośnik mówi, że minęły już czasy, gdy ludzie przychodzili do urzędu i „płakali” o jakąkolwiek pracę, aby utrzymać rodzinę.

Nie pracować – nowy trend

Podczas tej samej komisji Katarzyna Sokołowska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Chełmie, długo opowiadała o zasiłkach, dodatkach i innych świadczeniach socjalnych płynących strumieniem do tej samej przeważnie grupy petentów. Zdziwiła się, gdy pod koniec jej sprawozdania radna Irena Machowicz zapytała o to, czy przyznając dodatki, np. mieszkaniowy czy energetyczny, MOPR zleca jakiekolwiek kontrole.

– Czy MOPR sprawdza, czy u osób od lat korzystających z tych dodatków nie zmieniła się w międzyczasie sytuacja rodzinna i dodatki nadal się należą? Czy są tego typu kontrole? – pytała radna Machowicz. – Warto zajrzeć do tych środowisk. Doceniamy pracę MOPR. Ale wiele pracujących chełmian obecnie zwraca uwagę na sytuację osób, które nie pracują i otrzymują różne dodatki.

Dyrektor Sokołowska odpowiedziała, że dodatki przyznawane są na wniosek osoby zainteresowanej. Z jej wypowiedzi wynikało, że wnioskodawcy sami deklarują w oświadczeniach – podpisywanych pod odpowiedzialnością karną – stan faktyczny dotyczący swych dochodów, zatrudnienia itd.

– Wiele osób, które pracują za najniższe wynagrodzenie, czuje rozgoryczenie, widząc tych, którzy w ogóle nie pracują, a mają przyznawane różne świadczenia socjalne. Nie dziwię się ich rozgoryczeniu. To nowa refleksja, która pojawia się w naszych czasach – podsumował dyskusję radny T. Otkała. (mo)