Bieg przez Saharę, dla Igi

Urodził się ze zdeformowanymi stopami. Był czas, kiedy – jak mówi – pełzał po domu zagipsowany od stóp do ud. Ale stanął na nogi i dziś z niezwykłym zaangażowaniem pomaga innym. Bo ile jest osób, które – mając nie do końca sprawne i zdrowe nogi – biegną 50 km przez Saharę, aby pomóc innemu? Nawet, jeśli chodzi o śliczną, niepełnosprawną 3-latkę, która natychmiast potrzebuje pieniędzy na leczenie w USA.

Paweł Jaśkowski pochodzi z Chełma. Ukończył I Liceum Ogólnokształcące. Pracuje w Warszawie, jest dziennikarzem. Na co dzień opisuje historie innych i wcale nie zależy mu, aby ktoś pisał o nim. Chyba, żeby dzięki temu nagłośnić potrzebę wsparcia chorych dzieci. W akcje charytatywne angażuje się często, ale tym razem jest ona wyjątkowa. Przebiega pod hasłem „Jasiek biegnie, pomagamy wszyscy, Sahara 50 km”. Chodzi o pomoc 3-letniej Idze. Dziewczynka urodziła się bez prawej nogi – stopa wyrasta jej z biodra. Lewą stopę ma końsko-szpotawą. Obie ręce Igi mają zrosty w łokciach, więc nie może ich zginać. Jak pisze mama 3-latki, w Polsce nikt nie chciał podjąć się leczenia. Nadzieja przyszła z USA. Tamtejszy lekarz przewiduje kilka operacji, długie leczenie, ale daje Idze szanse na chodzenie. Trwa zbiórka pieniędzy na operację nóżek i rączek dziewczynki, podopiecznej fundacji „Siepomaga”. Potrzeba 2 mln zł. Historia Igi poruszyła Pawła. Kto może bardziej zrozumieć taki problem niż osoba, która również urodziła się ze zdeformowanymi kończynami, a konkretnie końsko-szpotawymi stopami. Paweł przyznaje jednak, że Iga ma dużo gorzej. Chełmianin przypomina sobie swoje dzieciństwo – sale operacyjne i szpitalne łóżka. Jak mówi – bywało, że „pełzał po domu z obiema nogami zagipsowanymi do ud”, a w piłkę grał „przez komputer”. Determinacja jego rodziców, którzy rehabilitowali go codziennie, sprawiła jednak, że w końcu stanął na nogach. Mówi, że to właśnie rodzice „okiełznali jego wadę fabryczną”, jak określa schorzenie, z którym się urodził. Ciężka praca Pawła, poświęcenie jego bliskich przyniosło efekt. Z czasem Paweł mógł grać w większość sportów drużynowych, ale – jak mówi – jego aktywność zawsze podsuwała u rodziców wątpliwości „czy stawy wytrzymają?”. Gdy Paweł dowiedział się o problemach małej Igi, postanowił włączyć się w pomoc. Jego udział będzie tym razem nad wyraz aktywny. Postanowił przebiec 50 km przez Saharę w ramach „Rummagedon Sahara”. To bieg z przeszkodami na 50 i 100 km. Wybrał krótszy dystans ze względu na swoje „niekompletne stawy”. Uważa, że chęć walki i odpowiednia motywacja wezmą górę nad jego wadliwymi stawami. Rola internauów chętnych pomóc Idze jest taka, że za każdy przebiegnięty przez Pawła kilometr powinni wpłacać złotówkę.
– Mając w głowie Wasze wsparcie dla Igi, wykręcę jak najlepszy wynik i na pewno nie zejdę z trasy, jeśli będę w stanie postawić jeszcze jeden krok samodzielnie – zachęcał do udziału w akcji w ubiegłym tygodniu Paweł Jaśkowski na Facebooku. – Na dobrą wróżbę „wpłacam pełny dystans od razu”. W Polsce nikt nie był w stanie Idze pomóc, a lekarze swojego czasu sugerowali matce aborcję. Potrzeba dwóch milionów złotych, ale zdarzyło się, że takie kwoty zbierano w dwa dni, więc każde wsparcie, każda wzmianka jest ważna. Poprzednia akcja, którą wspierałem, miała skończyć się fiaskiem, jednak ktoś ostatniej nocy zbiórki wpłacił sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. Chodziło o akcję dla Zosi.

* * *

O wynikach akcji poinformujemy Czytelników „Nowego Tygodnia”. Paweł Jaśkowski potrafi motywować ludzi do pomocy potrzebującym. Wystarczy poczytać o jednej z poprzedniej akcji, w którą się zaangażował. Dotyczyła małej Zosi. Na Facebooku Paweł tak zachęcał internautów do uczestnictwa w zbiórce: „…Poprzednim razem niektórzy z Was zrzucili się na leczenie małego Jędrka w USA, czym uratowali mu życie! Jeśli nie masz comiesięcznego budżetu na pomaganie, odmów sobie piwa, bluzki, latte czy soku, wydaj mniej na obiad albo umów się ze znajomymi w domu, nie na mieście, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze dorzuć do skarbonki Zosi. Naprawdę każda złotówka, każde udostępnienie się liczy. Pomyśl, ile byś zapłacił za odzyskanie nóg, gdyby Ci je jutro urwało w wypadku komunikacyjnym? Nie musisz dawać aż tyle. Jeśli zrobimy skalę, to wydasz na to ledwie parę złotych. Ja wydam ciut więcej, bo mocno chciałbym, żeby Zosia kiedyś ganiała za kotem i łapała go za ogon, żeby potykała się w tej pogoni i nabijała siniaków, żeby doświadczyła tej satysfakcji, że nawet jeśli nie wystawiają jej na blok pod siatką, to będzie się rzucała do piłki jako libero! Albo żeby mogła wybiec z hukiem, gdy z równowagi wyprowadzi ją jej facet. Bo trochę się też zakochałem w tych wielkich niebieskich oczach. Za każde Wasze (ludzi z mojego grona znajomych) udostępnienie akcji i za wpłatę dorzucam 2 zł. Dajcie po prostu znać, kto udostępnił, a kto wpłacił. I nie boję się Waszej szczodrości, bo mogę chodzić w starych butach a bez wakacji też wytrzymam (jeśli Was poniesie). Oczywiście najpierw i tak puszczam przelew (możecie też wysyłać smsy). Zaskoczcie mój portfel…”. I jak tu odmówić, skoro ktoś w ten sposób potrafi motywować do pomocy? (mo)