Bobry kpią z urzędów

Niepokojone przez nikogo bobry nad Bystrzycą czują się doskonale

Bobry wkrótce powalą wieloletnie drzewa rosnące nad Bystrzycą. Niestety, lubelskie instytucje przerzucają się problemem na zasadzie: od Annasza do Kajfasza.


– Skutecznym sposobem zabezpieczenia drzew przed bobrami może być metalowa siatka o drobnych oczkach, zamontowana jako opaska zabezpieczającą wokół pni. Na wykonanie takich opasek decydują się inne miasta w Polsce, np. w Świnoujściu ochroniono w ten sposób znajdujące się na terenie miejskim cenne drzewa bukowe. Jednak w Lublinie urzędnicy niechętnie patrzą na problem. Spotkała mnie tylko spychologia urzędnicza, od urzędu do urzędu, a drzewa nadal są niszczone. Wysłałam pismo do Wydziału Ochrony Środowiska UM. WOŚ przesłał moje pismo do miejskiego architekta zieleni, który odesłał moje pismo do Państwowego Gospodarstwa Wodnego – Nadzór Wodny, gdzie zostało załatwione odmownie – nie ich sprawa! – oburza się nasza czytelniczka.
Sprawa bobrów okazuje się rzeczywiście problematyczna i w gmatwaninie przepisów bobry w Lublinie mogą być spokojne o swój los. Teren przy rzece (najbardziej narażony na działanie bobrów odcinek biegnie od Lubelskiego Klubu Jeździeckiego do tamy nad Zalewem Zemborzyckim) w myśl nowych przepisów nie znajduje się pod opieką urzędu miasta.
– Tereny wzdłuż rzeki są od 1 stycznia 2018 r. w zarządzie Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie – informuje Olga Mazurek-Podleśna z biura prasowego w Kancelarii Prezydenta Miasta. Jednak nowa jednostka wcale bobrami nie zamierza się zajmować. – My się bobrami nie zajmujemy, a z wnioskiem o założenie siatki osoba prywatna powinna zwrócić się do RDOŚ. Przede wszystkim trzeba dokładnie sprawdzić, na jakiej działce takie drzewo się znajduje – poucza Piotr Kotuła z lubelskiego Nadzoru Wodnego Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. – Wody Polskie mogą interweniować tylko w przypadku, gdyby takie drzewo wpadło do rzeki – dodaje.

Siatki: wielki problem

Na nasze pytanie odpowiedziała też Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Lublinie. – W ramach Funduszu Ochrony Środowiska w Lublinie RDOŚ zakupuje i przekazuje od roku 2015 osobom i podmiotom ponoszącym szkody z tego tytułu materiały w postaci siatki metalowej ocynkowanej oraz elementów do jej montażu (słupki metalowe ocynkowane, drut naciągowy) w celu wykonania zabezpieczeń cennych drzewostanów bądź grobli stawów rybnych przed działalnością bobrów europejskich w najbardziej newralgicznych lokalizacjach – informuje Aleksandra Woźniak-Figurska gł. specjalista ds. szkód w środowisku RDOŚ. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana – jeśli już materiały do montażu siatki zostaną przyznane, to konieczne jest zawarcie umowy z regionalnym dyrektorem ochrony środowiska w Lublinie a właściciel drzewostanu narażonego na bobrowe szkody montuje takie zabezpieczenie w własnym zakresie. Dodatkowo powinien doglądać zabezpieczeń i naprawiać je przez okres pięciu lat od nałożenia. – Istnieje możliwość zakupienia i przekazania przez RDOŚ siatek metalowych do zabezpieczenia drzew. Natomiast RDOŚ w Lublinie nie montuje przedmiotowych siatek – dodaje Aleksandra Woźniak-Figurska.
Wniosek składa do RDOŚ właściciel drzewostanu narażonego na szkody. Powinien on zawierać lokalizację uszkodzonych drzew – nr działki ewidencyjnej, obręb ewidencyjny oraz określać wielkość pomocy (ilość siatki niezbędnej do ograniczenia szkód). Nie wiadomo jednak, ile jest w naszym mieście drzew potrzebujących takiego zabezpieczenia, bo RDOŚ nie dysponuje rejestrem uszkodzonych przez bobry drzew na terenie miasta. Nie posiada również danych o rozmiarze uszkodzeń i szacunkowej liczebności bobrów na terenie Lublina. Jedno jest pewne, „bobrzy problem” Lublina nie jest na tyle poważny, żeby przeprowadzać selektywny odstrzał tych zwierząt, choć jest on dopuszczony prawem.
– Regionalny dyrektor ochrony środowiska w Lublinie nie wydawał zezwoleń na prowadzenie odstrzału redukcyjnego bobra europejskiego na terenie miasta Lublina. Zgodnie z przepisami prawa na terenie miast nie prowadzi się odstrzałów redukcyjnych zwierząt ze względów bezpieczeństwa ludzi. W przypadku konieczności ograniczenia liczebności bobra na terenie miast stosuje się odłów zwierząt w pułapki żywołowne i przemieszczanie ich na inny teren lub w przypadku braku możliwości przemieszczenia, zabijanie odłowionych osobników – wyjaśnia Aleksandra Woźniak-Figurska.

Szerszy problem?

Niszczycielska działalność bobrów to szerszy problem, który pojawia się w różnych rejonach kraju. Ten ssak nie ma w naturze swojego wroga, dość szybko się mnoży i może powodować rozliczne szkody. Myśliwi nie chcą prowadzić ich odstrzału, bo jest on nie tylko trudny, ale i mało opłacalny. Bobry są w stanie uparcie budować tamy zalewające okoliczne pola uprawne i łąki, a także kopać długie nory w wałach przeciwpowodziowych, uszkadzając ich konstrukcje, co jest bardzo niebezpieczne w przypadku powodzi. Smakują im też drzewka owocowe, więc robią szkody również w sadach. Bobrów w Polsce będzie przybywać ( już teraz ich ilość jest szacowana na ponad 100 tysięcy sztuk), a niejasne przepisy prawne utrudniają zapobieganie szkodom.
Potwierdza to kolejne pismo, jakie otrzymaliśmy w tej sprawie.
– „Działania polegające na zabezpieczeniu metalowymi siatkami drzew rosnących w dolinie rzeki Bystrzyca wykraczają poza zakres naszych działań statutowych.
Jednocześnie  informujemy, że w ramach naszych działań statutowych nie prowadzimy rejestru uszkodzonych przez bobry drzew na terenie miasta Lublin, jak również nie prowadzimy obserwacji dotyczących populacji bobrów na terenie miasta. Nie posiadamy także informacji, czy w Lublinie był prowadzony redukcyjny odstrzał bobrów. Informację o odstrzale posiada Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Lublinie, który w przypadku takiego odstrzału musiałby wydawać na niego zgodę” – informuje Jarosław Kozieł, kierownik Wydziału Planowania i Koordynacji Eksploatacji w regionalnym zarządzie Państwowe Gospodarstwie Wody Polskie.
Emilia Kalwińska