Bronią księdza z Surhowa

– Ksiądz wcale tak nie powiedział. Owszem, zwrócił uwagę na bałagan, ale nikogo nie obrażał. Ten tekst jest dla niego krzywdzący – mówi jedna z parafianek z Surhowa po lekturze artykułu zamieszczonego w ostatnim numerze naszego tygodnika pt. „Ksiądz z ambony: brudasy!”.

Tydzień temu napisaliśmy, że jedna z byłych mieszkanek Surhowa (dziś krasnostawianka) zarzuciła księdzu z tamtejszej parafii, że ten obraża ją i jej rodzinę. Proboszcz miał na mszy nazwać panią Marię brudaską, bo nie dba o działkę sąsiadującą z kościołem. – Chciałam się z nim jakoś dogadać, ale tylko pogroził mi palcem i powiedział, że mnie załatwi „administracyjnie” – opowiadała nam kobieta. Po emisji artykułu skontaktowali się z nami parafianie z Surhowa. – Jak można takie bzdury wygadywać. Byłam na tej mszy, na której nasz proboszcz miał niby nazwać tę rodzinę brudasami. Zapewniam, że nic takiego nie miało miejsca – mówi nam jedna z mieszkanek Surhowa. – Jak można się w ogóle wypowiadać na ten temat, skoro się nie było na tym nabożeństwie i nawet się w Surhowie nie mieszka? – dodaje. Kobieta przyznaje, że ksiądz zwrócił delikatnie uwagę na nieporządek na działce znajdującej się obok kościoła, ale zrobił to kulturalnie. – Nikogo nie obrażał, to spokojny człowiek, małomówny. Sam pewnie się nie będzie bronił przed tymi atakami, więc my to musimy robić – kontynuuje.
Według parafianki z Surhowa nie jest też prawdą, że ksiądz sugerował uprzątnięcie działki z uwagi na obchody 100-lecia OSP. – Po prostu teren ten znajduje się na samym początku naszej miejscowości. Każdy, kto tu przyjeżdża, widzi ten bałagan, to źle świadczy o całym Surhowie – mówi nasza rozmówczyni. (kg)