Wiele godzin burzliwej, emocjonującej dyskusji na komisjach i sesji Rady Miasta Chełm poświęcono warunkom panującym w Chełmskim Schronisku dla Zwierząt przy ul. Włodawskiej. Na sali padały wstrząsające słowa – o piekle, nieludzkim traktowaniu, obrzucaniu się błotem. Oby z tych słownych przepychanek wynikło coś pozytywnego dla zwierząt.
21 stycznia, na sesji Rady Miasta Chełm, radni przystali na wniosek Łukasza Krzywickiego (Klub Radnych Koalicja Obywatelska) o rozszerzenie porządku obrad o punkt dotyczący informacji o sytuacji w Chełmskim Schronisku dla Zwierząt. Wcześniej, przez wiele godzin, na ten temat dyskutowali na komisjach radni, urzędnicy, zainteresowani chełmianie, a także Mariusz Kluziak z Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt oraz Mirosław Blacha, który od ponad 20 lat zarządza należącym do miasta schroniskiem dla zwierząt. Zadanie to jest powierzane przez ratusz w drodze przetargu firmie, której M. Blacha jest prezesem. Pod adresem zarządcy schroniska posypało się mnóstwo zarzutów, zwłaszcza dotyczących nieodpowiedniego zabezpieczenia zwierząt na czas siarczystych mrozów.
– Temat dotyczący tego, co się wydarzyło około dwóch tygodni temu w schronisku, tego, że zwierzęta nie zostały zabezpieczone w odpowiedni sposób do wzmożonych mrozów zdominował lokalne media, lokalne social media – oznajmił radny Krzywicki. – Mieliśmy wizytę prasy na miejscu. W dzień funkcjonowania schroniska nie było tam nikogo, schronisko było zamknięte. Kolejnego dnia, w sobotę (10 stycznia), poprosiłem o spotkanie pod schroniskiem panią sekretarz oraz pana dyrektora Departamentu Komunalnego. Schronisko w dalszym ciągu było zamknięte, zwierzęta były niezabezpieczone w żaden sposób przed mrozem.
Dziękuję pani sekretarz, panu dyrektorowi, pani Natalii Bieli i pani Katarzynie Radziszewskiej (z UM Chełm – przyp. red.) za szybkie podjęcie działań w celu zabezpieczenia zwierząt (m.in. okryto plandekami kojce – przyp. red.). Jeszcze w sobotę teren schroniska został odśnieżony, włączył się w to MPGK. Ruszyły akcje społeczne, tylko co musiało do tego doprowadzić? Schronisko w obecnej formule nie ma dalszej racji bytu. Powinno przejść jak najszybciej pod opiekę MPGK.
„Budżet woła o pomstę do nieba”
Mariusz Kluziak stwierdził, że o sytuacji, jaka panuje w schronisku działacze Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt informowali od lat. Oznajmił, że brakuje tam m.in. ogrzewanych pomieszczeń zapewniających temperaturę 16 stopni Celsjusza, a w takich warunkach powinny przebywać psy stare, chore, szczeniaki, czy też pomieszczeń osobnych do przyjmowania i wydawania zwierząt. Zdaniem M. Kluziaka administrator robi, co może, ale zbyt niski budżet przeznaczany na schronisko – 600 tys. zł na dwa lata – „woła o pomstę do nieba”.
– Schronisko jest totalnie niedofinansowane – stwierdził M. Kluziak. – Rozpatrując tą całą akcję w aspekcie prawnym warunki, w jakich pani redaktor zastała trzy psy, które tam były wyczerpują znamiona czynu zabronionego określonego w artykule 35 ustawy o ochronie zwierząt czyli o znęcanie się. O ile idea tego, żeby one nie były utrzymywane z innymi psami, żeby młodsze psy im nie dokuczały była słuszna, o tyle wystawienie ich na wpływ warunków atmosferycznych, temperaturę minus 10 stopni Celsjusza, silny wiatr było nieludzkie. Z licznych sygnałów wiemy, że w schronisku miały miejsce inne wykroczenia czy niedopełnienia warunków prawnych. Mamy zastrzeżenia co do kastracji. Jeśli chodzi o karmienie zwierząt zlewkami – prawo to dopuszcza, ale jako dodatkowe karmienie.
Mamy zastrzeżenia do procesu adopcyjnego, bo praktycznie go nie ma. Kwoty przeznaczane na schronisko uniemożliwiają administratorowi zatrudnienie większej liczby osób i stąd między innymi te problemy. Schronisko było nieprzygotowane do zimy. Nie ma tu pomieszczeń ogrzewanych, a zwierzęta stare, chore, szczenięta powinny być w określonych warunkach cieplnych, a ten przykład trzech psów, które brodziły w śniegu jest spektakularny. Mam nadzieję, że miasto przeznaczy większe kwoty na schronisko. Dla nas w stowarzyszeniu jest kuriozalne, że na prowadzenie schroniska ogłasza się przetarg. Schronisko powinno przejść pod administrowanie MPGK.
Głos zabrała też jedna z chełmianek, która tydzień wcześniej adoptowała szczeniaka i według niej procedury wyglądały „przerażająco”. Mówiła o braku dokumentacji i książeczki zdrowia psa, który został zachipowany na jej oczach, choć powinien to zrobić weterynarz. Mieszkanka stwierdziła, że to skandal, w jakich warunkach przebywają psy w schronisku. Oznajmiła, że obiecała adoptowanemu szczeniakowi, iż więcej do tego „piekła” nie wróci, a ona też opowiada się za zmianą administratora.
Kontrole na cacy
Radosław Wnuk, wiceprezydent Chełma, stwierdził, że padło tyle wstrząsających słów, ale jego zdaniem odbiór sytuacji będzie dla każdej osoby subiektywny.
– Chciałbym, aby odróżnić dwie kwestie – jedna to jest znęcanie się nad zwierzętami, a druga – opieka nad zwierzętami niebędąca w takich standardach, jakich oczekiwaliby niektórzy – stwierdził wiceprezydent Wnuk. – 10 stycznia, po artykule w internecie ruszyła pomoc, w głównej mierze urzędników i pracowników MPGK, bo oni spędzili tam niemal cały dzień pracując w schronisku, odśnieżając i zabezpieczając przed wiatrem kojce. Pan radny Krzywicki też tam był. Cała nagonka medialna, fejsbukowa w głównej mierze była robiona przez osoby, które niewiele zrobiły dla tego schroniska, ale bardzo łatwo napisać komentarz. Po akcji 10 stycznia nasze koleżanki i koledzy jeszcze kilkukrotnie byli w schronisku i pomagali się w zaopiekowaniu się zwierzętami. Obecnie, miasto nie może tego schroniska przebudować i rozbudować ze względu na przepisy, warunki techniczne dotyczące schronisk i ich odległości od domów czy studni.
Ponad dwa lata temu miasto podjęło prace związane z opracowaniem planu ogólnego, w którym wyznaczono teren pod nowe schronisko, spełniające warunki odległości od zabudowań (chodzi także o teren przy ul. Włodawskiej, oddalony od obecnego schroniska w kierunku lasu – przyp. red.). Może warunki przebywania psów nie są idealne i nie takie, jakich wszyscy by sobie życzyli, ale kontrola inspekcji weterynaryjnej przeprowadzona 16 stycznia wykazała, że psy są w dobrej kondycji. Rozumiem, że na 16 stycznia psy zostały dobrze przygotowane do tej kontroli i poprawiona została ich kondycja? Gdyby one były męczone, maltretowane i przebywały w piekle, jak to przed chwilą usłyszeliśmy, to jestem przekonany, że w ciągu tygodnia żadnego psa z piekła nie jesteśmy w stanie doprowadzić do dobrej kondycji.
Emocjonalne było też wystąpienie M. Blachy, który zapewnił, że zwierzętom krzywda się nie dzieje. Podziękował chełmiance, która adoptowała jedno ze szczeniąt. Stwierdził, że wraz z innymi szczeniakami zwierzę to zostało wyrzucone w worku do rowu, a w schronisku zrobili wszystko, aby je ratować. Oznajmił, że schronisko posiada bazę elektroniczną, w której są dane na temat każdego ze zwierząt.
– Mamy zatrudnionego lekarza weterynarii, który prowadzi profilaktykę, a w 2025 r. na leczenie zwierząt wydaliśmy około 50 tys. zł na 76-80 psów – mówił M. Blacha. – Dostajemy 20 tysięcy złotych netto miesięcznie i robimy tyle, ile możemy w tym budżecie. Zatrudniamy dwie osoby na etacie, lekarza weterynarii. Korzystamy też z usług lecznic. Są weterynarze, którzy nas kredytują. Mamy dziś 20 tys. zł skredytowane w lecznicach, niezapłacone. Lekarze czekają, że wpłyną środki od darczyńców na naszą fundację, wtedy uregulujemy. Schronisko ma 40 kojców, 76 bud. Są to budy ocieplane. Pies ma mieć schronienie od wiatru i deszczu. Przez dwie dekady ucywilizowaliśmy schronisko w miarę potrzeb i możliwości finansowych.
Dzięki tym plandekom z akcji mniej śniegu nawiewa. Czy psy były niezaopiekowane? Dostają suplementację diety, mają odpowiednie leki podawane. Technik weterynarii zadecydował, aby były odosobnione (mowa o trzech starych psach, o których wcześniej wspominano – przyp. red.). Na tym wybiegu nie zostały wyrzucone na mróz, robimy wszystko, by godnie dożyły swej wędrówki ziemskiej. Na wybiegu jest pięć bud, wyścielonych kocami i słomą. Słomy w budach przed tą akcją było 10 centymetrów. To wystarczająco, ale jej dołożono – to i lepiej. Słomę kupuję na bieżąco – to najmniejszy problem. W 2025 r. w schronisku było 17 zgonów przy około 200 psach rotujących. To niewielka ilość, a większość tych zgonów dotyczyła szczeniąt porzuconych, których nie byliśmy w stanie uratować. To wygląda tak: dzwonią ludzie i mówią, proszę pana karmę by pan wziął – mówię – dobrze.
Za chwilę na fejskubuku czytam: bydlę, nabrał pieniędzy i przepił, karmę chce. Dzwoni telefon za chwilę – może by pan karmę wziął? Mówię, nie trzeba, już dwie tony mam, to zapas na cały rok. No, bydle jakie – nie chce karmy, barbarzyńca. Przedstawia się mnie jak kogoś, kto chce dla tych zwierząt źle. Obrzuca błotem. Dziękuję za taką laurkę i gratuluję rozumowania, że dzięki sobotniej akcji tak zostały psy nakarmione, że teraz się błyszczą i są okrąglutkie. Przykro mi, że za dwie dekady mojej ciężkiej pracy tak to wygląda. Przykro mi, że oceniacie moją prace wolontarystyczną jako biznes i dorabianie się. Nie czekajmy do końca marca (do tego czasu M. Blacha ma podpisaną umowę z ratuszem na prowadzenie schroniska – przyp. red.), niech już dziś którakolwiek z osób, która to krytykuje weźmie te 20 tys. zł netto i niech pokaże klasę.
Podczas sesji opublikowano akurat komunikat wojewody lubelskiego, który skontrolował wszystkie schroniska w województwie pod kątem warunków, jakie powinny być zapewnione zwierzętom podczas zimy. Kontrole nie wykazały nieprawidłowości i – jak oznajmił wojewoda – zwierzęta są odpowiednio zaopiekowane na zimę. Dopytywano inspektora Kluziaka, który wyliczał nieprawidłowości w chełmskim schronisku o to, skąd w takim razie pozytywne wyniki zarówno tej kontroli, jak i wcześniejszych ze strony ratusza czy inspekcji weterynaryjnej. M. Kluziak stwierdził, iż nie wie, jakim cudem kontrole wypadają „cacy”.
– Kontrole są uprzedzane z tego, co wiem, więc wypadają dobrze – odparł M. Kluziak, informując, że w ubiegłym roku nie dopuszczono działaczy Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt do kontroli przeprowadzanej w chełmskim schronisku przez komisję rewizyjną rady miasta.
– Cieszę się, że wyniki kontroli są pozytywnie i za to przede wszystkim należą się brawa tym ludziom, którzy 9 i 10 stycznia podnieśli ten problem – oznajmił radny Krzywicki. – To po tym, chełmskie schronisko jest cały czas na cenzurowanym. Urzędnicy też codziennie praktycznie tam bywają, więc nic dziwnego, że wyniki kontroli są pozytywne. Problem w tym, że próba podważania stanu zastanego 9 i 10 stycznia to podważanie pracy osób, które tam były i okazuje się, że albo to była praca zbędna albo na pokaz.
Radny Wojciech Wójcik z Klubu Radnych „Chełmianie” zapytał o to, jaka kwota zdaniem M. Blachy powinna być przeznaczana na schronisko, aby odpowiednio zabezpieczyć zwierzęta i sprostać postulatom. W odpowiedzi usłyszał, że powinna być to kwota nie 7 zł, jak obecnie, a 25 zł na psa, czyli około miliona złotych rocznie. Ostatecznie radny Wójcik zawnioskował w imieniu swojego klubu, aby na przyszłą sesję przygotowano propozycję zmian w budżecie, podwyższając budżet na schronisko dla bezdomnych zwierząt. Zapytano wiceprezydenta Wnuka o to, co miasto w najbliższym czasie zamierza zrobić, aby poprawić warunki w schronisku.
– Mamy zawartą umowę na trzy miesiące z obecnym administratorem i jesteśmy w trakcie rozważania dodatkowych środków na bieżącą poprawę warunków – mówił wiceprezydent Wnuk. – Jeśli chodzi o kojce i budy to zwierzęta są w miarę dobrze zabezpieczone. Nie będę deklarował, że zmieni się diametralnie. Trwają kalkulacje, bo pod koniec marca chcemy zawrzeć umowę z podmiotem na prowadzenie schroniska. Oddanie schroniska pod zarząd MPKG też jest możliwe, ale niezależnie od tego, czy będzie to nasza spółka, czy podmiot zewnętrzny wiąże się to z kosztami. W MPGK-u należałby powołać dodatkowy zespół, rozszerzyć KRS. Jest to jednak brane pod uwagę. (mo)






























