To była nagła i bezsensowna śmierć…

Dwoje kuzynów wracając z pogrzebu zginęło w wypadku samochodowym na rogatkach Lublina. W ich auto czołowo uderzyła swoim pojazdem agentka ubezpieczeniowa, która miała 1,4 promila alkoholu w organizmie. Po blisko 5 latach od tej tragedii zapadł przed sądem kolejny wyrok. Oskarżona o spowodowanie wypadku Dorota W. (45 l.) została skazana na 6 lat więzienia i 10-letni zakaz prowadzenia pojazdów.
Drogowy dramat rozegrał się w listopadzie 2012 r. Jan S. (80 l.) oraz jego kuzynka Irena K. (72 l.) byli na pogrzebie swojego krewnego. Oboje wracali do Lublina, gdzie mieszkali. Ledwo minęli tablicę z oznaczeniem miasta, gdy doszło do tragedii. Na nieoświetlonym odcinku al. Kraśnickiej, między kościołem a skrzyżowaniem z al. Jana Pawła II, na peugeota 306 starszych ludzi wpadło rozpędzone alfa romeo. Doszło do czołowego zderzenia. Jego siła była tak ogromna, że alfa romeo odbiło się i znalazło w rowie, a przód samochodu emerytów został całkowicie zmiażdżony. Natychmiast zaroiło się od karetek pogotowia, straży pożarnej i radiowozów. Mimo wysiłków ratowników, kuzynów nie udało się uratować – oboje zginęli na miejscu. Ranna została Dorota W., która kierowała alfą. Kobieta z urazem nóg została zabrana do szpitala. Usłyszała zarzuty i została aresztowana.
Potem podczas procesu próbowała się usprawiedliwiać, twierdząc, że omijała przeszkodę – porzucony karton albo paczkę styropianu.

Według sądu, gdyby kobieta była trzeźwa i jechała z dozwoloną prędkością (50. a nie 88 km/h. jak wyliczyli biegli). mogłaby prawidłowo ocenić sytuację i bezpiecznie wykonać odpowiedni manewr.
Przede wszystkim wpływ na jazdę Doroty W. miał alkohol. Kiedy usiadła do samochodu. miała 1,4 promila alkoholu w organizmie. Bizneswoman zajmująca się z ubezpieczeniami wracała ze spotkania w mieście. Od domu dzieliło ją zaledwie kilka kilometrów.
– Jest mi bardzo przykro. To także mój dramat – powtarzała przed sądem, ale wypadek złamał nie tylko jej życie, ale dotknął także bliskich ofiar. Sąd wspomniał o mężu zmarłej kobiety, który mając poważne problemy ze wzrokiem, został praktycznie pozbawiony opieki.
Choć kobiecie groziło nawet 12 lat odsiadki, sąd wziął pod uwagę dotychczasową niekaralność. Ostatnie orzeczenie jest takie samo jak pierwszy wyrok wydany w 2015 r., od którego kobieta się odwołała. To podczas pierwszego procesu sędzia dobitnie stwiedził, że to była nagła i bezsensowana śmierć. LL