Chciał zabrać głos…

Kto powinien rozpatrzyć skargę mieszkańca, Andrzeja Filipowicza, na przewodniczącego rady miasta Piotra Kowalczyka? Rada miasta wskazała, że wojewoda, a wojewoda, że rada miasta. Teraz zadecyduje o tym sąd.


Sprawa ciągnie się ponad pół roku. Andrzej Filipowicz, mieszkaniec Lublina i radny dzielnicy Czechów Południowy, regularnie próbuje zabierać głos na sesjach. Nie zawsze jest mu to dane. Zgodnie ze statutem rady miasta prowadzący obrady ma możliwość udzielenia głosu osobie niebędącej radnym, ale za zgodą większości rady.  Było też tak, że radni nie przegłosowali samej prośby o możliwość wypowiedzenia się przez mieszkańca.
Dlatego Filipowicz zareagował. – Złożyłem oficjalną skargę na przewodniczącego rady miasta, zarzucając mu łamanie statutu Rady Miasta Lublin, a  konkretnie paragrafu dotyczącego udzielania głosu osobom spoza rady. Pan przewodniczący nie podał mojego wniosku o zabranie głosu pod głosowanie. To pokazuje niegodne traktowanie mnie, również jako mieszkańca Lublina. Demotywuje też innych, którzy wolą biernie się przyglądać. To przykre dla kogoś, kto od wielu lat buduje lubelską samorządność – mówi Andrzej Filipowicz.
Sprawa trafiła do wojewody, ale jego służby, powołując się na zapisy ustawy o samorządzie gminnym odesłały ją z powrotem do ratusza. Zdaniem wojewody to rada gminy jest organem właściwym do rozpatrzenia skargi na jej przewodniczącego. Rada nie podjęła działań na zarządzenie wojewody, przez co, koniec końców, sprawa trafiła do sądu. Rozprawa odbędzie się 23 stycznia. BCH