Chciał zarabiać, został na lodzie

Pracował sumiennie przez dwa tygodnie, ale nie dostał pensji, umowy ani wypowiedzenia. Na domiar złego nie może zarejestrować się jako bezrobotny. Mowa o jednym z ekspracowników chełmskiego oddziału spółki Bezpieczny List, wcześniej Inpostu. Jak mówi mężczyzna, osób w podobnej do niego sytuacji może być o wiele więcej.

Pan Zbigniew (nazwisko do wiadomości redakcji) przez dwa tygodnie pracował w firmie Bezpieczny List, wcześniej działającej na naszym terenie jako Inpost.
– Pracę rozpocząłem dokładnie 12 lipca. Tego samego dnia podpisałem umowę-zlecenie. Dokumentu jednak do ręki nie dostałem. Miał zostać wysłany do Krakowa, tam podpisany przez upoważnioną do tego osobę i dopiero odesłany do Chełma – opowiada mężczyzna.
Praca pana Zbigniewa polegała na dostarczaniu przesyłek na terenie gminy Wojsławice. Każdego dnia „robił” swoim autem około 120 kilometrów. Łącznie przepracował dwa tygodnie, ale zapłaty nie dostał.
– 25 lipca zwołano nas wszystkich na zebranie. Przyjechali też pracownicy z Włodawy i Krasnegostawu. Zostaliśmy poinformowani, że firma ma problemy i rozwiązuje z nami umowy. Zaczęto wręczać wypowiedzenia. Pytałem kierowniczki, co ze mną. Powiedziała, że nie mogę dostać wypowiedzenia, bo nie ma mojej podpisanej umowy. Pewnie nie została odesłana z Krakowa. Za przepracowane dwa tygodnie, jak dotąd, nie dostałem ani złotówki. Dobrze, że choć dawali pieniądze na paliwo – mówi były pracownik Bezpiecznego Listu.
Niedawno mężczyzna chciał się zarejestrować w urzędzie pracy w Hrubieszowie jako bezrobotny. Tu jednak pojawiły się schody, bo okazało się, że w ZUS-ie figuruje jako osoba pracująca.

– Były pracodawca zgłosił mnie do ZUS-u. Przypuszczam, że to skutek pomyłki. Jak łatwo się domyślić, żadnej składki za mnie nie zapłacono. Jestem w patowej sytuacji – nie mam pracy i nie mogę się też zarejestrować jako bezrobotny. Nie mam żadnych dowodów na to, że pracowałem w Bezpiecznym Liście – ani umowy, ani wypowiedzenia, ani świadectwa pracy. Dobrze, że jestem płatnikiem KRUS-u, bo miałbym problem z ubezpieczeniem zdrowotnym – skarży się mężczyzna.

Zostaje tylko sąd?

O to, jak w takiej sytuacji pan Zbigniew może dochodzić swego, zapytaliśmy w Okręgowym Inspektoracie Pracy w Lublinie.
– Pan Zbigniew był zatrudniony na podstawie umowy-zlecenia, którą normują przepisy prawa cywilnego, dlatego wszelkie roszczenia o wynagrodzenie oraz ewentualne spory z tytułu umowy cywilnoprawnej, mogą być rozstrzygnięte jedynie przed sądem cywilnym. Jeśli pan Zbigniew chce dochodzić roszczenia pieniężnego, może wystąpić w trybie postępowania upominawczego o wydanie nakazu zapłaty. Gdy sąd uzna takie roszczenie za zasadne, to taki nakaz zostanie wydany. W postępowaniu upominawczym nie musi, a jedynie może założyć załączniki do pozwu, dokumenty lub ich kopie, w celu przekonania sądu i pozwanego o zasadności roszczenia – czytamy w piśmie z OIP w Lublinie.
Adwokat Tomasz Otkała przyznaje, że szanse pana Zbigniewa na odzyskanie zaległej wypłaty są raczej nikłe.

– Pan Zbigniew przede wszystkim powinien pójść do ZUS-u sprawdzić, czy jest tam w systemie i jaki ma status. Jeśli nie ma wypowiedzenia umowy-zlecenia, powinien sam ją wypowiedzieć. Efekt może być taki, że uwolni się ze stosunku umownego, lecz prawdopodobnie nie uzyska przez jakiś czas odpowiedniego statusu w PUP. Moim zdaniem dochodzenie tego w sądzie to daremny trud, skoro chodziło o 2 tygodnie pracy – ocenia adwokat.
O sytuację pana Zbigniewa chcieliśmy zapytać także jego byłego pracodawcę. Jedyny kontakt do firmy Bezpieczny List, jaki udało nam się znaleźć, to numer telefonu podany na facebookowej stronie spółki. Niestety, był wyłączony lub nikt go nie odbierał. Zarząd spółki kontaktuje się ze swoimi byłymi pracownikami właśnie za pomocą strony na facebooku. Umieszone na niej komentarze byłych pracowników nie pozostawiają złudzeń. W podobnej, co pan Zbigniew, sytuacji znalazło się wiele osób z różnych stron Polski.

Z wpisów na stronie zamieszczonych przez zarząd spółki wynika, jakoby ta była w trudnej sytuacji finansowej. Znalazło się tu też oświadczenie z 26 sierpnia br., w którym zarząd zapewnia, że dołoży wszelkich starań, aby wypłacić zaległe pensje, a do 10 września byli pracownicy otrzymają zaległą dokumentację pracowniczą. Sytuacja pana Zbigniewa dowodzi jednak, że spółka nie dotrzymała słowa. Ostatni wpis na stronie pochodzi sprzed ponad 2 miesięcy i dotyczy przeprowadzanej w spółce kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Inspektorzy pracy skoncentrowali się wówczas na nieprawidłowościach w zakresie wypłaty wynagrodzeń za lipiec 2016 r. Efektem kontroli były m.in. nakazy płacowe zobowiązujące do wypłacenia byłym pracownikom zaległych pensji na łączną kwotę ok. 1,9 mln zł.
– Obecnie w spółce trwa kolejna kontrola prowadzona przez OIP w Warszawie, której celem jest sprawdzenie m.in. przestrzegania przepisów w zakresie wypłaty wynagrodzeń za sierpień, wrzesień i październik oraz realizacji skierowanych dotąd nakazów płacowych – informuje Danuta Rutkowska, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Pracy.
O spółce Bezpieczny List i kulisach jej sprzedaży szeroko w sierpniu tego roku rozpisywały się internetowe portale. Do niedawna Bezpieczny List funkcjonował jako spółka-córka firmy Inspost, zatrudniając około 1200 osób. Na początku sierpnia Inpost sprzedał ją firmie Tenes One za 10 tys. zł. Nowy właściciel firmy zaczął wręczać pracownikom wypowiedzenia, a ci skarżyli się, że spółka zalega z wypłatami za lipiec i odprawami. Większość z nich nie dostała jej do tej pory.

W Powiatowym Urzędzie Pracy w Chełmie usłyszeliśmy, że pan Zbigniew powinien pisemnie zwrócić się do byłego pracodawcy o wyrejestrowanie z ZUS.
– To najlepszy sposób. Powinien wysłać takie pismo i na wszelki wypadek zatrzymać potwierdzenie nadania. Rejestrowaliśmy już byłych pracowników z tej firmy. Część z nich nie miała pełnej dokumentacji, ale w większości przypadków udało się ją uzupełnić – mówi Ewa Jasińska, kierownik Działu Rejestracji i Świadczeń w PUP w Chełmie.
– Na zaległą pensję już nie liczę. Problemem jest to, że nie mogę się zarejestrować w PUP. Byłem też w ZUS-ie i może wydadzą mi jakieś zaświadczenie, na podstawie którego jednak będę mógł się zarejestrować. Zobaczymy, jak będzie – mówi pan Zbigniew. Do sprawy wrócimy. (kw)