Chciał zgwałcić martwą?

Zaczaił się na młodą funkcjonariuszkę straży granicznej nieopodal TESCO. Zaciągnął kobietę na cmentarz, okładał kamieniem po głowie i omal nie udusił. Nawet martwa musiałaby „zaspokoić” jego chore żądze. To, do czego miał się później przyznać zatrzymany Damian W., przyprawia o dreszcze.

Sobota (25 listopada). Noc, blisko godz. 23. O tej porze młoda, zgrabna dziewczyna wybrała się do sklepu. Nagle do 26-latki podbiegł młody mężczyzna. Nie widziała go, zaczaił się nieopodal TESCO i znienacka zaatakował. Zaciągnął dziewczynę na teren cmentarza parafialnego. Krzyczała i wierzgała nogami, a on ją dusił. W pewnej chwili chwycił za duży kamień i uderzył nim ją w głowę. Trzymając jedną rękę cały czas na jej gardle, drugą dotykał piersi i krocza 26-latki. Na szczęście nie zdążył zrobić nic więcej. Zadziałał instynkt i wola walki. Dziewczyna (na co dzień funkcjonariuszka straży granicznej) z całej siły kopnęła zwyrodnialca i ostatkiem sił wyrwała się z jego obślizgłych łap. Uciekła. Dewiant zniknął w ciemnościach.
Tydzień później (w niedzielę, 3 grudnia) w bliskiej okolicy doszło do kolejnego ataku na tle seksualnym. Tym razem zwyrodnialec zaczaił się za samochodem na parkingu „Biedronki” przy ul. Lwowskiej. Gdy zobaczył zadbaną kobietę w średnim wieku, nie był w stanie oprzeć się pokusie. Wyskoczył, uderzył ją w twarz z całej siły, żeby nie krzyczała i dała mu się spokojnie „podotykać”.
Na chełmianki padł blady strach – na ulicy grasuje potwór. Jednak w ubiegłym tygodniu funkcjonariusze operacyjni chełmskiej komendy wytypowali i zatrzymali podejrzanego.
Zatrzymany Damian W. (26 lat) to absolwent jednej ze szkół specjalnych w regionie. Upośledzony i zdemoralizowany mieszkaniec ul. Wojsławickiej nie raz miał już zatargi z prawem (odpowiadał za jazdę „po pijaku” na rowerze i zniszczenie cudzego mienia). W piątek (8 grudnia) został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Chełmie, gdzie usłyszał zarzut dokonania innej czynności seksualnej. Do sądu trafił też wniosek o 3-miesięczny areszt tymczasowy dla zboczeńca.
Choć W. przyznał się do obu napaści, „na piśmie” nie składał żadnych wyjaśnień. Doprowadzony natychmiast zaczął zachowywać się jak głęboko upośledzony człowiek, z którym praktycznie nie ma kontaktu. Wcześniej miał być bardziej wylewny…
Podobno w czasie tzw. rozpoznania policyjnego miał bez ogródek opowiadać o swoich preferencjach seksualnych i nasileniu się w ostatnim czasie popędu. Mówił, iż niegdyś wystarczało mu, że wyszedł na ulicę, z zaskoczenia złapał i dotknął kobietę, a potem biegł do domu i się masturbował. Od jakiegoś czasu samo dotykanie przestało zaspokajać jednak jego żądze. Zaczął przeglądać pornografię dziecięcą. Lubił to, a najbardziej sceny z dziewczynkami w wieku 10-12 lat. Powiedział też, że liczył się z tym, iż może zabić napadniętą kobietę i zgwałciłby żywą lub martwą.
W. ma zostać przesłuchany w obecności psychologa. Niewykluczone, że w przyszłości prokurator zmieni zarzuty, a zwyrodnialec odpowie też za usiłowanie gwałtu, a nawet morderstwa. (pc)