Choć na chwilę cofnąć czas…

Kto czołgał się po śniegu do piekarni po świąteczny chleb, kto kradł cukierki z choinki, na kogo przewróciło się świąteczne drzewko, a kto upajał się zapachem pomarańczy sprowadzanych z zagranicy? Oto świąteczne wspomnienia lokalnych VIP-ów.
agata-fisz-copyAgata Fisz, prezydent Chełma, pamięta z dzieciństwa, że Boże Narodzenie zawsze otoczone było niezwykłą magią. – Okres zbliżających się świąt wprowadzał w niecodzienny nastrój. Później czas przygotowań. Z siostrą już jako małe dziewczynki pomagałyśmy mamie. Następnie ubieranie choinki, wspólne kolędowanie – to przeżycia, które na zawsze zostają w pamięci. Święta Bożego narodzenia mają w sobie coś wyjątkowego. Dla mnie był to czas ciepła rodzinnej atmosfery. Sądzę, że większość osób z nostalgią spogląda na święta z okresu swojego dzieciństwa. Jako dorośli, najczęściej już rodzice, mamy zdecydowanie więcej obowiązków i nieco inaczej przeżywamy święta. Ale to przecież tylko od nas zależy czy po raz kolejny będą to dni wyjątkowe i magiczne. Właśnie tego wszystkim z całego serca życzę.

deniszczuk-copyPiotr Deniszczuk, starosta chełmski, przytacza niezwykłą opowieść ze swojego ubiegłorocznego spotkania ze św. Mikołajem. – Rok temu odwiedził nas Mikołaj. Nie taki, co to podrzuci prezenty pod choinkę, nie wiadomo kiedy. Przyszedł prawdziwy Mikołaj. Było to pierwszego dnia świąt, wieczorem. Pytał, jak to Mikołaj, czy byłem grzeczny, czy zasłużyłem na prezent. Udzieliłem twierdzących odpowiedzi, bo jakże inaczej. Mikołaj usiadł i mówi:
– Piotrze, wiem, jak ciężka praca cię czeka, przyniosłem ci cukierki na osłodzenie pracy starosty. Ale dzisiaj jestem smutny, mówi Mikołaj. Odwiedzam wszystkich, daję prezenty, a o mnie nikt nie dba. Nie wspomnę o warunkach, w jakich pracuję… Z grzeczności zapytałem, co on, Mikołaj, chciałby ode mnie dostać. Widać święty tylko czekał na to pytanie. Ożywił się bardzo jak na swój wiek i trudy podróży.
– Drogi Piotrze, byłem dzisiaj już w kilku gminach. Do ciebie jechałem z Leśniowic, przez Żmudź, Dorohusk, Rudą Hutę, Sawin i Wierzbicę, aż mnie stare kości bolą od tych dołów. Zrób coś z tym. Obiecałem, że jak rada pomoże to za rok przyjedzie do nas po wyremontowanych drogach. – Trzymam za słowo – odrzekł z powątpiewaniem w głosie Mikołaj. Skoro rozmowa tak dobrze przebiegała, zapytałem: – A co dostanę za rok?
– Spełnię twoje marzenie, możesz mieć tylko jedno, nie jestem złotą rybką co spełnia trzy. Jest jednak jeden warunek. Nie możesz nikomu o tym marzeniu powiedzieć, tylko mnie, tylko mnie i zniknął. Do świąt kilka dni. I chociaż swoje lata mam, to jednak każdy z nas ma coś z dziecka i czekam na Mikołaja. Prośba – marzenie przygotowane. Znowu byłem grzeczny cały rok…, no prawie grzeczny.
Na pytanie jak wspomina święta Bożego Narodzenia z czasów dzieciństwa starosta Deniszczuk odpowiada, że ze szczególnym rozrzewnieniem: – Święta Bożego Narodzenia w mojej rodzinie były zawsze przeżywane w sposób wyjątkowy i uroczysty. Oczekiwało się na nie z utęsknieniem. W przygotowaniach uczestniczyli wszyscy członkowie rodziny (na miarę swoich możliwości). Sprzątaliśmy obejścia, przygotowywaliśmy ozdoby choinkowe, które teraz kupuje się po prostu w sklepie i ozdabialiśmy choinkę, przygotowywaliśmy potrawy na stół wigilijny. W czasie świąt spotykała się najbliższa rodzina. Mogliśmy spędzić ten świąteczny czas w ciepłej, rodzinnej atmosferze, zapominając o problemach dnia codziennego, wspominając przeżyte chwile, śpiewając kolędy, radując się chwilą i tym, że jesteśmy razem. Co więcej, oczekiwałem na te święta ze względu na wyjątkowy charakter potraw, jakie znajdowały się na stole: karp, grzyby, śledzie, kompot z suszonych owoców, kluski z makiem i inne frykasy. Były to potrawy, których w okresie mojego dzieciństwa nie jadaliśmy na co dzień. Święta Bożego Narodzenia są zawsze wyjątkowe ze względu na charakter i wspomnienie, że Bóg tak ukochał ludzi, stał się człowiekiem i pojawił się między nami, co celebrujemy udziałem w „Pasterce” i śpiewaniem kolęd przy stole świątecznym.

img_7150-copyDla wicemarszałka województwa lubelskiego Krzysztofa Grabczuka Boże Narodzenie to najpiękniejsze spośród wszystkich świąt.
– Każde z nich są radosne i niepowtarzalne. Mam szczęście, że wszystkie dotychczasowe spędziłem z moimi rodzicami i moimi dziećmi. Które pamiętam najbardziej? Chyba te w 1988 roku, kiedy to w grudniu urodził się jeden z moich synów. Pamiętam, że święta były najbardziej na nim skupione, ale pamiętam również, że starszy syn mówił, że dla niego też są to najpiękniejsze święta.
Wicemarszałek zdradza nam, że w święta… na wiele sobie pozwala. – Chociaż na co dzień bacznie obserwuję co jem i piję, to na święta nieco sobie folguję i mogę sobie nawet „pożreć” – przyznaje i życzy naszym Czytelnikom zdrowych, szczęśliwych i żarłocznych świąt!

razniewski-copyZbigniewowi Raźniewskiemu, komendantowi miejskiemu Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie, Boże Narodzenie kojarzy się z zapachem piernika, świerka i siana, które rozkładane było pod stołem.
– Trudno zapomnieć o oczekiwaniu na Świętego Mikołaja – mówi komendant Raźniewski. – Czasem był to przebrany wujek, a czasem po prostu Mikołaj „podrzucił” prezenty pod choinkę w chwili naszej nieuwagi. Prezenty, które otrzymywaliśmy w okresie mojego dzieciństwa były inne niż obecnie. 4-razniewski-copyW paczce dostawaliśmy na przykład owoce cytrusowe, czekoladę mleczną lub skarpetki zrobione przez Babcię na drutach. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że te niewyszukane upominki naprawdę wywoływały wielką radość. Święta kojarzą mi się też ze śniegiem skrzypiącym pod butami, kiedy idziemy na „Pasterkę”. Kiedyś, o czym nie wszyscy pamiętają, świętom towarzyszyły piękne, ośnieżone krajobrazy i tak naprawdę okres ferii świątecznych rozpoczynał okres zimowy, kiedy można było wyszaleć się na świeżym powietrzu. Całe dnie jazdy na sankach, nartach, łyżwach, a nawet na butach. Okres kuligów, obrzucania się śnieżkami, budowy igloo i innych śnieżnych budowli oraz zabaw choinkowych. Życzę Czytelnikom „Nowego Tygodnia” przede wszystkim bezpiecznych świąt Bożego Narodzenia bez sytuacji wymagających korzystania z pomocy Państwowej Straży Pożarnej oraz innych służb ratowniczych i porządkowych. Życzę świąt, które pozostawią w pamięci czytelników tylko wspaniałe wspomnienia, jak te z mojego dzieciństwa.

maciek-baranowski-1-copyZdjęcia, którymi podzielił się z nami radny Maciej Baranowski wykonane były podczas zabaw choinkowych w Przedszkolu Miejskim nr 11 w Chełmie, do którego uczęszczał. Obecnie Przedszkole mieści się przy ul. Piłsudskiego, a wówczas była to ul. Świerczewskiego.
– Z opowieści moich rodziców wynika, że zawsze bardzo chętnie brałem udział we wszelkich przedstawieniach przedszkolnych – mówi Baranowski. – Jeżeli chodzi o typowo świąteczne akcenty z dzieciństwa, moi rodzice dość często wspominają sytuację, kiedy próbując skraść cukierka z choinki, pociągnąłem go na tyle mocno, że drzewko przewróciło się na mnie.

Świątecznych zdjęć z czasów dzieciństwa nie odszukał Roman Kandziora, wójt gminy Kamień. Boże Narodzenie spędzane na Śląsku, skąd pochodzi wójt, wspomina z nostalgią. Najbardziej utkwił mu w pamięci prezent, który dostał pod choinkę, gdy był w trzeciej klasie podstawówki. – Dostałem wtedy łyżwy – mówi wójt. – Mocowało się je do butów. Jeździliśmy, gdzie się dało. Kiedyś nie posypywało się chodników. Było ślisko. Największa frajda była, gdy urządzaliśmy lodowisko na boisku przed naszą szkołą w Lublińcu. Zwoziliśmy tam śnieg, ubijaliśmy, a woźny polewał go
potem wodą. Świeciła latarnia, padał śnieg, a my jeździliśmy na łyżwach. To było coś wspaniałego. Kiedy byłem młodszy dostałem też konia na biegunach. Wypełniony był trocinami, z grzywą i siodłem. Do dziś mam go przed oczyma. Pamiętam każde święta z dzieciństwa. Były niesamowite.

golebiowski-1-copyJednym ze świątecznych wspomnień z dzieciństwa wójta gminy Wojsławice, Henryka Gołębiowskiego są jasełka wystawiane w kościele w Wojsławicach 50 lat temu.
– Jeśli dobrze pamiętam zdjęcie, to zostało zrobione w 1966 roku – mówi wójt. – Byłem wtedy uczniem drugiej klasy szkoły podstawowej i należałem do grupy teatralnej, która wystawiała jasełka w kościele. Przedstawienie zostało przygotowane z rozmachem. Wszyscy byliśmy przebrani. Ja również miałem w tych jasełkach jakąś rolę, choć dziś już nie pamiętam dokładnie, jaką. Grały w nim dzieci w różnym wieku. Byli i starsi uczniowie, i tacy, którzy podobnie jak ja, dopiero niedawno zaczęli naukę w szkole.
Wójt dodaje, że dziś już nie jest w stanie przypomnieć sobie wszystkich emocji, jakie towarzyszyły temu wydarzeniu, ale na pewno było podekscytowanie, nerwy i pozytywny stres.
– Zapewne byłem przejęty, bo był to chyba pierwszy mój publiczny występ. Pamiętam, że jasełka wystawialiśmy nie tylko w Wojsławicach, ale również w kościele w Turowcu. To niedaleko, ale cieszyłem się z tego wyjazdu. Zwłaszcza, że zawieźli nas tam saniami. Ten kulig to była wielka frajda i atrakcja. Po jasełkach zaproszono nas na plebanię i poczęstowano herbatą i ciastkami – wspomina wójt Wojsławic.

raniewicz-copyPoseł Grzegorz Raniewicz, choć ma trochę fotografii z dzieciństwa, brakuje w nich tych świątecznych. Ale na potrzeby naszego tekstu specjalnie wykonał sobie zdjęcie przy sejmowej choince.
Jak mówi, jako dziecko z utęsknieniem wyglądał świąt. Bardzo cieszyły go znajdowane pod choinką prezenty-niespodzianki, ale najbardziej czekał na śnieg.
– Święta bez śniegu po prostu traciły cały urok i zawsze sobie życzyłem, aby spadł najlepiej jeszcze przed Wigilią. Dziś śnieg kojarzy mi się ze śliskimi drogami i odśnieżaniem, więc nie przesadzam z tym życzeniem – mówi poseł.

kowalczuk-copyMariusz Kowalczuk, radny chełmski, zastępca dyrektora ds. administracyjnych szpitala w Chełmie prezentuje nam swoje zdjęcie z czasów, gdy był przedszkolakiem. „Mały Mariuszek” stoi w towarzystwie św. Mikołaja. Fotografię wykonano podczas zabawy choinkowej. – W paczkach, które się wtedy dostawało nie było zabawek, tylko słodycze. Dla nas to było coś wyjątkowego, bo wtedy wszystko było trudno dostępne, na kartki – mówi Kowalczuk. – Później, kiedy byłem trochę starszy, po kolacji wigilijnej umawiałem się z przyjaciółmi na pasterkę. Spotykaliśmy się pod dzwonnicą na „Górce”, gdzie schodziła się młodzież z całego Chełma. Nie było wtedy telefonów komórkowych, więc była to doskonała okazja, aby złożyć życzenia i podzielić się opłatkiem z kolegami, z którymi od dawna się nie rozmawiało. Luksusem były wtedy pomarańcze sprowadzane z zagranicy. Do dziś wspominam ten zapach. Pamiętam też święta, gdy wprowadzono stan wojenny. Były godziny policyjne, a my z kolegą przed szóstą rano czołgaliśmy się po śniegu po chleb do piekarni przy Kolejowej. Chodziło o to, żeby nikt nas nie zauważył i abyśmy mogli stanąć w kolejce. Pamiętam zapach tego chleba. Niezwykły klimat świąt z dziecięcych lat próbuję odtworzyć teraz, gdy jestem dorosły, ale to się nie udaje. To było coś niepowtarzalnego.

romanczuk-copyAndrzej Romańczuk, starosta włodawski: – Najpiękniejsze świąteczne wspomnienia mam oczywiście związane z okresem dzieciństwa. Wtedy wszystko było takie piękne, radosne i magiczne. Szczególnie miło wspominam… pomarańcze, które były rarytasem i tylko podczas świąt Bożego Narodzenia można się było nimi delektować. Ponadto pamiętam przede wszystkim podniosłą atmosferę przygotowań do świąt, zapach choinki i pieczonych ciast, radość z prezentów oraz uśmiechy najbliższych wokół – wspomina Romańczuk.

sawa-copyZ zapachem pomarańczy święta z dzieciństwa kojarzą się także Wojciechowi Sawie, wójtowi gminy Dorohusk. Były one nieodłącznym elementem każdej zabawy choinkowej.
– To zdjęcie zostało zrobione właśnie podczas „choinki” w szkole w Sawinie, co widać po naszych kokardach – opowiada Sawa. – Mogłem mieć wtedy z 6 albo 7 lat. Jestem na nim z dwoma młodszymi braćmi. Ten najmniejszy, w środku to Paweł, a po prawej stronie stoi Marcin. Szkolne zabawy wspominam bardzo mile.

Zygmunt Gardziński, przewodniczący Rady Miasta Chełm z sentymentem wspomina oczekiwanie na święta. – Przypomina mi się okres przygotowania duchowego podczas lekcji religii na Górze Chełmskiej, a następnie udział we mszach w pięknie przystrojonej Świątyni Mariackiej i śpiewanie kolęd – mówi Gardziński. – Każdego roku za sprawą przystrojonej choinki mogłem znaleźć się w innym świecie. Okres przedświąteczny wymagał od nas wykonania wielu obowiązków, z czego większość należała do moich rodziców, ale jako dzieci wspólnie z rodzeństwem dostawaliśmy do wykonania swoje zadania. Moim ulubionym zajęciem było ubieranie choinki. Potem z przyjemnością czytałem książki leżąc przy choince. Wieczór wigilijny stawał się wyjątkowy z uwagi na otrzymywane prezenty, a także wyjątkową kolację. Na stole mieliśmy zazwyczaj dwanaście potraw i nakrycie dla niespodziewanego gościa. Potrawy, które jedliśmy też były wyjątkowe, ponieważ były przygotowywane tylko raz w roku. Moją ulubioną były kluski z makiem. (mo, kw, mg, bm)