Ciągną tu z całej Polski

Coraz więcej osób spoza Chełma składa tu wnioski paszportowe. Powód: krótsze kolejki i czas oczekiwania. Zdaniem urzędników to pokłosie zbliżającego się brexitu.

Jednym skończył się termin ważności dokumentu, inni bez niego nie wyjadą na wakacje. Jest też brexit, który przestraszył mieszkających w Wielkiej Brytanii Polaków. Szturmem ruszyli do urzędów po paszport, bo po wystąpieniu UK z Unii Europejskiej dowód osobisty może się dla nich okazać niewystarczającym dokumentem do podróżowania i przebywania za granicą. Efekty już widać.

Przykładowo oddział ds. paszportów Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie jest wręcz oblegany, a jeden dzień to stanowczo za mało na załatwienie sprawy. Kolejki od bladego świtu są na tyle długie, że urząd planuje zatrudnić dodatkowych pracowników do pomocy w obsłudze petentów. A jak jest w Chełmie? Okazuje się, że i tu chętnych po paszport nie brakuje, co potwierdza dr Jakub Koper, asystent polityczny z oddziału ds. mediów i komunikacji społecznej Biura Wojewody Lubelskiego.

Od 1 stycznia do 20 maja do chełmskiej delegatury urzędu wojewódzkiego wpłynęło 3938 wniosków o wydanie paszportu (najwięcej w kwietniu, bo aż 1020). Dla porównania w tym samym okresie 2015 roku było ich „zaledwie” 2350, w 2016 roku – 3037, w 2017 roku – 2801, a w roku ubiegłym – 3162. Tendencja wzrostowa jest widoczna. Mimo wszystko, tak wysokie liczby w odniesieniu do naszego miasta dziwią. Skąd tak duże zainteresowanie paszportami w Chełmie?

Jak wyjaśniają urzędnicy, powodem jest brak rejonizacji. Zgodnie z przepisami każdy może wystąpić o dokument w dowolnym punkcie paszportowym w kraju (pod warunkiem odebrania dokumentu w tej samej placówce). W praktyce, jak się okazuje, do Chełma ciągną po paszport ludzie, którzy dawno wyprowadzili się z rodzinnych stron i przenieśli do dużych miast, jak Kraków, Warszawa czy Wrocław. Bo kolejki są tu (jeszcze) o wiele krótsze i w jeden dzień da się „załatwić” sprawę. A i przy okazji rodzinę można odwiedzić.  (pc)