Cięcia mniejsze, ale bolesne

Starosta chełmski akceptuje najlżejszy wariant cięć w Powiatowym Urzędzie Pracy w Chełmie. Ale i on zakłada grupowe zwolnienia. Związki zawodowe liczą, że uda im się jeszcze przekonać władze powiatu i miasta do zmiany decyzji.

O tym, że chełmski PUP czekają ciecia i zwolnienia, informowaliśmy przed tygodniem. W ubiegłą środę przedstawiciele związku zawodowego spotkali się jeszcze ze starostą, licząc na to, że uda im się zatrzymać ewentualne redukcje etatów. Kilka dni wcześniej dyrektor PUP, Jolanta Krop, przedstawiła staroście trzy warianty cięć. Największy zakładał ograniczenie budżetu jednostki na 2017 rok o około 750 tys. zł i zwolnienie aż 36 pracowników, zaś najlżejszy – zmniejszenie budżetu o 250 tys. zł, co według dyrektor jest jednoznaczne ze zwolnieniem nawet 11 osób.
– Wszystkie powiatowe jednostki bilansują się. Pomoc społeczna a nawet oświata są na plusie, więc i tego oczekuję od urzędu pracy – mówił przed tygodniem Piotr Deniszczuk, starosta chełmski. – Obecnego budżetu PUP nie akceptujemy ani my, ani urząd miasta.
Starosta miał powiedzieć na jednym ze spotkań, że zapowiadał mieszkańcom remonty dróg, więc pieniądze, które powiat dokłada do „pośredniaka”, powinny być na to przeznaczone.
W ubiegłą środę doszło do spotkania starosty ze związkami zawodowymi z PUP. – Rozmawialiśmy jeszcze na temat przyszłorocznego budżetu – mówi Leszek Szychiewicz, przewodniczący Ogólnokrajowego Pracowniczego Związku Zawodowego Służb Państwowych i Społeczno Zawodowych w PUP w Chełmie. – Pomimo tego, że przyjęty został najmniej dotkliwy wariant, to nie jest nam wcale wesoło. Dyrektor ma przeprowadzić reorganizację tak, żeby zmieścić się w ograniczonym budżecie. A to oznacza grupowe zwolnienia.
Szychiewicz mówi, że dopóki jest cień nadziei na inne, mniej drastyczne rozwiązania, to związek będzie się starał rozmawiać i ze starostą, i prezydent, żeby nie doszło do zwolnień. Starosta przekonuje, że ograniczenie budżetu nie musi być związane ze zwolnieniami. – Można ograniczać etaty albo szukać oszczędności na materiałach – mówi Deniszczuk. – Ale to nie ja będę mówił pani dyrektor, co ma robić. Oczekuję własnej inicjatywy i zmieszczenia się w budżecie. (bf)