Co z kontraktem dla Świdnika?

Podczas wizyty w 2016 roku w zakładach w Świdniku premier Beata Szydło dała załodze PZL nadzieję, że zerwanie przez rząd negocjacji z Airbusem na dostawę Caracali to szansa na zakup przez armię świdnickich śmigłowców

– Wszyscy mieszkańcy Świdnika, nie tylko pracownicy PZL, zostali oszukani. Mijają miesiące, a w sprawie obiecanego w kampanii do parlamentu kontraktu na dostawę świdnickich śmigłowców dla polskiej armii cisza – atakuje Świdnik Wspólna Sprawa. Świdnicki poseł oraz wiceminister inwestycji i rozwoju Artur Soboń (PiS) odpowiada, że to przedwyborcza propaganda opozycji, bo PZL wciąż „jest w grze” i ma szansę na wielomilionowe zlecenia.


Nowy przetarg na zakup śmigłowców, po zerwaniu rozmów na dostawę Caracali, został zapowiedziany przez ówczesnego szefa MON, Antoniego Macierewicza, jeszcze w 2016 roku. Podczas wizyty w świdnickim zakładzie Macierewicz i premier Beata Szydło dali do zrozumienia, że nasze maszyny mogą w nim liczyć na wygraną. Do tzw. dialogu technicznego i tym samym złożenia ofert zaproszono trzy firmy: PZL-Świdnik, PZL Mielec i francuski koncern lotniczo-zbrojeniowy Airbus Helicopters produkujący Caracale. We wrześniu ub. r., po konsultacjach z nimi, ministerstwo poprosiło o złożenie ofert na dostarczenie 8 śmigłowców dla wojsk specjalnych. Termin mijał z końcem 2017 r., ale kilka dni wcześniej producenci uzgodnili z Inspektoratem Uzbrojenia, że ten zostanie przesunięty. Wstępnie zapowiadano, że nowy termin składania ofert zostanie ogłoszony w styczniu, ale w resorcie obrony zmieniło się kierownictwo, a nowy termin nie został ogłoszony do tej pory.

Do sprawy wróciło ostatnio Stowarzyszenie Świdnik Wspólna Sprawa. Jego członkowie przypominają, że dokładnie 22 grudnia 2016 roku zapytali na Facebooku posła Artura Sobonia o kontrakt na śmigłowce dla PZL.

„Dokładnie 500 dni (…) minęło od odpowiedzi na pytanie, jakie zadaliśmy posłowi Soboniowi na temat obiecanego kontraktu dla Świdnika. Usłyszeliśmy, że takie pytanie jest – tu cytat – „(…) przejawem głupoty w stopniu niczym niezmąconym żadnym, najmniejszym nawet, przejawem myśli!”. Dalej było jeszcze ciekawiej, bo padały kolejne obietnice. Po 500 dniach efekt znamy. Wybrany dzięki obiecankom zamówień w PZL–Świdnik Soboń, zwożący do fabryki Macierewicza, Dudę, Szydło, Morawieckiego, zdążył się „przebrandować” i grzeje się w ciepełku mieszkań z plusem? – pisze na Facebooku ŚWS.

Mniej więcej tydzień po tym wpisie ŚWS umieściło link do artykułu na portalu onet.pl z 11 maja br. Odnosi się on do sejmowego wystąpienia wiceszefa MON, w którym zapowiedziano, że nowe śmigłowce bojowe zostaną zakupione dopiero po 2022 roku, a część maszyn, którymi dziś dysponuje wojsko, poddana zostanie remontowi.

– Jeżeli pan minister Wojciech Skurkiewicz nie pomylił się w żadnym z punktów i jeżeli to, co mówił, rzeczywiście oddaje kierunek zmian programu śmigłowcowego, to można mówić niemal o jego unicestwieniu. Był plan pozyskania śmigłowców w liczbie kilkudziesięciu. Rząd PiS zredukował tę liczbę do 12, opcjonalnie – 16. Teraz kończy się zaledwie na czterech śmigłowcach zwalczania okrętów podwodnych z funkcją SAR, bazujących na fregatach. Cała reszta jest przesuwana na odległą perspektywę przyszłej dekady albo wręcz jest sygnał, że stare śmigłowce, liczące po kilkadziesiąt lat, będą remontowane, modernizowane, przedłużany będzie ich resurs tak, żeby mogły jeszcze posłużyć kolejną dekadę. Wczorajsze wystąpienie to pogrzeb polskich ambicji śmigłowcowych – komentował dla onet.pl Marek Świerczyński, ekspert centrum analitycznego Polityka Insight.

– Moim zdaniem ludzie w Świdniku, nie tylko pracownicy fabryki, ale wszyscy, bo wszyscy się tym ekscytowali przed wyborami, zostali oszukani. Mijają dni i miesiące, a nic się w tej sprawie nie dzieje. Pojawiają się za to informacje, że rząd będzie kupował bezprzetargowo, ale Black Hawki i to w Mielcu. Przypominamy o tej sprawie i nie ukrywamy, że też naciskamy, żeby coś dobrego dla świdnickiej fabryki się działo. Wszyscy byśmy się cieszyli, gdyby te obietnice były spełnione. Nie zdziwię się, jeśli przed najbliższymi wyborami też nam coś obiecają. Pytanie tylko, ile razy można dać się nabierać. Moim zdaniem wszystkie te wizyty czołowych polityków PiS w fabryce to pusta propaganda. Za tym nic nie idzie. Szkoda, że „Solidarność”, która głośno mówiła o zakupie śmigłowców ze świdnickiej fabryki, teraz, kiedy ich polityczni „przyjaciele i koledzy” są w rządzie, jakoś o tym zapomniała i siedzi cicho – uważa Jakub Osina, lider ŚWS.

Poseł Artur Soboń zapewnia, że wywiązał się z obietnic złożonych mieszkańcom, a działania ŚWS to nic innego, jak część kampanii wyborczej stowarzyszenia.

– Po pierwsze nie doszło do zakupu Caracali, a to – jak wiemy – byłoby bardzo niekorzystne dla Świdnika. Po drugie, rozpoczęto uczciwe postępowanie przetargowe na śmigłowce dla wojsk specjalnych i śmigłowce morskie. Czekamy na decyzje w tej sprawie. Nie cieszy mnie to, że to się przedłuża, ale nowe kierownictwo MON-u ma prawo zrewidować główne cele i założenia poprzedników. Z tego, co wiem, priorytetem będą śmigłowce morskie. I dla Świdnika to bardzo dobra informacja – tłumaczy A. Soboń.

Nieoficjalnie mówi się, że szansą dla świdnickich zakładów mógłby być Program „Kruk”. Zakłada on zakup od 2022 roku śmigłowców szturmowych dla polskiej armii. Takie maszyny we współpracy z Polską Grupą Zbrojeniową mogłaby wyprodukować grupa Leonardo, czyli właściciel świdnickich zakładów.

– Rozmowy w tej sprawie już trwają – dodaje poseł.

Według niego dla świdnickiej fabryki bardzo intratna może okazać się również zapowiadana przez rząd modernizacja wojskowych śmigłowców.

– To dla Świdnika wielka szansa. Na bazie śmigłowca SW-3 Sokół, jak i mniejszego, SW-4 Puszczyk da się zrobić supernowoczesne maszyny z większą mocą. Będą one tańsze i nowocześniejsze niż mieleckie Black Hawki. Czekamy na konkrety w tej sprawie. Jako posłowi ze Świdnika najbardziej zależy mi, żeby znaleźć formułę reaktywacji polskich produktów. Na wszystkie te rządowe programy patrzę właśnie przez ten pryzmat oraz pryzmat możliwości współpracy w tym zakresie z PZG. Najważniejsze, że wyszliśmy z absurdalnej sytuacji, kiedy mówiło się o pięćdziesięciu śmigłowcach dla armii, bo przypominam, że właśnie tyle od Airbusa chciał zakupić rząd PO-PSL. Obecne plany zakupów MON może wyglądają w tym zestawieniu słabo, ale trzeba pamiętać, że te 50 Caracali nie było rzeczywistą potrzebą polskiej armii, tylko potrzebą wykreowaną po to, by z powodów politycznych dać zarobić Airbusowi – kończy Soboń. (w)