Polak potrafi. Nawet jeśli trzeba przejechać chodnikiem, złamać zasady ruchu i przy okazji narazić innych na niebezpieczeństwo, zawsze znajdzie się ktoś, kto wymyśli wygodniejszy sposób na podjechanie jak najbliżej celu. Najlepiej pod same drzwi. Nie inaczej jest w Hańsku Pierwszym, gdzie trwają prace przy przebudowie drogi wewnętrznej i parkingu przy szkole.
Trwa remont drogi wewnętrznej na osiedlu bloków w Hańsku. W tym miejscu znajduje się też szkoła podstawowa, do której jest obecnie utrudniony dojazd. Jak informują gminne władze, niektórzy rodzice najwyraźniej uznali, że obowiązująca organizacja ruchu przy szkole ich nie dotyczy. Zamiast korzystać z właściwego wjazdu, próbują dostać się na teren placówki od strony przystanku autobusowego przy ul. Włodawskiej. Problem w tym, że w tym miejscu nie ma wjazdu. Jest za to chodnik, po którym powinni poruszać się piesi. Trudno nie zauważyć pewnej prawidłowości. Wystarczy, że trzeba przejść kilkadziesiąt metrów więcej, poczekać chwilę lub skorzystać z wyznaczonego miejsca parkingowego, a niektórzy kierowcy natychmiast zaczynają szukać własnych rozwiązań. Podobne obrazki można zobaczyć nie tylko przy szkołach, ale również pod sklepami, urzędami czy przychodniami.
Byle bliżej wejścia, byle wygodniej, nawet jeśli oznacza to parkowanie na chodniku, trawniku czy w miejscu, w którym samochód w ogóle nie powinien się znaleźć. W Hańsku takie zachowanie jest szczególnie nieodpowiedzialne. W pobliżu szkoły każdego dnia poruszają się dzieci, a okolice przystanku autobusowego to miejsce, w którym trzeba zachować szczególną ostrożność. Samochód przejeżdżający przez chodnik może stworzyć zagrożenie dla ucznia, który nie spodziewa się, że właśnie tamtędy będzie próbował przedostać się kierowca. Sytuacja jest na tyle poważna, że gminne władze wystosowały apel do rodziców, aby korzystali z właściwego wjazdu od strony ul. Włodawskiej i parkowali jedynie we wskazanych miejscach. – Rozumiem, że przebudowa parkingu może być uciążliwa, ale to sytuacja przejściowa. Kilkadziesiąt metrów spaceru więcej naprawdę nikomu nie zaszkodzi. Warto natomiast pamiętać, że kilka minut zaoszczędzonych przez kierowcę nie jest warte ryzyka, na jakie naraża on innych – mówi wójt Alan Struski.









