Co zabiło ryby w Jeziorze Brudzieniec?

Kilkadziesiąt śniętych ryb (głównie karasi) odkryto w Jeziorze Brudzieniec we wtorek (8 maja). Badania nie wyjaśniły, co je zabiło. Z całą pewnością wykluczono wersję o zatruciu wody. – W próbkach stwierdzono jedynie niski poziom tlenu, ale czy to było przyczyną śnięcia, trudno powiedzieć – mówi Andrzej Wereszczyński, kierownik chełmskiego WIOŚ-u.

Jezioro Brudzieniec znajduje się niemal w środku Lasów Sobiborskich. Jest to ścisły rezerwat z całkowitym zakazem połowu ryb, kąpieli, czy pływania. Kilkanaście dni temu Strażnicy Leśni z Nadleśnictwa Sobibór zauważyli na południowo-zachodnim brzegu akwenu kilkadziesiąt śniętych ryb. Były to głównie małe karasie srebrzyste (tzw. japońce), ale między nimi trafiały się też sumiki karłowate. O fakcie powiadomiona została chełmska delegatura Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz Państwowa Straż Rybacka. Inspektorzy na miejscu pobrali do badań próbki wody i ryb.

– Wstępne wyniki wskazują jedynie na niską zawartość tlenu w wodzie – mówi Andrzej Wereszczyński, kierownik chełmskiego WIOŚ. – Jezioro na pewno nie było w żaden sposób zatrute ani skażone. Dlatego ciężko jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną śnięcia tych ryb. Być może właśnie brak tlenu, może ciężkie tarło, a może zupełnie coś innego. Jezioro Brudzieniec to ścisły rezerwat, a te rządzą się swoimi prawami – dodaje Wereszczyński.

Wysoce prawdopodobne jest to, że za tajemniczą śmiercią ryb stoją jednak ludzie. Zarówno Brudzieniec, jak i nieodległe jeziora Płotycze i Brudno są bardzo atrakcyjnym kąskiem dla kłusowników. To zbiorniki o typie linowo-szczupakowym – płytkie, o niedostępnych brzegach z bardzo bogatym rybostanem. Nie jest tajemnicą, że od lat są osoby, które pozyskują z nich ryby, oczywiście w sposób nielegalny. Fakt, że martwe karasie i sumiki znaleziono tylko na krótkim odcinku brzegu oraz że były to małe sztuki może świadczyć, że zostały zabite np. prądem, a kłusownicy nie zabrali ich, bo były albo za małe, ale ich nie zauważyli. Na korzyść tej teorii przemawia też fakt, że zarówno japońce jak i sumiki karłowate to gatunki charakteryzujące się bardzo wysoką odpornością na złe warunki tlenowe i gdyby zabił je brak powietrza w wodzie, to one wypłynęłyby na powierzchnię jako ostatnie – wcześniej zginęłyby np. szczupaki.

Oczywiście nikt nikogo za rękę nie złapał, więc śmierć ryb w Jeziorze Brudzieniec będzie zapewne kolejną niewyjaśnioną tajemnicą przyrody. (bm)