Czas świętej Rodziny

Końcówka kalendarzowego roku i początek nowego roku dla wiernych Kościoła katolickiego, ale i wiernych innych Kościołów chrześcijańskich, to czas pięknych liturgii związanych z Bożym Narodzeniem. Jest to też czas intensywnych zakupów (nawet teraz, w dobie pandemii i obostrzeń) i świątecznej krzątaniny, jednak przeplatany uczestnictwem w uroczystych eucharystiach (nawet jeśli tylko przez Internet).

Kończy się adwent, a więc czas oczekiwania na przyjście Jezusa jako nowo narodzonego Dzieciątka. Jeszcze kilka dni będziemy czuwać na porannych nabożeństwach zwanych roratami. (Od bieżącego poniedziałku 21. 12 do czwartku 24. 12.) Ostatni dzień czuwanie przypadnie w czwartek 24 grudnia, kiedy wieczorem zasiądziemy do Wigilii, tak bardzo uroczystej w naszej polskiej tradycji, kończącej niemal czterotygodniowy adwent.

Przypomnijmy, że adwent w epoce starożytnego Rzymu oznaczał – od słowa „adventus” – nadejście cesarza. Był więc momentem wyczekiwanym z powagą, uwagą, szacunkiem dla władcy Imperium. I taką powagę słychać podczas eucharystii odprawianych w ostatnich dniach tegorocznego adwentu, gdy wierni śpiewają wołając: „Przyjdź Panie i oświeć nas! Przyjdź i nie zwlekaj! Maranatha!”. Jest to wyrazem oczekiwania wiernych na pamiątkę narodzin Jezusa; lecz też prośbą o swego rodzaju „mistyczne narodzenia” Dzieciątka w sercach wiernych; odnosi się również do rozumienia adwentu jako przyjścia Jezusa w czasie Paruzji, czyli jako Pana i Sędziego w końcu czasów.

Wzorem oczekiwania jest rzecz jasna Matka Boża, której poświęcone są poranne msze św. zwane „roratami” – zwykle o 6.00., 6.30 czy 7.00, jak np. w kościele pw. św. Piotra Apostoła przy ul. Królewskiej. Ich urokliwym elementem są świece roratnie trzymane w dłoniach wiernych (kiedyś częstymi uczestnikami tych nabożeństw były dzieci i młodzież). To przypomina, że chrześcijanie czekają na Jezusa, który jest „Światłością świata”. Najwierniej na Dzieciątko Jezus oczekiwała oczywiście Jego Matka. Ostatnie odprawiane w tym tygodniu „roraty” wciąż nam to uzmysławiają.  Nie bez powodu o Maryi mówi się jako o ikonie adwentu, ikonie oczekiwania.

Za chwilę wigilijna noc

Wigilia jest do pewnego stopnia dalszą częścią adwentu rozumianego jako oczekiwanie. Czasownik łaciński „vigilare” oznacza czuwać, w domyśle – jak podpowiadają słowa jednej z pieśni adwentowych – „Pan blisko jest, oczekuj Go!”.

Najważniejszym zdarzeniem wigilijnego wieczora jest uroczysta wieczerza przy pięknym wigilijnym stole. Zasiadać powinno się do niego wraz z „pierwszą gwiazdką”. Wypatrują jej dzieci – maluchy przede wszystkim myślą o prezentach, które w tajemniczy sposób odnajdą – niedługo po tym jak gwiazdka rozbłyśnie – pod kolorową choinką. Prezenty przyniesie – zależnie od tradycji danej rodziny – „św. Mikołaj”, „aniołek” lub właśnie „gwiazdka”. Wypatrują jej i dorośli wiedząc, że ta „pierwsza” symbolizuje „gwiazdę Betlejemską”, która ponad dwa tysiące lat temu prowadziła wędrowców, pasterzy do ubogiej szopy w Betlejem, gdzie narodziło się z Maryi Dziewicy Dzieciątko Jezus.

W tradycji chrześcijańskiej jest więc Wigilia pamiątką wieczoru poprzedzającego narodzenie Syna Bożego. Katolicy i w ogóle chrześcijanie, ufają, że Bóg narodzi się na nowo także w ich w sercach jako małe, bezbronne, i właśnie ufne, dziecko. Do tych „narodzin” trzeba się przygotować: spowiedź św. i rekolekcje, które w tym roku są zasadniczo mniej realne. W polskiej tradycji najważniejszym momentem tego niezwykle rodzinnego wigilijnego wieczoru jest przełamanie się z bliskimi poświęconym opłatkiem. Tuż przed wieczerzą wigilijną, ale już po wspólnej modlitwie zgromadzonych przy świątecznym stole oraz po wysłuchaniu fragmentu Ewangelii wg św. Łukasza lub św. Mateusza opisującego Narodzenie Pańskie.

W czasach obecnej pandemii, kiedy zimą grozi nam trzecia fala zakażeń Covid-19, symboliczny akt przełamania się opłatkiem, przy którym przebaczamy sobie wzajemne winy czy wzajemne zranienia, być może odbędzie się z mniejszą niż zwykle wylewnością. Ważne by ten akt był szczery.

Liczba uczestników wigilii w wielu domach będzie mniejsza niż poprzednio. Oczywiście powodem jest zminimalizowanie rozprzestrzeniania się epidemii. Będzie to przykre dla wielu Polaków, także wielu lublinian, z których część zostanie skazana na niechcianą, samotną, a przez to smutną, wigilię. Nic przecież nie zastąpi wspólnego śpiewania, (nawet, można powiedzieć z przymrużeniem oka, bez większego talentu), czy choćby wspólnego nucenia kolęd. Nie zastąpi tego nawet najlepiej nagrana przez artystów płyta z kolędami i pastorałkami.

Ale wróćmy do koniecznych, a zarazem możliwych do zapewnienia podczas wigilii elementów: zielonej choinki udekorowanej światełkami, bombkami, a w niektórych domach nadal własnoręcznie wykonanymi ozdobami typu kolorowy łańcuch z papieru lub pajączki, gwiazdki i inne ozdoby z cienkiej słomki. Uroczystej kolacji przy starannie przygotowanym stole, na którym królować powinno kilkanaście potraw – chociaż nie zawsze tych samych w różnych regionach Polski. W większości domów, w tym w Lublinie i Świdniku, na pewno pojawi się karp, barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, kluski z makiem, racuchy. Niemal wszędzie królować będzie na stole jedyny w swoim rodzaju kompot z suszu: śliwek, jabłek, gruszek. Wieczerza powinna być tradycyjnie postna, gdyż nie spożywa się mięsa, jedynie ryby, w tym oczywiście śledzie, których sposobów przygotowania jest tak wiele, że mało się pomylimy twierdząc, iż każda rodzina ma swój własny „patent”.

Nawet w dzisiejszych „epidemicznych” czasach można pamiętać o tradycyjnym białym obrusie i odrobinie sianka położonym pod nim, oraz o dodatkowym nakryciu dla nieoczekiwanego „wędrowca”, które to „puste nakrycie” przypomina nam o tych, którzy nieodwołalnie odeszli.

Odnotujmy, że część dobrze znanych nam wigilijnych rytuałów swoimi korzeniami sięga świąt pogańskich, głównie Saturnalii obchodzonych w starożytnym Cesarstwie Rzymskim. Oczywiście rytuały zostały bardzo daleko przetworzone przez chrześcijan.

Wieczerzę wigilijna obchodzimy 24 grudnia, podobnie jak protestanci. Natomiast prawosławni i grekokatolicy – obchodzą zgodnie z kalendarzem juliańskim, a więc dwa tygodnie później – 6 stycznia.

Dodajmy, że tak świątecznie jak w Polsce, obchodzi się wigilię Bożego Narodzenia m.in. na Litwie i Słowacji.

I Bóg się narodzi…

Polska kolęda śpiewana na melodię poloneza, czyli „Bóg się rodzi, moc truchleje…” rozlega się u progu Bożego Narodzenia tj. podczas Pasterki odprawianej tradycyjnie o północy w Wigilię. Jeśli ktoś nie wziął w niej udziału, to jako katolik ma obowiązek uczestniczenia w Eucharystii w przypadającej 25 grudnia uroczystości Bożego Narodzenia.

Oczywiście w dobie pandemii może to oznaczać udział wirtualny, a więc oglądanie bożonarodzeniowej mszy św. w telewizji, Internecie – transmisje na żywo prowadzone będą z wielu kościołów (wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło: msza Lublin online) – albo wysłuchać transmisji radiowej. Mamy czasy z licznymi obostrzeniami epidemicznymi, jednak szkoda byłoby nie wybrać się do kościoła w Boże Narodzenie, jedno z najważniejszych chrześcijańskich świąt (po Wielkanocy).

Nim święto wprowadzone na przełomie III i IV w., spekulowano w jakim miesiącu urodził się nasz Zbawiciel; wymieniano kwiecień, maj, listopad. W 353 r. ustalono uroczystość na dzień 25 grudnia. Dzień wtedy znów stawał się dłuższy, co można było traktować symboliczne nawiązanie do faktu, że przyjście Dzieciątka Jezus powiązane jest z przyniesieniem Bożego światła rozświetlającego mroki grzechu, w których pogrążała się ludzkość od czasu nieposłuszeństwa Adama i Ewy.

Warto wspomnieć, że w starożytności 25 grudnia czczono w Rzymie pogańskiego bożka Mitrę o bliskowschodnim rodowodzie. Chrześcijanie ciesząc się w czwartym wieku n.e. przywilejami – ponieważ wiara w Zmartwychwstałego Chrystusa stała się wówczas w Cesarstwie Rzymskim oficjalną państwową religią – mogli przypisać do święta Bożego Narodzenia dotąd „zarezerwowaną” dla bożka datę 25 grudnia. Tym samym zacząć odwracać uwagę innowierców od pogańskiego kultu Słońca.

Świętować w „Szczepana” i „Jana”

Drugiego dnia świąt wspominamy w Kościele św. Szczepana, pierwszego chrześcijańskiego męczennika. Szczepan był Żydem, zwierzchnikiem wspólnoty chrześcijańskiej; jego pragnieniem było zreformowanie judaizmu. Był jednym z siedmiu diakonów pomagających apostołom Chrystusa, obok Prochora, Filipa, Nikanona, Tymona, Parmenasa i Mikołaja.

Dzieje Apostolskie mówią, że był pełen Bożej mocy, czynił cuda i wielkie znaki. Żydowski Sanhedryn skazał go jednak na ukamieniowanie. Kamienowany Szczepan modlił się: „«Panie Jezu, przyjmij ducha mego!» A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie poczytaj im tego grzechu!» Po tych słowach skonał” (Dz. 7, 58-60). Świadkiem jego śmierci był młody Szaweł, wówczas zapamiętały wróg chrześcijan, potem, po nawróceniu już jako Paweł, gorliwy głosiciel Ewangelii Chrystusa.

Będąc pierwszym męczennikiem jest wymieniany w Modlitwie Eucharystycznej Kanonu Rzymskiego. Jego kult jest znaczący w Kościele prawosławnym. Cerkiew prawosławna widząc w nim swego apostoła – męczennika aż czterokrotnie wspomina go w ciągu roku liturgicznego. Popularny był bardzo w Polsce, na co wskazuje fakt, że aż 81 miejscowości w naszym kraju swoją nazwę wywodzi właśnie od imienia św. Szczepana.

Święty Jan niczym orzeł

Tuż po spędzanych rodzinnie świętach, 27 grudnia, więc w oktawie Bożego Narodzenia obchodzimy wspomnienie św. Jana Ewangelisty. Natchniony Duchem Bożym był autorem czwartej Ewangelii ze słynnym prologiem „Na początku było Słowo, a Słowo Ciałem się stało i zamieszkało między nami…”, także Apokalipsy i 3 Listów apostolskich (współcześnie przypuszcza się, że ostatecznej redakcji pism dokonali uczniowie Apostoła).

W jego święto w kościołach podczas mszy św. podawane jest zwykle święcone wino – dotąd tę tradycję podtrzymywało wiele lubelskich kościołów, a zawsze na pewno archikatedra, której jednym z patronów jest właśnie św. Jan. Wino było kiedyś pite przez wiernych małym łyczkiem z dużego kielicha, ostatnio częściej wlewano je do malutkich jednorazowych kubeczków. Ta tradycja symbolicznie przypomina próbę zgładzenia św. Jana, prze podanie mu do picia zatrutego wina. Św. Jan wypił trunek, lecz wcześniej się nad nim modlił. Dzięki Bożej pomocy św. Jan Ewangelista przeżył.

Podobnie jak św. Szczepana wymienia się św. Jana w Modlitwie Eucharystycznej. Czci go wiele chrześcijańskich Kościołów: katolicki, koptyjski, ormiański, prawosławny, także Kościoły: ewangelicki i anglikański.

Wiadomo o Janie, że pochodził z Galilei, był synem Zebedeusza i Salome, oraz młodszym bratem apostoła Jakuba. Początkowo zaś był uczeniem św. Jana Chrzciciela. Gdy usłyszał jak Jan Chrzciciel na widok przechodzącego Jezusa oznajmił: „Oto Baranek Boży”, odłączył się od niego i podążył za Mistrzem z Nazaretu. Był Jego najmłodszym, umiłowanym uczniem. Świadkiem przemienienia Jezusa na górze Tabor i udręki w Getsemani, tuż przed pojmaniem i skazaniem. Zachodnioeuropejskie obrazy sakralne i religijne przedstawiają św. Jana jako młodzieńca biorącego udział w „Ostatniej Wieczerzy”, gdy opiera on głowę na piersi Jezusa, swego Mistrza

Żył bardzo długo i w sztuce np. prawosławnej jest przedstawiany jako starzec, który na wyspie Patmos, gdzie osiadł, dyktuje natchnione teksty. Jest patronom dziewic i wdów. Patronuje też zawodom związanym z pisaniem, pisarzom, kopistom; także teologom (nazywa się go Janem Teologiem).

Święto dowartościowania rodziny

Z reguły najpóźniej w „Janowe wspomnienie”, czyli 27 grudnia wielu z nas ze smutkiem stwierdza; „święta, święta i… po świętach”. Opłatek, wigilia, prezenty, pasterka…. Wydaje się, że wszystko mamy już za sobą. I rezygnujemy z radosnego, ciepłego świątecznego klimatu. A przecież przez kolejne dni trwa oktawa Bożego Narodzenia. Wyjątkowy, uroczysty charakter ma w niej pierwsza niedziela po świętach (zamiennie z 30 grudnia) obchodzona jako niedziela Świętej Rodziny. Przypomina o ważności więzów rodzinnych. W wymiarze religijnym wskazuje na najlepszy dla chrześcijan wzorzec rodziny jaki tworzyło małżeństwo Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa wraz z dzieckiem – małym Jezusem. Święta Rodzina stała się przykładem realizowania w życiu doskonałej wiary i nadziei oraz przykładem doskonałej rodzicielskiej oraz małżeńskiej miłości. Z kolei teolog w fakcie wyeksponowania św. Rodziny dostrzeże możliwość podkreślenia, że Jezus Chrystus – Syn Boży przyszedł na świat w zwykłej ludzkiej skromnej rodzinie, oraz że był posłuszny ziemskim rodzicom.

Na piękno liturgii eucharystycznej tego dnia składają się m.in. ułożone przez papieża Leona XIII hymny. Czytane fragmenty Pisma Świętego ukazują sceny dotyczące rodziny, mówiąc m.in. o obowiązkach rodziców, dzieci. W Lublinie ten dzień ma szczególnie świąteczny charakter w kościele pw. Św. Rodziny (tzw. papieskim) na Czubach.

Uroczystość Bogarodzicy w nowy rok

W dzień po sylwestrowej nocy – w tym roku będzie to piątek – katolik winien wybrać się do kościoła. Obecnie, z powodu epidemii, wielu tego nie uczyni. Jednak w normalnych czasach to obowiązek, ponieważ 1 stycznia przypada uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki (dawna nazwa – Obrzezanie Pańskie, a w Kościele prawosławnym i anglikański – Uroczystość Imienia Pańskiego). Znaczenie tego dnia w kalendarzu Kościoła katolickiego polega na upamiętnieniu i podkreśleniu, macierzyństwa Maryi wobec Jezusa, jej Bożego Syna.

Bogurodzica nie żyła samotnie, lecz w kochającej się rodzinie, gdzie rola męża i zarazem ojca była doceniana. Nowy rok – 2021 – który za chwilę się rozpocznie, będzie nam o tym nieustannie przypominał, ponieważ aż do 8 grudnia 2021 r. w Kościele katolickim będziemy przeżywali Rok św. Józefa, a więc męża Maryi. Decyzja o tym, ogłoszona przez papieża Franciszka w grudniu br. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, była podyktowana chęcią upamiętnienia okrągłej rocznicy stu pięćdziesięciu lat jakie minęły od 8 grudnia 1870 roku, gdy bł. Pius IX ogłosił św. Józefa Patronem Kościoła Katolickiego. Dzięki temu „postawieniu na świeczniku” skromnej, jak nam to rysują karty Ewangelii, postaci św. Józefa zostanie ogromnie dowartościowany aspekt bycia ojcem. Wydaje się być to wyraźną odpowiedzią Franciszka na obecny kryzys ojcostwa, przeżywany w wymiarze jednej rodziny, ale też w wymiarze szerszym, społecznym, a także świeckim i religijnym. Refleksje na ten temat papież zawarł w Liście apostolskim „Patris corde” – „Ojcowskim sercem”.

Zachęcając do lektury całego tekstu, przytoczymy kilka papieskich spostrzeżeń: „Wszyscy mogą znaleźć w św. Józefie (…), człowieku codziennej obecności, dyskretnej i ukrytej, orędownika, pomocnika i przewodnika w chwilach trudnych.”  Albo odkryć, że św. Józef „uczy nas, że posiadanie wiary w Boga obejmuje również wiarę, że może On działać także poprzez nasze lęki, nasze ułomności, nasze słabości.” Można też znaleźć w „Liście…” refleksje o Józefie jako kimś akceptującym historię swego życia, biorącym za nią odpowiedzialność, nawet jeśli nie wszystko się rozumie. Inne jeszcze uwagi Franciszka brzmią: „… każdy potrzebujący, każdy ubogi, każdy cierpiący, każdy umierający, każdy obcy, każdy więzień, każdy chory to „Dziecię”, którego Józef nadal strzeże.”. W św. Józefie można widzieć doskonałego ziemskiego ojca, a więc takiego który wprowadza dziecko „w doświadczenie życia, w rzeczywistość”. Który – pisze papież – nie zatrzymuje go, nie zniewala, nie bierze w posiadanie, ale czyni dziecko „zdolnym do wyborów, do wolności, do wyruszenia w drogę”. Jezus nauczył się od Józefa „wartości, godności i radości tego, co znaczy móc spożywać chleb, który jest owocem własnej pracy”.

Marta Żyńska