Czternastolatek podciął gardło taksówkarzowi

Brutalny napad na lubelskiego taksówkarza. Pasażer rzucił się na niego z wielkim nożem i przejechał ostrzem po jego szyi. Policjanci dopadli już jednego z oprychów. Podejrzany ma zaledwie 14 lat!
Wszystko działo się w nocy z soboty na niedzielę. W centrum Lublina dwóch młodych mężczyzn zatrzymało na ulicy taksówkę. Wcześniej nie dzwonili z telefonu, aby wezwać radio-taxi.
Poprosili o kurs na Sławinek. Kiedy po kilkunastu minutach byli na ul. Lawendowej, jeden z pasażerów wysiadł, a drugi został, aby się rozliczyć. Udawał, że sięga portfel, ale zamiast pieniędzy wyciągnął długi nóż. Rzucił się z tylnego siedzenia na szofera. Ostrzem podciął gardło ofierze, a kiedy ta zaczęła się bronić, zaczął dźgać ją po rękach. Spanikowany kierowca wyskoczył z pojazdu i zakrwawiony zaczął biec w kierunku ul. Zbożowej, wzywając pomocy. Przestępcy w tym czasie zrabowali z auta tablet i rzucili się do ucieczki. Po chwili na miejscu zaroiło się od radiowozów. Karetka zabrała rannego 33-latka do szpitala, gdzie został natychmiast opatrzony. Okazało się, że miał mnóstwo szczęścia i odniesione obrażenia nie zagrażają jego życiu. Niewiele jednak brakowało, by napaść mogła się skończyć tragedią.
Patrole w całym mieście od razu rozpoczęły poszukiwania napastników. Opisywano ich jako szczupłych i niewysokich. Jeden miał mieć na sobie jasne szorty i ciemną bluzę z kapturem.
Policjanci przeglądali zapisy z monitoringu. Wtedy wpadli na trop jednego z podejrzanych. Zatrzymali go w domu w Lublinie. Okazał się nim 14-latek. Wczoraj przez cały dzień był przesłuchiwany w V komisariacie. – Ustalamy, jaką pełnił rolę w tym zdarzeniu oraz poszukujemy drugiego z napastników – mówi mówi Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Zatrzymany nastolatek nawet podczas zatrzymania był agresywny. Arogancko odnosił się do mundurowych i niechętnie odpowiadał na pytania, będąc przekonanym, że jako nieletniemu niewiele mu grozi.
Na lubelskich taksówkarzy padł blady strach. Choć ostatni podobny napad w Lublinie miał miejsce dwa lata temu, codziennie stykają się oni z niebezpiecznymi sytuacjami. – Z reguły udaje się je załagodzić. Przydałby się system antynapadowy albo przegrody oddzielające kabinę pasażerską. Ale na to nikt nie chce się zgodzić – narzeka Kazimierz Sowa, jeden z szoferów. LL