Czy wizyta premiera rozstrzygnęła wybory?

Wielkie nadzieje wiąże PiS z kolejnym pobytem na Lubelszczyźnie premiera Mateusza Morawieckiego, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że jej głównym elementem było strzelanie sobie selfie z kandydatami rządzącej partii. Konkretów, jak zwykle było mniej, więcej zaś tradycyjnego tłumaczenia, że poprzednie obietnice „zostały źle zrozumiane”.

Najlepsze są sprostowane obietnice

Wygląda to zresztą na przemyślaną strategię Prawa i Sprawiedliwości: najpierw upubliczniane są daleko idące deklaracje (jak zapowiedziana przez Jarosława Kaczyńskiego podwyżka płacy minimalnej czy ogłoszone przez premiera zróżnicowanie składki ZUS od dochodów płatników). Opozycja, eksperci i komentatorzy rzucają się na kolejne pomysły PiS-u, roztrząsają je, krytykują i w ten sposób mimowolnie… popularyzują je i upowszechniają, a na koniec PiS objawia, że to wszystko nie tak.

Na przykład ze zróżnicowaniem składki ubezpieczeniowej – teraz okazało się, że premierowi chodziło tylko o jej obniżenie dla tych o mniejszym dochodzie przy zachowaniu na dotychczasowych zasadach ryczałtu dla pozostałych. I tak jest niemal ze wszystkim. W efekcie, także podczas wystąpień kolejnych liderów PiS na Lubelszczyźnie okazuje się, że tylko ta partia ma jakieś pomysły, a wszyscy pozostali wyłącznie na nie reagują.

Programy? Jakie programy…

Nie inaczej było z podwyżką minimalnego wynagrodzenia, co już oprotestowała nie tylko Koalicja Obywatelska (mówiąc ustami kandydatki Bożeny Lisowskiej „Podwyżki tak, ale nie tak drastyczne…”), ale i Konfederacja, która w zamian zaproponowała… całkowitą likwidację płacy minimalnej, nazwała pomysł PiS-u „powolną eutanazją polskich przedsiębiorców” i opowiedziała się za uzyskaniem przez obywateli wyższych zarobków wskutek likwidacji podatku dochodowego.

Nieco mniej radykalnie, za to z przeciwnym programem, zaprezentowali się wyborcom kandydaci SLD. Lewica chce m.in. podniesienia składki na ubezpieczenie zdrowotne (do 6,8 proc.), limitu cen leków refundowanych (do 5 zł) i zwiększenia liczby miejsc na studiach medycznych. I wreszcie PSL, na tle pozostałych, pozycjonuje się jako formacja spokojna i centrowa, przestawiając elementy programu uzgodnione z koalicjantami z KUKIZ’15, takie jak dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców, emerytura bez podatku czy wsparcie dla produkcji tradycyjnej żywności.

Kłótnie o senat i telewizję

Nie na programie skupiała się jednak w tym tygodniu uwaga komentatorów i samych zainteresowanych. Główne partie pokłóciły się m.in. o dostęp do telewizji publicznej (atakując szefa jej lokalnego ośrodka, red. Ryszarda Montusiewicza, za zorganizowanie programu podsumowującego okres rządów PiS, do udziału, w którym zaproszono… wyłącznie polityków PiS). Nawet ośrodki niezależne, jak Fundacja Wolności, zwróciły również uwagę na wyraźne forowanie kandydata PiS do Senatu, Krzysztofa Michałkiewicza kosztem Jacka Burego z Koalicji Obywatelskiej.

A co dopiero ma powiedzieć Wojciech Jan Górski z KWW Przywrócić Prawo, o którym w ogóle przy takich okazjach się nie wspomina, nie mówiąc o prof. Mirosławie Piotrowskim, ostatecznie żegnającym się z szansami na udział choćby w wyborach po tym, jak jego odwołanie od decyzji Okręgowej Komisji Wyborczej o odmowie rejestracji odrzucił Sąd Najwyższy.

Sam Piotrowski sugeruje zmowę, spisek mający na celu utrącenie go z walki o Senat – pojawiły się już też jednak głosy, że w istocie ulubieniec o. Tadeusza Rydzyka po cichu dogadał się z PiS-em, sam spalił własną kandydaturę, przedstawiając zbyt mało podpisów i teraz czeka spokojnie na jakąś intratną nominację (np. ambasadorską), odgrywając tylko teatr dla wyborców. Oczywiście, niedoszły kandydat upiera się, że walczył na poważnie, jednak faktem jest, że brak Piotrowskiego wymiernie pomaga Michałkiewiczowi.

O ile oczywiście samych wyborców przekonały obietnice Morawieckiego i Kaczyńskiego bez zwracania uwagi na ich późniejsze sprostowania… TAK