Czystka czy reforma?

Zamiast dotychczasowych Agencji Rynku Rolnego i Agencji Nieruchomości Rolnych działać będzie od września Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, łączący większość kompetencji likwidowanych instytucji. Zdaniem Prawa i Sprawiedliwości to usprawnienie, uproszczenie i obniżenie kosztów biurokratycznych. Według opozycji – sztuczka mająca pozwolić szybko pozbyć się urzędników zatrudnianych przez poprzednie ekipy rządzące. I faktycznie – w ARR i ANR trwają czystki kadrowe…

Miało być taniej!

Partia rządząca całą reformę widzi jako logiczną kontynuację „programu dobrej zmiany w Polsce”. – Podstawowe cele tej reformy to lepsza i sprawniejsza obsługa producentów rolnych, przekazanie ARiMR jako – po zmianach jedynej unijnej agencji płatniczej – wszystkich zadań wynikających z WPR, tak aby rolnicy mieli jasność, gdzie się udać po wsparcie ze środków europejskich (dotychczas były dwie agencje płatnicze – ARiMR i ARR i rolnikom często się myliło do której z nich w danym mechanizmie należy się udać po wsparcie) – tłumaczy Marek Wojciechowski, radny wojewódzki PiS i dyrektor oddziału Agencji Rynku Rolnego i dodaje: – Łączenie agencji rolnych to także realizacja kolejnej naszej obietnicy wyborczej wynikającej z programu PiS. Proces ten spowoduje również wymierne oszczędności dla budżetu państwa wynikające z redukcji etatów, w tym kosztownych stanowisk kierowniczych. KOWR będzie stanowił sprawny instrument realizacji Paktu Dla Wsi, będącego elementem Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju Kraju. Przejmie wszystkie dotychczasowe zadania ANR i część zadań ARR, takich jak m.in. fundusze promocji produktów rolnych, systemy jakości, monitorowanie rynku cukru, rynek biopaliw, skupy interwencyjne, czy też nowy Program dla szkół, powstały z połączenia programów Mleko w Szkole oraz Owoce i warzywa w szkole jako zadanie delegowane. Siedziba nowej instytucji będzie się znajdować na ul. Karłowicza 4 w Lublinie – dodaje Wojciechowski, uśmiechając się szelmowsko. I nieprzypadkowo, bo dotąd ta króciutka uliczka kojarzyła się w Lublinie i na Lubelszczyźnie tylko z jednym: z zarządzanym z tego samego biurowca partyjnym państwem PSL, które to Stronnictwo ma tam od lat swoją siedzibę.

Nie upraszczają procedur

Również nie jest też przypadkiem, że to właśnie ludowcy należą do najbardziej zdecydowanych krytyków wdrażanego rozwiązania. – Cały ten proces należy widzieć w trzech aspektach – wyjaśnia radny PSL, Adam Rychliczek, były dyrektor lubelskiej ARR i wylicza: – Po pierwsze chodzi o prostą ekonomię. Osoby obecnie i poprzednio zwalniane (bo czystki przeprowadzono także między innymi w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa) idą do sądów i na naprawdę już dużą skalę wygrywają sprawy o znaczące budżetowo kwoty odszkodowań. Wszyscy wiemy, że nie pracuje się wiecznie, zwłaszcza w administracji, ale liczy się też jakaś klasa, sposób załatwiania tych spraw, że nie proponuje się żadnych rozwiązań kompromisowych, w rodzaju wcześniejszych odejść na emeryturę. Nic, miotła wymiata! – oburza się Rychliczek. – Tu dochodzimy do drugiego aspektu, etyczno-moralnego. Osobiście znam przypadki zastraszania, kończące się hospitalizacją, problemami z sercem. To są groźby dyscyplinarek pod fałszywymi zarzutami, wymuszanie „dobrowolnych” odejść z pracy. Są to działania po prostu nieludzkie. I wreszcie chodzi o przyszłość wsparcia naszego rolnictwa. Jest już oczywiste, że cała „reforma” od początku powoduje ogromny chaos. Na żadnym etapie jej przygotowywania i wdrażania nie ma mowy o rzeczy najważniejszej, czyli o upraszczania procedur, a to jest właśnie największy problem dla obywateli: nadmiernie rozbudowane druki, wymyślone przez krajowych decydentów, zbyt rozbudowane postępowania. Jeśli nawet faktyczne „zmniejszy się zatrudnienie” bez zmian w przepisach, jedynym skutkiem będzie powstania zatorów i konieczność ponownego zatrudniania, tylko że tym razem amatorów, którzy będą musieli dopiero uczyć się od początku, a stracą beneficjenci – ostrzega Rychliczek.
Zdaniem opozycji wymiana kadrowa w agencjach to największa taka operacja w III RP, obejmująca nie tylko kadrę kierowniczą, ale i szeregowych urzędników. PiS nie zaprzecza, ale po cichu sugeruje, że przecież właśnie o to chodziło, a całą awanturę najlepiej chyba podsumowuje literacki cytat z Lejzorka Rojsztwańca, który zwykł mawiać: „Skoro zwalniają – to znaczy, że będą zatrudniać…”. TAK