Darmowa nauka, a wyprawka taka droga

W tym roku zakupom podręczników towarzyszy zamieszanie. Część uczniów otrzyma je za darmo, część będzie musiała za nie zapłacić i niestety będzie to wydatek, który się nie zwróci, bo w kolejnym roku szkolnym 2017/ 2018 wszystkie podręczniki mają być darmowe.
O kłopoty, przed którymi stają w tym roku rodzice uczniów z podstawówek i gimnazjów, zapytaliśmy Ewę Jarugę i Barbarę Osipiak-Hurkałę, które prowadzą znaną księgarnię przy ulicy Królewskiej 11. Jak nas poinformowały, na samą wyprawkę rodzice wydadzą w tym roku około 300-500 złotych. Jest to szacunkowy koszt, nie uwzględniający ceny kompletu podręczników, bo dla niektórych roczników mają być darmowe. Z podręczników sfinansowanych przez państwo ucieszą się rodzice uczniów klas I-V szkoły podstawowej i klas I– II gimnazjów. Niezadowoleni będą rodzice tych uczniów, którzy darmowego podręcznika nie dostaną. Bez rządowej dotacji są, jak na razie, rodzice uczniów klasy VI szkoły podstawowej i III gimnazjum i ci nie kryją swojej frustracji.
– Nie rozumiem, po co kupuję podręcznik, którego nie mogę za rok sprzedać i odzyskać choć części pieniędzy, przecież wyrzucę te książki do kosza – mówi pani Ada, mama idącej do III klasy gimnazjalistki Natalii. Rodzice pełni obaw o swoje portfele zaczęli rozglądać się za podręcznikami używanymi. W tym roku jest ich tak wiele, że książki z drugiego obiegu pojawiły się również w księgarniach – Na sprzedaż używanych podręczników zdecydowałyśmy się dwa lata temu po utracie źródła dochodów, jakim były nowe podręczniki – mówi pani Ewa Jaruga. Do czasów podręczników dotacyjnych, które MEN wprowadziło w 2014 roku, księgarze utrzymywali się przede wszystkim ze sprzedaży szkolnych podręczników. Największy sezon zakupowy przypadał na sierpień i wrzesień i był zastrzykiem gotówki, zwłaszcza dla małych księgarni, które nie sprzedają tak dużej ilości książek jak sieciówki typu EMPIK czy Matras.

A co, jeśli chcemy mieć swój podręcznik?

W nieciekawej sytuacji są również ci rodzice, których… stać na zakup nowych podręczników. Jeśli chcą dokupić swoim dzieciom np. podręcznik do nauki fizyki w I gimnazjum, z którego dziecko mogłoby korzystać w domu, to muszą się go nieźle naszukać. Jako „dotacyjny” jest on trudno dostępny w regularnej sprzedaży. Wydawnictwa stawiają na bezpośrednią współpracę ze szkołami, a hurtownie nie biorą zbyt wielu „dotacyjnych” podręczników, bo są to książki bez prawa do zwrotu. Zamawiając dotowane podręczniki, ryzykują również księgarnie, bo nie wiedzą ile egzemplarzy uda im się sprzedać. Problem z podręcznikami, które miały być darmowe pojawił się pod koniec ubiegłego roku szkolnego, gdy księgarnie szturmowali rodzice, którzy musieli odkupić na własną rękę „dotacyjny” podręcznik, jeśli uległ w trakcie roku szkolnego uszkodzeniu. Szkoły nie chciały przyjmować uszkodzonych książek i zmuszały rodziców do odkupienia nowego egzemplarza. Choć koszt nowej książki nie był wysoki, to jednak zdobycie jej graniczyło z cudem. – Pomagałyśmy rodzicom, zamawiając i indywidualnie szukając po hurtowniach podręczników, bo najbardziej nam było żal tych zrozpaczonych dzieci, które bały się, że jak nie oddadzą nowej książki, to nie dostaną świadectwa. A przecież takie uszkodzenia to często wypadki losowe, np. wylany sok – mówi pani Ewa. W tym roku sytuacja może być podobna, bo choć wcześniej rodzice mieli obiecane, że w przypadku uszkodzenia wystarczy zapłacić karę umowną i pokryć część wartości podręcznika, to w praktyce okazało się, że taką książkę trzeba samemu wyszukać, a odkupiony egzemplarz odnieść w czerwcu do szkoły, dosłownie na ostatnią chwilę przed rozdaniem świadectw.

Rodzice gimnazjalistów ostrożni

Wyjątkowo ostrożni w opróżnianiu portfeli są w tym roku rodzice gimnazjalistów, którzy mają świadomość, że wobec zapowiedzianej przez MEN likwidacji gimnazjów mogą już nie odsprzedać nowo kupionych książek. Często decydują się na zakup używanych kompletów, bądź wstrzymują się z decyzją o zakupie podręczników do września, bo może np. zmienić się nauczyciel przedmiotowy i będzie wymagał innej książki. – Kiedyś kupowało się książki wcześniej. Na zasadzie: kupię i we wrześniu będę miał spokój. Teraz tego nie ma, jest zamieszanie i niepewność – mówią księgarze z Królewskiej. Wraca również tradycyjny model sprzedaży. Rodzice wolą podejść do księgarni, która sprowadzi im książkę w ciągu jednego dnia niż czekać na dostawę z Internetu, a w przypadku wadliwego lub złego egzemplarza oddawać go na własny koszt. Coraz częściej sponsorami wyprawek są dziadkowie, którzy dysponują większą gotówką.

A jak kupują, to co?

Dotowane czy nie dotowane podręczniki to tylko połowa szkolnej wyprawki. Najwięcej zapłacą w tym roku, tradycyjnie już, rodzice pierwszoklasistów. Ci na „dobry początek” dostają nową wyprawkę, w której oprócz zeszytów znajdują się materiały plastyczne i piśmienne, oczywiście tylko te z aktualnym ulubionym bohaterem. – W szkołach rządzi moda. W tym roku na okładkach pojawiają się m.in. piłkarze polskiej reprezentacji, bohaterowie filmu „Star Wars” czy bohaterki animacji Disneya – przyznają księgarki. Zeszyty i plecaki ozdobione scenami z ulubionej bajki są oczywiście odpowiednio droższe, ale rodzice z reguły na pierwszakach nie oszczędzają. Najdroższym elementem wyprawki jest oczywiście plecak lub tornister. Rodzice rozważają ten zakup wyjątkowo ostrożnie.
– Zastanawiam się jeszcze nad zakupem tornistra – mam już upatrzony model, ale czekam na przecenę, bo jest dość drogi. Zakupy zrobię w hipermarkecie – mówi mama pierwszoklasisty Antka. Wyprawka w sklepie papierniczym to nie koniec szkolnych wydatków. Trzeba kupić strój na wf, worek na buty, kąpielówki na basen, a często i nowe komplety ubrań i butów. We wrześniu rodzice będą musieli opłacić ubezpieczenie, wpłacić składkę na radę rodziców a czasem też i na wycieczkę szkolną. Niektórzy zmagają się z wydatkami na urządzenie i organizację domowego kącika do nauki. Nad biurkami uczniów bardzo często pojawiają się mapy lub globusy, które są pomocą w przygotowaniu się do lekcji – Sprzedajemy ostatnio bardzo dużo dwustronnych map Polski i świata – przyznaje pani Barbara Osipiak-Hurkała z księgarni na Królewskiej. A co jest tegorocznym hitem? Wielu uczniów prosi rodziców o zakup ścieralnego pióra. I choć nie jest ono drogie ( około 20 zł), to jednak w wielu szkołach jest… zabronione, bo dołączoną do niego końcówką łatwo i praktycznie bez śladu można zmazać napisany tekst, co uczniowie potrafią wykorzystywać – zwłaszcza na klasówkach.
Emilia Kalwińska