Darmowe wakacje dyrektora?

Właśnie po raz trzeci uczniowie popularnego „Modrzewiaka” udali się do słonecznej Grecji na staże i praktyki. I po raz trzeci na kilkudniową wycieczkę za publiczne pieniądze poleciał z nimi dyrektor szkoły Eugeniusz Omelczuk. – Można raz polecieć, sprawdzić warunki nauki i pracy, ale trzykrotne darmowe wakacje to już chyba lekka przesada – mówią oburzeni rodzice.

Pierwszy raz młodzież z „Modrzewiaka” poleciała do Grecji w maju ub.r. Grupa uczniów wraz z opiekunami brała udział w praktykach zagranicznych w ramach programu Erasmus+. Główne cele projektu to: zwiększenie praktycznych umiejętności i kompetencji, zdobycie doświadczenia zawodowego w międzynarodowym środowisku, dostosowanie treści kształcenia zawodowego do potrzeb zmieniającego się rynku pracy, wzrost umiejętności porozumiewania się w językach obcych. Praktyki trwają około dwóch tygodni. Drugi raz – inna, kilkudziesięcioosobowa grupa uczniów poleciała na Peloponez w październiku. Byli to przede wszystkim informatycy i uczniowie klasy gastronomicznej. Teraz, od 13 marca, następna grupa przebywa w pięknych rejonach w okolicy Salonik. I wszystko wspaniale z jednym małym „ale”. Otóż za każdym razem – tyle, że tylko na kilka dni – leci do Grecji ze swoimi uczniami dyrektor szkoły Eugeniusz Omelczuk. Za pierwszym razem „na doczepkę” w formie alibi załapał się z nim wicestarosta Adam Panasiuk, za drugim dyrektorowi towarzyszył starosta Andrzej Romańczuk. Oczywiście pobyt i przelot każdego z nich był finansowany z kasy programu. Oficjalne tłumaczenie jest takie, że takie wizyty były wpisane w projekt, jednak nie było w nim mowy o tym, że za każdym razem do Grecji musi latać dyrektor.
– Rozumiem, że raz mógł czy nawet powinien polecieć – mówi nam oburzony rodzic. – Ale przecież młodzież za każdym razem mieszka w tym samym hotelu, to samo robi, zmieniają się tylko uczniowie, więc dyrektor leci wyłącznie po to, aby zachwycić się pięknem greckich plaż. Do tego za publiczne pieniądze. Czy nie lepiej by było, gdyby w jego miejsce w programie wzięło udział więcej uczniów? – pyta nasz rozmówca.
Okazuje się, że nie – przynajmniej tak twierdzi E. Omelczuk. – Starosta i wicestarosta towarzyszyli mi w tych wyjazdach jako przedstawiciele organu prowadzącego i nadzorującego – mówi dyrektor. – Mieli obowiązek skontrolować, czy na miejscu wszystko działa prawidłowo. Tym razem nie poleciał żaden z nich, ale w zamian otrzymałem od nich pełnomocnictwo, dzięki któremu będę mógł podpisać umowy z partnerami Erasmusa. Zabrałem ze sobą odpowiednie pieczątki, bo na koniec programu jego uczestnicy otrzymają zaświadczenia i certyfikaty potwierdzające ich udział w projekcie. Jest to więc dla mnie wyjazd stricte służbowy – dodaje Omelczuk. (pb)