Debatowali do nocy

Kolejna sesja Rady Gminy Hanna przeszła do historii. I to nie z powodu wartości merytorycznej czy punktu o odwołaniu przewodniczącej, ale godziny jej zakończenia. Otóż obrady zamknięto grubo po godzinie 20:30. Trudno w to było uwierzyć żonie jednego z radnych, która już o 19 dzwoniła do męża z pytaniem, gdzie on jest, bo jeszcze obrządek nie zrobiony.

Wtorek, godzina 15 to zwyczajowa pora rozpoczynania sesji w gminie Hanna. Tak późno posiedzeń nie ma nigdzie. O tak nietypowej porze zwoływania obrad zdecydowała będąca w większości opozycja wójt Grażyny Kowalik, mając na względzie godziny pracy niektórych radnych. Niestety, nikt nie wziął pod uwagę tego, że w ten sposób do Hanny nie chce przyjeżdżać radca prawny, nie mówiąc już o zwykłych mieszkańcach. Nawet sołtysi mniej licznie stawiają się na obrady. Dość powiedzieć, że do końca ostatniej sesji dotrwało ich tylko dwoje.
Posiedzenie rozpoczęło się od spotkania z Katarzyną Szczubiał z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynaryjnego. Pani doktor musiała się gęsto tłumaczyć z braku odpowiednich działań nad problemem ASF, ale – jak sama mówiła – odpowiedzialność ponosi za to minister rolnictwa, któremu inspektorat nie podlega. Po niej głos zabrał Stanisław Pawlik, który zdał relację z gminnego programu dbania o czystość i porządek i opowiedział zebranym o planach sprzedaży działki z domem, którą to nieruchomość zajął bezdomny.W głosowaniu nad zbyciem tej nieruchomości 7 radnych było przeciw i projekt nie przeszedł.
Kolejnym punktem obrad była relacja z działań komisji rewizyjnej, którą przedstawiła jej przewodnicząca, Maria Baj. Następnie wójt Grażyna Kowalik opowiedziała o realizacji funduszu sołeckiego i inwestycjach gminnych. Interpelacje zaczął Józef Waszczuk. Pytał o remont kościoła, a także postulował o wycinkę przydrożnych zakrzaczeń, o remont drogi 816 pomiędzy Hanną a Różanką oraz o ponowne ściągnięcie wojska do remontu dróg gminnych. Kazimierz Czekiejda chciał wiedzieć, kiedy będą wycinane krzaki przy powiatówkach, a Grzegorz Ostrowski, czy będzie w tym roku kończony remont drogi. Podobną interpelację zadała tez Maria Baj. Krzysztof Struk zapytał przewodniczącą, czy już nadszedł czas, by przyznać wójt podwyżkę poborów. Danuta Kononiuk poprosiła o remont przepustu, montaż dwóch lamp oraz o wycinkę krzaków. Następnie przyszedł czas na uchwały – te w sprawie zmian w wieloletniej prognozie finansowej i w budżecie przeszły bez problemów, w przeciwieństwie do ostatniej kwestii, czyli odwołania Danuty Kononiuk z funkcji przewodniczącej. Ta, po przeczytaniu projektu uchwały ogłosiła przerwę i przekazała prowadzenie sesji zastępcy, Czesławowi Wygierze, a sama opuściła salę. W przerwie nie brakowało głosów, że przewodnicząca znowu podkula ogon i ucieka, nie wysłuchawszy tego, co mają przeciwko niej jej oponenci. – Owszem, powinna wyjść na czas głosowania, ale nie przed samą dyskusją – denerwowali się niektórzy. Dyskusję w tym punkcie zaczął Wygiera, który stanął w obronie swojej koleżanki. – Danuta Kononiuk ma wyższe wykształcenie, jest dyrektorem szkoły w Zaświatyczach, którą prowadzi wzorowo – mówił. – Co zaś się tyczy zarzutów o zabieraniu głosu, czy uniemożliwianiu radnym swobodnej wypowiedzi, to należy to jak najbardziej do obowiązków każdego przewodniczącego. Jest to narzędzie dyscyplinowania radnych i niedopuszczania do zbędnej, bądź niemerytorycznej dyskusji – argumentował Wygiera. Po nim głos zabrali zwolennicy odwołania Kononiuk. Krzysztof Struk zwrócił uwagę, że przewodnicząca oraz komisja oświaty i dyrektorzy gminnych placówek szkolnych mieli zupełnie odmienny obraz ich funkcjonowania. Z kolei Józef Waszczuk tłumaczył, że Kononiuk, mimo wielu jego próśb, nie chciała zwołać sesji nadzwyczajnej w sprawie ASF. – Do tego nie było żadnych spotkań z weterynarzami, czy myśliwymi. – Przewodnicząca już dwa razy zabrała mi głos, a przypominam, że jestem radnym dopiero od kilku miesięcy. Co z tego, że ma magistra? Czy tylko dlatego mam jej słuchac? – argumentował radny. Krzysztof Kołtun przypomniał, że na jednej z ostatnich sesji, na którą przyszło ponad 100 mieszkańców gminy, a która dotyczyła oświaty, Kononiuk, oraz reszta jej radnych opuściła salę, pozostając głucha na prośby o wysłuchanie ludzi. – Do tego przewodnicząca celowo lekceważyła fakt, że był łamany statut Rady Gminy poprzez nieprawidłowe wypłacanie diet niektórym radnym. Poza tym przez trzy lata obecnej kadencji nie widziałem przewodniczącej na żadnej gminnej imprezie – czy to dożynkach, czy Imieninach, czy innych okazjach. W taki właśnie sposób reprezentuje ona swoich mieszkańców – grzmiał Kołtun. Swoje zdanie o postawie przewodniczącej wyraziła też wójt. – Muszę przyznać, że współpracy pomiędzy mną, a przewodniczącą i przewodniczącymi komisji stałych nie ma żadnej. Mam do niej żal, że przez trzy lata kotłowaliśmy temat oświaty, a ona na ostatniej sesji nagle stwierdziła, że radni nie powinni zajmować się szkołami, bo są one przecież prywatne. Między innymi dlatego nasze społeczeństwo zostało skłócone. Gdyby pani Kononiuk na poważnie interesowała się sprawami lokalnej społeczności już dawno powinna wspólnie z nami opracować jakieś stanowisko ws. ASF tak, by wyżej dotarły sygnały z naszej gminy, że mamy tu poważny problem – wyjaśniała Kowalik. Jako jeden z ostatnich głos zabrał Kazimierz Czekiejda, który nie stanął w obronie Kononiuk, a zarzucił wójt, że przez nią… został publicznie zbesztany z ambony przez miejscowego proboszcza. Głosowanie ws. odwołania było oczywiście tajne. Jego wynik to 7 głosów przeciw i 6 za, więc Danuta Kononiuk nie została odwołana z funkcji przewodniczącej.
Na koniec sesji, w wolnych wnioskach, Czesław Wygiera zapytał, dlaczego na obradach nie ma radcy prawnego. – Z mecenasem mamy ustalone, że dniem do wyznaczenia sesji w gminie Hanna jest piątek – odpowiadała Kowalik. – Poza tym, żaden radca nie będzie przyjeżdżał na posiedzenia po godzinach pracy, a to nie moja wina, że przewodnicząca sesje zwołuje na godzinę 15 – dodała wójt. (bm)