Dewiant krążył przy Aniołkach

Taksówkarz, który był również dyrygentem dziecięcej scholi proponował przez Internet seks 10-letniej dziewczynce. Miał romansować także z 13-latką. Śledczym wyznał, że pociągają go dzieci. Kiedy rozpoczął się proces, postanowił dogadać się z prokuraturą i uzgodnił dla siebie karę. Właśnie teraz zapadł wyrok.
Sprawa toczyła się przed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód z siedzibą w Świdniku. Proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami, dlatego sędzia nie ujawnił też uzasadnienia wyroku. Znany jest natomiast wymiar kary. We wtorek 33-letni Adam K. został skazany na 3 lata i 8 miesięcy bezwzględnego więzienia. Otrzymał też 8-letni zakaz pracy dziećmi. Nie może przez ten sam okres nawiązywać kontaktów z nieletnimi przez Internet.
Mężczyzna nie wysłuchał wyroku, bo złożył taki wniosek, aby go nie doprowadzać z aresztu do sądu. Obawiał się dziennikarzy. Na pierwszej rozprawie pojawił się w czarnej kurtce i kapturze, którym maskował swoją twarz.

Adam K. został zatrzymany pod koniec zeszłego roku. Wywołało to wielkie poruszenie w parafii św. Mikołaja na Czwartku w Lublinie. To właśnie tu od 10 lat mężczyzna udzielał się jako kierownik, dyrygent i muzyk dziecięcego chóru. Dotąd nikt nie podejrzewał go o żadne chore skłonności. – Miły, uśmiechnięty, miał bardzo dobry kontakt ze swoimi podopiecznymi – mówili parafianie. – To, co się stało, jest dla nas szokiem – dodawali.
Na stronie scholi „Aniołki” publikowane były zdjęcia. Adam K. pozował razem z grupą małych chórzystek. Przytulał się do nich, kazał siadać na kolana. Śledczy rozmawiali z rodzicami oraz dziećmi. Sprawdzali, czy mężczyzna nie posuwał się za daleko.
33-latek wpadł po tym jak na portalu społecznościowym nagabywał 10-letnią dziewczynkę z Łęcznej. Składał jej seksualne propozycje, wysyłał ohydne porno zdjęcia i filmiki. Na szczęście zboczoną korespondencję w komputerze córki odkryła matka. Natychmiast zgłosiła sprawę na policję. Adam K. trafił do aresztu, gdzie nadal przebywa. Policjanci zabezpieczyli jego telefony komórkowe, sprzęt komputerowy, nośniki pamięci, dyski twarde, kasety i płyty. Na kilku z nich odkryto materiały pornograficzne. Potem był to to jeden z czterech zarzutów, które usłyszał. Pozostałe dotyczyły „nawiązywanie z nieletnimi kontaktu przez Internet, w celu popełnienia przestępstwa o charakterze seksualnym” oraz wysyłania nieletniej materiałów pornograficznych.

Już w trakcie śledztwa, po nagłośnieniu sprawy przez media, do prokuratury zgłosiła się kobieta, która opowiedziała historię swojej koleżanki. To jej 13-letnia córka miała być kolejną ofiarą Adama K., którego poznała na obozie. Mężczyzna miał zwabiać ją do przykościelnej salki i tam całować, obmacywać, a z czasem proponować także seks. Dziewczynka szybko zorientowała się, że pada ofiarą pedofila i zerwała znajomość. Sprawa była długo utrzymywana w tajemnicy.
Adam K. przyznał śledczym, że zdaje sobie sprawę ze swoich zaburzeń. Tłumaczył, że próbuje walczyć ze swoimi chorymi skłonnościami. Jego kara nie jest najwyższa, którą mógł otrzymać. Groziło mu maksymalnie 12 lat więzienia. LL