Domagali się dymisji ministra Czarnka

Przemysław Czarnek nie musi się obawiać, że apele do premiera o jego dymisję zostaną wysłuchane

W ubiegłym tygodniu uczniowie i studenci wzięli udział w Ogólnopolskim Strajku Edukacyjnym domagając się dymisji ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka.

Protest był reakcją na pozostawianie bez odpowiedzi petycji do premiera o odwołanie Czarnka, pod którą podpisało się ponad 90 tysięcy internautów. Odbywająca się od poniedziałku do piątku, pod hasłami „MENczarnia” i „STOP deMENtażowi Edukacji” akcja, każdego dnia miała inny charakter. Studenci i uczniowie oddawali krew i wpisywali się do bazy dawców szpiku, co miało być odpowiedzią na słowa Jarosława Kaczyńskiego, że uczestnicy strajków kobiet „mają krew na rękach”, zbierali śmieci w lasach, czy zamawiali jedzenie na wynos, chcąc w ten sposób wesprzeć dotkniętą koronawirusowymi obostrzeniami branżę gastronomiczną.

Punktem kulminacyjnym była środa, 9 grudnia, kiedy protestujący nie wzięli udziału w zdalnych lekcjach i zajęciach. – Celem nie jest tu pójście na wagary, czy zrobienie sobie krótkiego urlopu. Chcemy na tyle, na ile jest to w tym momencie bezpieczne i możliwe, wyrazić swój sprzeciw. Tak, aby usłyszała o nim cała Polska, a zwłaszcza minister edukacji i nauki oraz premier – wyjaśniali organizatorzy protestu.

Dlaczego chcą dymisji Przemysława Czarnka? „Minister Czarnek swoją postawą oraz wypowiedziami jeszcze sprzed nominacji na ministra wzbudzał liczne kontrowersje natury etycznej. Jednak w ostatnim czasie, już po nominacji, dopuścił się wypowiedzi, które nie tylko naruszają podstawową wolność myśli i postaw, winną cechować środowiska akademickie, ale również noszą wszelkie znamiona instytucjonalnego szantażu, skierowanego przeciw polskim uczelniom” – wyjaśniają w petycji, którą skierowali do premiera Mateusza Morawieckiego.

Ani premier, ani minister Czarnek nie odnieśli się do kolejnego już protestu i wezwań do dymisji. Lubelski polityk ogłosił za to kolejne, budzące w środowisku naukowym wiele kontrowersji, działania swojego resortu. W ubiegłą środę przedstawił pakiet wolności akademickiej, czyli projekt nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, mającej zapewnić wolność nauki.

Wśród zaproponowanych rozwiązań jest przepis, na podstawie którego nie będzie można pociągnąć do odpowiedzialności nauczyciela akademickiego za wyrażanie swoich przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych. Jak zaznaczył minister będzie on dotyczył zarówno naukowców, którzy mają poglądy konserwatywne i chrześcijańskie jak również tych prezentujących światopogląd lewicowy, czy lewicowo-liberalny.

Nauczyciele wobec których wszczęto postępowanie dyscyplinarne będą mogli skierować zażalenie do komisji dyscyplinarnej przy ministrze, jeśli postępowanie dotyczy wyrażania przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych. Wszystkie wszczęte tego typu postępowania przed wejściem w życie nowych przepisów mają zostać umorzone. Pakiet „wolności akademickiej’’ skrytykowała m.in. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Zdaniem rektorów nie ma konieczności dodatkowej obrony wolności akademickich, a nowy edukacyjny projekt ingeruje w autonomie uczelni wyższych.

Kontrowersja wzbudziła również inna, ubiegłotygodniowa zapowiedź ministra Czarnka dotyczy usuwania z polskich podręczników rzekomych pozostałości po poprzednim ustroju systemowym. Jak wyjaśniał minister taka konieczność wynika z zapisów konstytucyjnych zakazujących promowania jakichkolwiek wzorców komunistycznych czy faszystowskich, a czyszczenie polskich podręczników z „komunistycznych reliktów i wspomnień” jest niezbędne, bo incydentalnie wciąż występują w nich przypadki, które są sprzeczne z artykułem 13. konstytucji. DO