Dres, jak kiedyś człowiek założył, to było coś

Rok 1958. Zespół pięściarzy Sygnału. 18-letni Henryk Prażmo (pierwszy z lewej ) pozuje do zdjęcia z kolegami z drużyny m.in. Romanem Czapko, Tadeuszem Goluchem, Czesławem Biegalskim, Tadeuszem Brodzikiem, Władysławem Sfeciukiem, Leszkiem Finke i kierownikiem drużyny Bieregowojem

Dokładnie 50 lat temu dwaj czołowi pięściarze Lublinianki: Henryk Prażmo i Ryszard Ferschke postanowili zawiesić bokserskie rękawice na kołku. Zakończyli karierę z różnych powodów. Do podjęcia decyzji zmusiły ich obowiązki rodzinne i zawodowe. Stare, dobre czas na łamach „Nowego Tygodnia” wspominamy dziś z 81-letnim Henrykiem Prażmo, jednym z najlepszych zawodników w kategorii ciężkiej w okręgu lubelskim.

Henryk Prażmo boks trenował przez prawie 14 lat. W karierze stoczył 139 walk, z których wygrał 88, a 11 zremisował.

– Przygodę z boksem rozpoczynałem w lubelskim Zrywie, a moim pierwszym trenerem był Stanisław Bombolewski, z którym jeszcze nie tak dawno miałem okazję spotkać się na zawodach organizowanych przez Lubelski Okręgowy Związek Bokserski. To były zupełnie inne czasy niż dzisiaj. Dres jak kiedyś człowiek założył, to było coś – mówi Henryk Prażmo. – W Zrywie mieliśmy naprawdę mocną paczkę. W klubie boksowali między innymi Tadeusz Goluch, Tadeusz Ścibior i Roman Czapko – dodaje.

Pierwszy, poważny sukces odniósł, mając zaledwie 16 lat. W 1956 roku podczas ogólnopolskiej Spartakiady Zrzeszenia Sportowego Zryw w Krakowie, zdobył złoty medal! Rok później we Wrocławiu wywalczył srebro. Podczas drużynowych mistrzostw Polski ZS Zryw w Zielonej Górze z kolegami z drużyny sięgnął także po złoto!

Oprócz Zrywu reprezentował także Sygnał Lublin oraz Lubliniankę. Do obu klubów nie trafił przypadkiem. W pierwszym walczył, gdy był uczniem zawodowej szkoły kolejowej, mieszczącej się przy ulicy Narutowicza 37 w Lublinie (zdobył w niej uprawnienia pomocnika maszynisty), w drugim odbywał obowiązkową wówczas służbę wojskową. W Lubliniance boksował najdłużej, bo ponad dziesięć lat, do 1970 roku. Co warte podkreślenia, Henryk Prażmo od samego początku, aż do ostatniej walki, występował w wadze ciężkiej.

W województwie lubelskim niewielu zawodników mogło dotrzymać mu kroku, 10-krotnie zdobywał tytuły mistrza okręgu. Szczęścia nie miał jednak w Mistrzostwach Polski Seniorów. Trzeba jednak pamiętać, że w tamtych czasach polski boks pod wodzą legendarnego trenera Feliksa „Papy” Stamma, któremu w pracy pomagał lublinianin Stanisław Zalewski (masażysta, działacz, założyciel m.in. sekcji w Motorze i Avii Świdnik) był światową potęgą, a „biało-czerwoni” z każdych mistrzostw Europy oraz igrzysk olimpijskich przywozili worek medali, w tym także z najcenniejszego kruszcu.

W pierwszych „dorosłych” mistrzostwach, rozegranych na warszawskim Torwarze w 1960 roku, kilka miesięcy przed igrzyskami w Rzymie, Henryk Prażmo stoczył świetny pojedynek z Władysławem Jędrzejewskim z ŁTS Łabędy.

Nie przestraszył się mistrza kraju z 1957 roku i medalisty z kolejnych dwóch edycji krajowego czempionatu (srebro w 1958 r. w Łodzi i brąz w 1959 r. w Poznaniu). Lublinianin już na początku ruszył na rywala i zaskoczył go szybkimi i celnymi ciosami, uzyskując przewagę punktową. Niestety, w II rudzie wszystko zostało przekreślone. Prażmo po jednym z ciosów dostał krwotoku. Sędzia musiał przerwać walkę. Mistrzem Polski po raz drugi w karierze został Jędrzejewski. Pięściarz z Zawiercia później jeszcze trzykrotnie stawał na najwyższym stopniu podium, w 1961, 1962 i 1965 roku.

W 1962 roku Henryk Prażmo dwukrotnie spotkał się Ludwikiem Denderysem z Gwardii Wrocław, późniejszym olimpijczykiem, dwukrotnym brązowym medalistą mistrzostw Europy (w 1969 r. w Bukareszcie i 1971 w Madrycie) i mistrzem Polski (1969). Lublinianka walczyła z zespołem ze stolicy Dolnego Śląska o wejście do II ligi. Prażmo pierwszą walkę wygrał, drugą zremisował!

Raz w karierze boksował w meczu międzynarodowym. 17 lutego 1960 roku w Koziołku przy ulicy Lubartowskiej reprezentacja Lublina zmierzyła się z ekipą z Bratysławy. Prażmo pokonał po ładnej walce Czechosłowaka Kramera.

Tak o postawie lublinianina dzień po spotkaniu pisał „Kurier Lubelski”:

„Dużą niespodziankę sprawił również Prażmo. Wczoraj nie boksował on już tak bojaźliwie jak dawniej, pięknie stopując Czechosłowaka lewymi prostymi”

Która z blisko 140 stoczonych walka utkwiła Henrykowi Prażmie najbardziej w pamięci?

– Było ich wiele, ale najbardziej pamiętam starcie z meczu: Lublinianka – Sokół Piła, który decydowała o wejściu do II ligi. Dlaczego? Bo w moich rękach były losy awansu całego naszego zespołu. To był ostatni pojedynek meczu, jeśli wygram, awans będzie nasz, jak przegram, do ligi awansują rywale – wspomina Henryk Prażmo. – Proszę sobie wyobrazić, jakie emocje towarzyszyły temu pojedynkowi. Walczyłem z Eugeniuszem Jankowiakiem. Walka nie układała się po mojej myśli. W I rundzie zarobiłem dwa ostrzeżenia i wydawało się, że już wszystko stracone. Moi koledzy z zespołu Lublinianki nie chcieli patrzeć, co się będzie dalej działo i uciekli do szatani. W II rundzie zdobyłem się na desperacki zryw. Ten krok przyniósł powodzenie. W pewnym momencie trafiłem Jankowiaka potężnym ciosem i ten wylądował na deskach. Wprawdzie po chwili wstał, ale nie był już zdolny by dalej kontynuować pojedynek. Odniosłem niezwykle cenną wygraną, ku wielkiej radości kolegów i trenera – dodaje Henryk Prażmo.

Kogo ze znanych zawodników jeszcze pokonał?

Oprócz wspomnianego już byłego mistrza Polski i medalisty mistrzostw Europy Ludwika Dendrysa oraz Jankowiaka, który wywalczył brązowy medal Mistrzostw Polski w 1968 roku w Poznaniu, na zwycięskiej liście Henryk Prażmo ma jeszcze trzech byłych brązowych medalistów mistrzostw kraju: Włodzimierza Bielę z Hutnika Nowa Huta (zdobywał medale w 1955, 1958 i 1961 roku), Tadeusza Witkowskiego z Prosny Kalisz (1963) i Klausa Fingerem (1962), byłego pięściarza Pafawagu Wrocław i Górnika Radlin. Prażmo wygrywał także z innym znanymi zawodnikami, między innymi Szczepanem Stefańskim z Błękitnych Kielce, mistrzem okręgu świętokrzyskiego, czy też Poletą z Rokity Brzeg Dolny i Pawlakiem z Widzewa Łódź

Sportową karierę Henryk Prażmo zakończył w 1970 roku w wieku 30 lat.

– Były ważniejsze sprawy niż boks, czyli rodzina i praca – mówi.

Żaden z jego trzech synów: Jerzy, Krzysztof i Dariusz nie zapałali miłością do boksu, ale sport nie był im w życiu obcy. Sylwetki najmłodszego z braci Dariusza, na pewno nie trzeba przedstawiać kibicom basketu w Lublinie. W 1976 roku zaczął trenować koszykówkę w Lubliniance, by po dwóch latach na prawie dwie dekady przenieść się do Startu. Dariusz Prażmo miał też koszykarski epizod w australijskiej lidze stanowej, gdy przebywał przez 7 miesięcy w Perth w odwiedzinach u brata Krzyśka, który na najmniejszy kontynent globu wyemigrował w 1980 roku.

Henryk Prażmo pomimo już skończonych 81 lat dość często pojawia się na zawodach organizowanych przez LOZB i dopinguje młodych zawodników, dzieli się z nimi wspomnieniami, zapraszamy jest do dekorowania medalistów. – To miłe, że działacze Lubelskiego Okręgowego Związku Bokserskiego jeszcze pamiętają i zapraszają mnie na zawody. Już niewielu pozostało nas z tej starej gwardii lubelskiego pięściarstwa. Niestety, częściej spotykamy się ostatnio na pogrzebach niż na imprezach sportowych, by pożegnać kolegów, z którymi przed ponad 50 laty mieliśmy wielki zaszczyt i honor reprezentować kluby z naszego miasta – kończy Henryk Prażmo.

Krzysztof Basiński

Fot. archiwum Henryka Prażmy