Drób w izolatce

– To paranoja! Nie dość, że drób musi być trzymany w zamknięciu, to jeszcze trzeba zgłaszać nawet, jeśli hoduje się tylko jedną kurę – oburza się rolnik z powiatu chełmskiego na ministerialne obostrzenia w związku z ptasią grypą. – Do tych zasad trzeba się stosować, w przeciwnym wypadku będą kary – mówi Arnold Sawicki, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Chełmie.
Pod koniec grudnia ub.r. minister rolnictwa i rozwoju wsi oraz główny lekarz weterynarii zarządził szereg rozwiązań, mających zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa grypy ptaków. Minister pisze w swym apelu do hodowców, że choroba nie jest groźna dla ludzi, ale bardzo szkodliwa dla gospodarki. Główną przyczyną rozprzestrzeniania się wirusa są zarażone dzikie ptaki, ale zdarza się, że winę za to ponoszą także rolnicy, którzy nie przestrzegają zasad bezpieczeństwa. W związku z tym minister zaapelował do rolników, aby przetrzymywali drób w przeznaczonych do tego pomieszczeniach, uniemożliwiając mu swobodne poruszanie się po otwartym wybiegu. Hodowcy muszą też zabezpieczyć paszę przed dostępem dzikich zwierząt. Nie wolno karmić drobiu na zewnątrz budynków ani poić go wodą ze zbiorników, do których dostęp mają dzikie ptaki. Do tego rolnicy zobowiązani są stosować odzież i obuwie ochronne a po każdym kontakcie z drobiem lub dzikimi ptakami umyć ręce, a także używać maty dezynfekcyjne w wejściach i wyjściach z budynków, w których utrzymywany jest drób. Apel w tej sprawie z adnotacją, że brak zastosowania ze strony hodowców drobiu będzie podstawą do nakładania kar, rozpowszechniały na swoich stronach internetowych wszystkie samorządy, w tym te z powiatu chełmskiego. Zdaniem niektórych rolników wprowadzone obostrzenia są mocno przesadzone.
– Rozumiem, że istnieje obawa o zarażenie ptasią grypą, ale to już paranoja! – oburza się rolnik z gminy Leśniowice. – Co ma zrobić hodowca kurczaków z wolnego wybiegu, one też mają być w zamknięciu? To niedorzeczne. Do tego trzeba zgłaszać każdą ilość hodowanych ptaków, nawet jeśli ktoś ma jedną czy dwie kury.
Arnold Sawicki, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Chełmie, mówi, że wprowadzone obostrzenia trzeba traktować poważnie i stosować się do nich. Na razie żadnemu rolnikowi nie wlepiono kary za ich nieprzestrzeganie. Powiatowy lekarz weterynarii zwrócił się do samorządów z powiatu chełmskiego z prośbą o poinformowanie rolników o konieczności zgłaszania hodowli drobiu.
– Takich zgłoszeń mamy już około siedmiuset – mówi Sawicki. – Na szczęście dotąd nie odnotowano ognisk ptasiej grypy w województwie lubelskim. Wydano rozporządzenie o tym, że drób należy trzymać w zamknięciu, nie dlatego, aby robić mu krzywdę. Pamiętajmy, że drobiu nie sprzedajemy tylko na rynek krajowy, ale też zagraniczny. Wystąpienie ogniska choroby w danym województwie powoduje blokadę eksportu drobiu, mięsa drobiowego i jaj z całego tego województwa. Kontrahenci w takich przypadkach po prostu nie chcą takiego drobiu. Obostrzenia nie są wiec wymysłem, a ratowaniem naszych pieniędzy. A ognisko może wystąpić nawet w malutkim gospodarstwie, gdzie hoduje się pięć kur. W takiej sytuacji obszar zagrożenia i restrykcje z nim związane występują w promieniu 10 kilometrów wokół ogniska.
Ogniska zjadliwej grypy ptaków wykryto w województwie lubuskim, małopolskim, podkarpackim, świętokrzyskim. (mo)