Dwoje ochroniarzy ciężko raniło łowcę pokemonów

Na punkcie samartfonowej gry Pokemon Go oszalał cały świat. Poszukiwanie w terenie telefonem wirtualnych stworków nie zawsze jednak oznacza bezpieczną zabawę. Boleśnie przekonał się o tym pan Robert (53 l.) z Lublina, który w ciężkim stanie trafił do szpitala.
Dla mężczyzny gra i nocny spacer po osiedlu Botanik skończyły się dotkliwym pobiciem. Wszystko działo się w nocy z 22 na 23 lipca. W pobliżu dawnego poligonu pan Robert ze znajomym szukali kolejnych pokemonów. Natrafił też na czterech innych łowców stworków. Kiedy gracze dzielili się na chodniku swoimi wrażeniami, pojawiło się dwoje ochroniarzy – kobieta i mężczyzna – ubranych w ciemne uniformy i ciężkie wojskowe buty. Nie podobała im się głośna rozmowa grupki fanów gry.
– Zachowywali się agresywnie i prowokacyjnie. Dziwiło mnie, co oni chcą tu ochraniać, bo przecież w pobliżu stoi tylko blok, a zanim same pola. Nie chcieliśmy jednak kłopotów, wszyscy się rozeszli. Ja zostałem sam i wracałem do domu. Wtedy zostałem napadnięty – relacjonuje pan Robert.

Posypał się na niego grad ciosów i kopniaków. – Upadłem, a oni traktowali mnie jak worek treningowy. Po prostu tłukli mnie, aby się wyżyć. Zostawili mnie rannego na chodniku. Dopiero ktoś wyszedł z psem i wezwał pomoc – dodaje pokrzywdzony.
Do szpitala trafił z rozległymi obrażeniami. Ma złamaną nogę w gipsie, musi nosić też kołnierz ortopedyczny, bo został uszkodzony kręgosłup. Do tego dochodzą połamane żebra. Czeka go jeszcze wiele dni leczenia. – Jestem cały obolały, ale grą się nie zraziłem. To naprawdę świetna zabawa dla ludzi w każdym wieku. Ja zachwyciłem się nią jak nastolatek – dodaje.
Sprawą pobicia zajęła się policja. LL