Dwulatka w siniakach. Rodzice wytrzeźwieli i milczą

Bartłomiej i Natalia J. od dwóch lat znęcali się nad dziećmi

Policja przyjęła, że Ukrainka i jej mąż znęcali się nad swoją dwuletnią córeczką, odkąd dziecko przyszło na świat. Gdy byli wypici, nie szczędzili też starszej córki. Rodzina miała założoną Niebieską Kartę, a co jakiś czas do drzwi pukał dzielnicowy, mimo to, wcześniej nikt nie widział podejrzanych siniaków u dzieci.


Sprawa wreszcie wyszła na jaw w piątek (10 maja). Tego dnia, po godzinie 13, Bartłomiej J. (38 lat) był widziany, jak zataczał się i wywracał na ulicy, próbując dopchać wózek ze swoją niespełna dwuletnią córeczką do domu. Oniemiały i zgorszony świadek całej akcji zadzwonił po policję.

Gdy patrol przyjechał pod wskazany adres w centrum miasta (blisko deptaka), pijanego tatusia nie było już w mieszkaniu. Udało mu się wciągnąć malutką córkę do środka, zostawił ją pod opieką również pijanej matki, Natalii J. (ob. Ukrainy, 33 lata), a sam odwrócił się na pięcie i wyszedł do kolegi. Starsza córka małżeństwa (9 lat) na szczęście była w tym czasie w szkole.

Policjanci dzwonili i pukali do drzwi wynajmowanego przez parę lokum, ale kobieta nie otwierała. W końcu zrozumieli, że nie ma na co czekać i przy użyciu siły otworzyli drzwi. Natalia J. wpadła w szał i rzuciła się na funkcjonariuszy, szarpiąc za mundury. Jej niespełna 2-letnia córeczka siedziała przestraszona, a jej ciało i głowa były pokryte siniakami i otarciami.

– Na ciele dziecka widoczne były obrażenia, świadczące o tym, że mogły powstać w wyniku bicia. Badanie stanu trzeźwości matki wykazało, że miała w organizmie dwa i pół promila alkoholu – mówi podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.

Policjanci wezwali do mieszkania załogę pogotowia. Medycy stwierdzili, że dziewczynka nie wymaga hospitalizacji. Najprawdopodobniej z uwagi na wiek 2-latka trafiła tymczasowo do Domu Małych Dzieci. Jej starsza siostra prosto ze szkoły pojechała do babci. Pijanego ojca dzieci policjanci zatrzymali po około dwóch godzinach w mieszkaniu jego znajomego (miał w organizmie 2 promile alkoholu). – Policjanci ustalili, że dziewczynki od blisko dwóch lat były ofiarami przemocy domowej.

Były zaniedbywane i bite. Małżeństwo usłyszało zarzuty znęcania się na dziećmi i narażenia ich na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Kobieta odpowie też za naruszenie podczas interwencji nietykalności cielesnej policjantów oraz kierowane wobec nich groźby. Sąd orzekł wobec zatrzymanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy – podaje podkom. Czyż.

W opinii lekarza nie można było jednoznacznie stwierdzić, kiedy i w jakich okolicznościach 2-latka nabawiła się tylu siniaków. Jej rodzice po wytrzeźwieniu konsekwentnie odmawiali przyznania się do znęcania nad dziećmi. Nie potrafili jednak wyjaśnić, skąd ślady bicia na wątłym ciałku. Na dodatek okazało się, że w styczniu tego roku policjanci założyli rodzinie tzw. Niebieską Kartę w związku z przemocą Bartłomieja J. wobec swojej żony. O sprawie poinformowany został zatem MOPR (rodzina nie korzystała z pomocy społecznej, pobierali jedynie świadczenie „500 plus”).

Rzekomo wszczęte zostały odpowiednie procedury ze strony pracowników. Fakt posiadania NK oznacza też, że co kilka dni w mieszkaniu rodziny powinien pojawiać się dzielnicowy i sprawdzać, czy aby na pewno wszystko w porządku. O ile więc starsza córka w ciągu dnia była w szkole (dlaczego nauczyciele i dyrekcja nie zainteresowali się problemem pijaństwa i przemocy w jej domu?!), o tyle małe dziecko przebywało cały czas w mieszkaniu – jak to możliwe, że dzielnicowy nie zauważył, że jest bite? – Wszelkie okoliczności będą wyjaśniane, a świadkowie przesłuchiwani – zapewnia rzecznik KMP.

Zgodnie z kodeksem za znęcanie się fizyczne lub psychiczne nad osobą nieporadną ze względu na wiek (jak zakwalifikował to prokurator) obojgu grozi od 6 miesięcy do nawet 8 lat pozbawienia wolności. (pc)