Dyrektor odwraca kota ogonem?

Zdaniem powiatowych radnych Krzysztofa Zielińskiego i Marka Piwko, żeby odwrócić uwagę od siebie oraz od codziennych problemów, dyrektor Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie, Andrzej Gołąb, doniósł na nich do komisji etyki, bo nie spodobały mu się ich częste kontrole w jednostce. Radni przypominają, że wykonywali swój mandat, a przepisy im na to pozwalają.

Andrzej Gołąb, dyrektor Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie, o czym już informowaliśmy, napisał skargę do przewodniczącego rady powiatu krasnostawskiego, Witolda Boruczenki na dwóch radnych – Krzysztofa Zielińskiego i Marka Piwko, którzy w ostatnim czasie byli na niezapowiedzianych kontrolach w zarządzanej przez niego jednostce. Gołąb stwierdził, że radny Zieliński miał zwracać się do pracowników w sposób naganny, arogancki, podnosząc głos, atakując rozmówcę sposobem zadawania pytań. Jego wizyty, w ocenie dyrektora, doprowadziły do stresu i płaczu, a w konsekwencji do rezygnacji z dalszej współpracy nowozatrudnionej osoby, którą Andrzej Gołąb przyjął do pracy z końcem lipca br.

Dyrektor w piśmie do przewodniczącego Boruczenki wylał swoje żale, przekonując, że niektórzy radni negatywnie wpływają na funkcjonowanie oraz wizerunek kierowanej przez niego instytucji. Skrytykował zwołanie nadzwyczajnej sesji w sprawie, która według oceny prawnej nie należy do kompetencji rady powiatu. Stwierdził również, że radny Piwko na spotkaniu z zarządem powiatu miał mu grozić, wypowiadając słowa „że jeżeli myślę, że sesja nadzwyczajna to było najgorsze co mnie do tej pory spotkało, to się grubo mylę”.

Do pisma Gołąba odnieśli się radni Zieliński i Piwko. Ten ostatni po zapoznaniu się z „zarzutami” uśmiał się po pachy. – Dyrektor Muzeum ewidentnie próbuje odwrócić uwagę od siebie i zaistniałych w placówce problemów – przekonuje Marek Piwko. – Radny ma prawo skontrolować jednostkę powiatową, czy to się dyrektorowi podoba, czy nie. Sesja nadzwyczajna dotyczyła ogólnej sytuacji Muzeum, również jego współpracy z Towarzystwem Historycznym im. A. Patka. Oczywiście, że przyjdę na posiedzenie komisji etyki i wszystko wyjaśnię. Na kontroli byłem tylko raz. Nie przypominam sobie natomiast, bym podczas spotkania z członkami zarządu powiatu wypowiedział cytowane przez pana Gołąba słowa – dodaje radny.

Od udziału w obradach komisji etyki nie zamierza też uciekać radny Krzysztof Zieliński. – Pismo dyrektora Gołąba do przewodniczącego Boruczenki kwalifikuje się do prokuratury. Jest to akt desperacji, w myśl zasady najlepszą obroną jest atak. Ktoś próbuje udowodnić tezę, że działamy pod wpływem emocji. To nie radni mają problem, tylko dyrektor i zarząd powiatu. Pan Gołąb wybiórczo traktuje fakty, a Muzeum uważa za przedsiębiorstwo rolne, jakby miał jakiś areał i nim rządził. Tyle, że w mojej ocenie jest fatalnym zarządcą. Na kontrolach byłem pięć albo sześć razy, ale dlatego, bo tylko dwukrotnie udostępniono mi dokumenty, o które poprosiłem.

Chodzenie do Muzeum na kontrole do przyjemności nie należy. To obowiązek radnego, wynikający ze sprawowania mandatu, o czym pan dyrektor powinien wiedzieć. Osoba, którą rzekomo miałem doprowadzić do płaczu, sama przy dyrektorze powiedziała, że rozmawiałem z nią w sposób kulturalny, nie miała łez w oczach, nie byłem arogancki i nikogo nie atakowałem. Gdyby było inaczej, pewnie napisałaby notatkę służbową z takiej rozmowy. Komisja etyki, myślę, będzie miała ubaw. Dziwię się, że pan Gołąb, słysząc co ta pani mówiła, dalej próbuje przekonywać wszystkich do swoich racji – dodaje radny Zieliński.

Jego słowa potwierdza radny Marek Piwko. – Pracownica w obecności dyrektora stwierdziła, że nikt jej nie denerwował, a tym bardziej nie doprowadził do łez. Zresztą widać było, że jakiś czas już zna radnego Zielińskiego – podkreśla M. Piwko.(s)