Działkowcy mają już dość

Zryte przez dziki działki na terenie ROD „Kalina”

O „wydanie decyzji o redukcyjnym odstrzale dzików” proszą prezydenta Krzysztofa Żuka władze Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Kalina”. Dziki wchodzą na teren ogrodu i niepokoją okolicznych mieszkańców, a ustawienie tam specjalnej odłowni okazało się niemożliwe.


– Kochamy zwierzęta, ale jesteśmy w tej sprawie pod ścianą. Dziki, oprócz wyrządzanych szkód, zagrażają zdrowiu i życiu działkowców, a przede wszystkim dzieci, które w ciepłych miesiącach roku spędzają z rodzicami i dziadkami gros weekendowego czasu na działkach – tłumaczy Halina Gaj-Godyńska, prezes ROD „Kalina”. Prezydent jeszcze nie odniósł się do wniosku działkowców.

O sprawie dzików wchodzących na teren ogrodu pisaliśmy już kilka tygodni temu. – To prawdziwa plaga. Dziki podkopują ogrodzenia, wchodzą na teren działek i niszczą uprawy. Ludzie boją się o swoje zdrowie, bo są to zwierzęta, które w skrajnym wypadku mogą zaatakować człowieka – relacjonowali działkowcy. Problem miało rozwiązać ustawienie na terenie ogrodu specjalnej odłowni.

Plany spaliły jednak na panewce. – Klatka o wymiarach 4 x 8 m jest za ciężka i za obszerna, a platforma, na której jest przewożona, jeszcze bardziej. Trawiaste, rozmiękłe i wąskie alejki ogrodu uniemożliwiają wjazd tej platformy i ustawienie odłowni tam, gdzie dziki bytują, czyli w pobliżu zalanych i porośniętych trzciną oraz 20-letnimi samosiejkami terenów ogrodu, głównie w sektorze B i C – poinformowała pani prezes.

Dziki niepokoją także mieszkańców pozostałych części miasta. – Widziałem je w pobliżu granicy z miejscowością Rudnik – relacjonuje Janusz Polanowski, czytelnik „Nowego Tygodnia”. Obecność tych zwierząt na terenie miasta nie jest, wbrew pozorom, rzadkim zjawiskiem. – W 2018 roku otrzymaliśmy 56 zgłoszeń na temat dzików na terenie Lublina, zaś w 2019 roku do 20 marca – 18 zgłoszeń – wylicza Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej. Grzegorz Rekiel