Dzieci kontra starsi, cd.

Dzieci mają prawo się bawić! – grzmieli rodzice. A teraz głos zabierają starsi: – Jak do kobiety, która przeżyła wojnę, w tym pobyt w obozie na Majdanku, można powiedzieć „odwal się stara” i wypiąć do niej tyłek? To się w głowie nie mieści!

Ani pod klatką, ani na trawniku dzieciom z bloków przy al. Piłsudskiego i ul. Kolejowej bawić się nie wolno. Wściekli rodzice kilka tygodni temu prosili nas o interwencję.

– A potem się słucha, że dzisiaj takie aspołeczne te dzieci, że w domach, że przed ekranami, że zachować się nie potrafią, „dzień dobry” nie powiedzą. A właściwie, przepraszam, dlaczego miałyby to robić? Jak cały czas słuchają, że przeszkadzają. I że mają sobie pójść! – skarżyła nam się matka chłopca, który został przepędzony z osiedlowego trawnika. – I mało tego, że starsza sąsiadka go pogoniła. Wyzywała od gówniarzy, straszyła, że wezwie policję. A to wszystko dlatego, że grał z kolegą w piłkę na trawie.

To nie pierwsza tego typu sytuacja na tym osiedlu. Ludzie mówią o swoistej wojnie pomiędzy dziećmi i ich rodzicami a starszymi mieszkańcami. I okazuje się, że nie tylko tam istnieje ten problem. W ubiegłym tygodniu do naszej redakcji zgłosiła się chełmianka z osiedla XXX-lecia, reprezentująca drugą stronę tej batalii.

– Napisaliście, jak to widzą rodzice. Napiszcie, jak to widzimy my – zaczęła starsza pani. – Wszystko rozumiemy. Sami mieliśmy małe dzieci. I wiemy, że muszą się wyhasać. Ale na naszym osiedlu jest wielki park, a nieopodal plac zabaw i boisko. Dlaczego zatem bawią się tuż przy blokach, piszczą w niebogłosy i kopią piłkami w blaszaną elewację? – zastanawia się nasza Czytelniczka.

Największy żal ma jednak nie o samą zabawę, ale o zachowanie dzieci, gdy zwróci się im uwagę. – Już przywykłam do tego, że gdy się je poprosi, by były trochę ciszej, albo żeby się przeniosły na plac zabaw, to człowiek się nasłucha obelg. Ale do dzisiaj nie mogę zrozumieć tego, jak dzieci mogły w taki sposób traktować starszą panią, która mieszkała w naszym bloku na parterze. Ona miała ciężkie życie. Przeżyła wojnę, pobyt w obozie na Majdanu, straciła wtedy wielu bliskich. Zmarła wiosną tego roku. Była bardzo schorowana, nikt się nią nie zajmował. Sąsiedzi do niej zaglądali, pomagali, robili zakupy. I aż serce się ściska, że ktoś mógł ją w taki sposób traktować. Gdy zwracała uwagę chłopcom grającym w piłkę tuż pod jej oknem, niejednokrotnie słyszała, żeby się odwaliła. Była wyzywana od staruch i kalek. A raz widziałam na własne oczy, jak chłopak, „na oko” 8-9 lat, odwrócił się i wypiął do niej tyłek. Zdarzało się, że na złość dzieciaki stukały patykami o jej balkon. Pytam: gdzie są rodzice, którzy tak głośno krzyczą, żeby pozwolić ich pociechom się bawić? Gdzie są wtedy, kiedy trzeba tych młodych ludzi nauczyć szacunku do drugiego człowieka?

Ewa Jaszczuk, prezes Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, z którą rozmawialiśmy przy okazji ostatniego teksu, przyznaje, że tutaj sytuacja jest zgoła inna. W przypadku bloków przy ul. Piłsudskiego i Kolejowej nie ma wyznaczonego miejsca do zabawy dla dzieci. Na osiedlu XXX-lecia jest ich kilka.

– I nie sposób się też dziwić starszym, którym też należy się odpoczynek. W budownictwie wielorodzinnym zdarzają się różne sytuacje. Ale podstawą relacji powinno być wzajemne zrozumienie i poszanowanie. I dotyczy to wszystkich, zarówno tych starszych, jak i najmłodszych. A wspomniane sytuacje są rzeczywiście nie do pomyślenia – komentuje prezes. (mg)