Dziecko chore, pomocy nie ma

Matka gorączkującego trzylatka skarży się na „zatkaną” chełmską służbę zdrowia. W miejskim zakładzie opieki zdrowotnej nie została przyjęta, bo zabrakło dla niej miejsca a w nocnej opiece musiała czekać kilka godzin na pomoc, bo nie było pediatry. – Skoro w sezonie grypowym sobie nie radzimy, to całe szczęście, że nie dotarł do nas koronawirus – komentuje gorzko. – Mamy duże problemy kadrowe – przyznają dyrektorzy obu placówek.

– W poniedziałek, 3 lutego, pojechałam z gorączkującym 3-letnim dzieckiem do przychodni nr 2 przy ulicy Połanieckiej. Usłyszałam od młodziutkiej pielęgniarki w rejestracji, że nasza pani doktor jest na zwolnieniu lekarskim. Poprosiłam o zapisanie do innego lekarza, ale pani oświadczyła, że do wszystkich pozostałych lekarzy nie ma już numerków – relacjonuje nasza Czytelniczka.

Na pytanie, co ma robić z dzieckiem, które gorączkuje już trzeci dzień, usłyszała od pielęgniarki, że powinna była jechać wcześniej do nocnej i świątecznej opieki a nie czekać aż do poniedziałku.

– Ale zdarzało się, że dziecko gorączkowało przez 3 dni, a po podawaniu leków choroba mijała. Gdy czwartego dnia temperatura nie spadała, poszłam do lekarza – mówi kobieta i zastanawia się, o której godzinie powinna pojawić się w rejestracji skoro już o 8.00 nie było numerków do pediatrów.

O 18.00 matka z dzieckiem na rękach pojechała do nocnej i świątecznej opieki, która mieści się w budynku przyszpitalnej przychodni. – Zarejestrowałam się. Okazało się, że pediatra będzie dopiero o godzinie 21.00 – mówi.

Taksówką wróciła do domu, po czym o 21.00 ponownie pojechała do szpitala. – Tam kolejny szok. Na korytarzu tłum rodziców z dziećmi, a kolejność rejestracji nie obowiązuje, więc przyjęto nas na końcu, po 22.00 – mówi. – A podczas badania pani doktor pyta mnie, ile waży dziecko, bo w gabinecie nie było wagi, a ona musi przepisać lekarstwo. Dawkę przepisała na oko.

Zastanawiam się, w jaki sposób chełmski szpital podpisał kontrakt na świadczenie opieki nocnej i świątecznej, skoro od godz. 18 do 21 nie ma pediatry, a gabinet nie jest prawidłowo wyposażony. Na szczęście dziecko zdrowieje, ale boję się o przyszłość. Skoro w sezonie grypowym sobie nie radzimy, to całe szczęście, że nie dotarł do nas koronawirus.

Mariusz Żabiński, dyrektor Miejskiego Samodzielnego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Chełmie, nie ukrywa, że placówka ma wręcz krach kadrowy w obsadzie pediatrycznej. – W ubiegłym tygodniu ubyło nam dwoje lekarzy z powodu zwolnień lekarskich. Poniedziałki są zawsze trudne i jest większe obłożenie, bo to okres po weekendzie. Na dodatek jest sezon grypowy i doktorzy przyjmują nawet po 60 pacjentów w ciągu dnia – mówi.

W całej Podstawowej Opiece Zdrowotnej w MSPZOZ pracuje 18 lekarzy. – A potrzeby mamy znacznie większe – mówi Żabiński. – Niestety, problemem nie są już dzisiaj stawki dla lekarzy, bo te są już wyśrubowane, tylko brak specjalistów.

Podobny kłopot ma szpital. – Tego dnia pani doktor, która powinna przyjmować w nocnej opiece, poinformowała nas, że nie może się pojawić na dyżurze i musieliśmy znaleźć zastępstwo, stąd obecność pediatry dopiero o 21.00 – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w chełmskim szpitalu. – To była sytuacja losowa. A w kwestii wagi rzeczywiście zwróciłem uwagę naszemu podwykonawcy, żeby doposażył gabinet.

Litwin zwraca też uwagę na inny problem. – Matka dziecka rzeczywiście stawia dobre pytanie, o której powinna się rejestrować, skoro rano nie ma już miejsca – mówi. – Efekt jest taki, że odsyła się pacjentów, którzy powinni być przyjęci przez lekarza rodzinnego do nocnej opieki albo co gorsza na szpitalny oddział ratunkowy.

Rozpoczynając pracę o 18.00 w nocnej opiece jest już kolejka chorych, a dochodzi do nich druga grupa ludzi, która odsyłana jest ze szpitalnego oddziału ratunkowego. I robi się zator w poradni. Porównywaliśmy to z innymi placówkami nocnymi i okazuje się, że dzieje się tak tylko u nas. W sąsiednich miastach funkcjonuje to zdecydowanie wydolniej. bf