Dziki mogą ryć spokojnie

Nie mamy podstawy prawnej do wydania decyzji o odstrzale redukcyjnym dzików – przekonują lubelscy urzędnicy, odnosząc się do problemu dzików grasujących na terenie Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Kalina”.


– Prezydent nie ma podstawy prawnej do wydania decyzji o odstrzale redukcyjnym dzików. Zwrócimy się do Polskiego Związku Łowieckiego o rekomendację sposobu odłowu dzików przy użyciu innych metod niż za pomocą odłowni oraz o wskazanie podmiotów, które mogłyby podjąć się realizacji tego zadania – poinformował Artur Szymczyk, zastępca prezydenta ds. inwestycji i rozwoju, odpowiadając na interpelację Adama Osińskiego z klubu Krzysztofa Żuka. Radny apelował w niej o „podjęcie skutecznych działań zmierzających do pozbycia się z terenu ROD Kalina watahy dzików”.

Zdaniem Adama Osińskiego „najwłaściwszym i skutecznym działaniem byłoby wydanie decyzji na odstrzał redukcyjny dzików”. – Działkowcy i zarząd ROD „Kalina” wielokrotnie zgłaszali problem do Straży Miejskiej, a także do Wydziału Ochrony Środowiska. Okazuje się, że Straż Miejska nie posiada kompetencji ani narzędzi w zakresie odławiania dzików – przypomina radny.

Problem dzików miało rozwiązać ustawienie na terenie ogrodu specjalnej odłowni. Plany spaliły jednak na panewce z przyczyn technicznych. W czerwcu Halina Gaj-Godyńska, prezes ROD „Kalina”, poprosiła prezydenta o zgodę na odstrzał redukcyjny dzików. Urzędnicy nie przychylili się wówczas do prośby działkowców. Powołali się m.in. na kwestie bezpieczeństwa, przekonując, że „w przypadku chybienia lub zrykoszetowania pocisku możliwy jest postrzał osób znajdujących się w okolicy”. Wątpliwości prawne urzędników budził również „fakt wykorzystania myśliwskiej broni palnej do odstrzału zwierząt na terenie miast, które z mocy ustawy zostały wyłączone z obwodów łowieckich”.

ROD „Kalina” to ważne miejsce na „zielonej mapie Lublina”. Położony jest między ulicą Turystyczną, a osiedlem RSM „Motor”, po lewej stronie Bystrzycy. Zajmuje powierzchnię około 22 hektarów.

Grzegorz Rekiel