Dziki szaleją, działkowcy zrozpaczeni

Pod koniec ubiegłego roku w ROD „Kalina” udało się odłowić stado sześciu dzików, które następnie wywiezione zostały poza Lublin i wypuszczone na wolność

– Odkąd stopniał śnieg nie ma dnia, aby dziki nie dokonywały dewastacji ogródków działkowych i alejek – pisze do prezydenta Lublina radny miejski Adam Osiński i apeluje o przeznaczenie przez miasto 400 000 zł na montaż specjalnych odłowni, takich jak działała w ROD „Kalina”, ale ostatnio została uszkodzona przez potężnego odyńca.

Działkowcy z „Kaliny” zauważyli ostatnio watahę aż 17 dzików. Zwierzęta zryły alejki do tego stopnia, że trudno nimi przejść. Zniszczyły również świeżo wysiane uprawy. Dziki szaleją również na osiedlu Daszyńskiego i Niepodległości.

– Podchodzą nawet pod same bloki i ryją klomby – wskazuje radny Adam Osiński w interpelacji skierowanej do prezydenta Krzysztofa Żuka. – W związku z brakiem możliwości odstrzału tych zwierząt, racjonalnym i skutecznym sposobem jest zakup i ustawienie odłowni na terenie ogródków. Jego zdaniem przykład z jesieni 2020 roku, kiedy to w odłowni ustawionej na terenie ROD „Kalina” złapało się 6 dzików, potwierdza skuteczność tego rozwiązania. Niestety w styczniu br. duży odyniec uszkodził tę klatkę, a Wydział Ochrony Środowiska UM nie dysponował środkami na jej remont i do dziś jest ona wyłączona z użytkowania.

Radny wskazuje nawet skąd wziąć pieniądze na naprawę tej odłowni i zakup kilku dodatkowych takich urządzeń dla innych ogródków. – Na ten cel można by przeznaczyć 400 tys. zł zaoszczędzone z dotacji na elektryfikację ogrodu – podpowiada Adam Osiński. – Koszt jednej odłowni wynosi od 10 do 15 tys. zł, a przydałyby się one w kilku dzielnicach Lublina, które sąsiadują z terenami leśnymi lub rolniczymi.

Prezydent nie udzielił jeszcze odpowiedzi na interpelację radnego. (l)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here